Reportaż doskonały

Dokładnie jak w tytule: „Nadciąga noc” Antoniego Shadida to reportaż doskonały. Definicja gatunku. Nic dziwnego, że dostał Pulitzera. Powinien dostać Nobla. Anthony Shadid jest amerykańskim dziennikarzem pochodzenia libańskiego. Doskonale osadzony w języku arabskim i kulturze islamu obserwował na miejscu ostatnie dni przed amerykańską inwazją na imperium Saddama Husajna, okupację Iraku i pierwsze rebelie. „Nadciąga noc” kończy się epilogiem z dnia wyborów w 2005 roku. To nie jest reportaż jaki dzisiaj króluje w mediach i na księgarskich regałach. To coś wyjątkowego. Na ponad 500 stronach znajdziemy wszystko, co jest najważniejsze w tym gatunku: emocje, fakty, ducha tamtego czasu i miejsca. Shadid nie idzie na łatwą pokusę przedstawiania własnych emocji, jest jak najdalej od oceniania i tanich komentarzy. Pokazuje świat takim, jakim go widzą ludzie wokół. Koszmar terroru Saddama i beznadzieja okupacji, wszechobecny strach i rozpacz. Wszystko jest ghamid – niejasne. Bagdad który pamięta czasy świetności musi znowu stawić czoła wyzwaniu. Amerykańskiej inwazji Irakijczycy przyglądali się z zaciekawieniem, wielu pokładało w niej olbrzymie nadzieje. Rozumieli, że po krwawym stłumieniu kurdyjskich powstań tylko ktoś z zewnątrz może ich uwolnić od tyrana mordującego własny naród setkami i tysiącami. Elitarne wojsko Saddama nawet nie broniło Bagdadu – rozpierzchło się w kilka godzin. Pierwsze dni i…

Najtrudniejsza lekcja
Przeczytane / 04/02/2018

Dzisiaj Europejczykom wydaje się, że o wojnach wiedzą wszystko: oglądają je przecież codziennie na swoich wielkich telewizorach z bardzo mądrymi tłumaczeniami wybitnych ekspertów. Taki też był Daniel Rye, dwudziestokilkulatek z Danii, który koniecznie chciał być fotografem i przeżyć przygodę życia. Spakował plecak i pojechał pierwszy raz w swoim życiu na Bliski Wschód bez znajomości realiów, języka, bez miejscowego opiekuna. Przeszedł granicę turecko-syryjską. Został aresztowany przez ISIS. W niewoli spędził 398 dni. „Zakładnik ISIS” świetnej dziennikarki i pisarki Puk Damsgard opowiada historię niewoli i uwolnienia Daniela. Jedno trzeba zastrzec na początku: jest to świetnie, rewelacyjnie napisana i przetłumaczona książka. Czyta się ją jednym tchem. Ale jej walory literackie to oczywiście tylko tło. Najważniejsza jest historia Daniela. Był on przetrzymywany przez bojowników w kilku miejscach. Oczywiście był torturowany i upokarzany do tego stopnia, że po nieudanej ucieczce targnął się na własne życie. Porywacze zażądali olbrzymiego okupu, które rodzina zbierała długi czas w tajemnicy, bo duński rząd odmawia negocjowania z porywaczami, a oni sami naciskali na dyskrecję. Daniel był więziony z innymi obcokrajowcami, głównie dziennikarzami i pracownikami organizacji pozarządowych. Większość z nich została wykupiona, ale Amerykanie i Brytyjczycy zostali zamordowani (jak przyjaciel Daniela – James Foley). Ich katami i nadzorcami byli również obcokrajowcy,…

Przemek Ślizgacz
Przeczytane / 05/02/2015

„Na granicy zmysłów” to książka, po której już nigdy nie spojrzysz na świat tak samo. Fenomenalnie napisany reportaż – tak zachęca okładka książki Przemka Kossakowskiego. Tak – Przemka. A ja, choć miło mi się słucha bajdurzenia Przemka, z ogromną przyjemnością przeczytałbym prawdziwy reportaż napisany przez Przemysława. Bo to co przeczytałem teraz wygląda raczej na naprawdę atrakcyjny monolog do wysłuchania przy paru piwach. Swój urok ma, nie przeczę, ale… Kossakowski robi dla jakiejś kompletnie mi nieznanej telewizji TTV cykl reportaży o różnego rodzaju uzdrowicielach w Polsce i krajach ościennych. Książka miała być tym, czego nie dało się pokazać w ruchomym obrazku. Spodziewałem się, że będzie to opowieść o jakiejś „lekarskiej Atlantydzie”, o zapomnianych prawdach i obrzędach, może o ich skuteczności, a na pewno o gęstej mgle tajemnicy, która spowija medycynę niekonwencjonalną, cokolwiek to może znaczyć. Skoro facet poznał uzdrowicieli, syberyjskich szamanów, szeptunki – to chciałbym też poznać ten świat. A Przemek mi opowiada tylko o sobie, co mogłoby być fascynujące, gdyby wchodził w jakąś głębszą relację ze światem. A nie wchodzi. Stąd najciekawsze historie są poukrywane gdzieś w tle. Gdyby Przemek zostawił na chwilę błazeńską czapeczkę w przedpokoju i na serio posłuchał co mu opowiadają ludzie, rozejrzał się wokół bez tego…