Co jest naprawdę ważne

Harlan Coben jest jednym z moich ulubionych autorów, przede wszystkim za to, w jaki sposób potrafi wpakować czytelnika do labiryntu bez wyjścia, żeby potem w misterny sposób po opadnięciu mgły mógł on sam zobaczyć mnóstwo drzwi. „No Second Chance” jest bez wątpliwości taką właśnie powieścią.

secondDoktor Marc Seidman budzi się w szpitalu. Okazuje się, że trafił tam z dwiema ranami postrzałowymi prosto ze swojego domu. Jego żona została zamordowana, w dodatku znaleziono ją nagą, choć Marc pamięta, że była ubrana. Śledczy nie znajdują jakichkolwiek dowodów gwałtu. Najgorsza informacja jest osią powieści: z domu zaginęła córeczka państwa Seidman i nikt nie wie, co się z nią mogło stać. Kiedy teść Marca dostaje żądanie dwumilionowego okupu mimo wszystko wszystkim spada kamień z serca, bo znaczy to, że dziewczynka żyje. Tylko czy na pewno o okup zgłaszają się ludzie, którzy stoją za koszmarnymi wydarzeniami? Mimo dostarczenia pieniędzy, Marc nie odzyskuje córki – szantażyści twierdzą, i słusznie, że warunkiem był okup i niepowiadamienie policji. Zapada cisza. Po dwóch latach przychodzi kolejne żądanie okupu. Identyczne jak pierwsze. Tym razem Marc postanawia nie informować policji i samemu rozwiązać sprawę. A ta będzie tak pięknie skomplikowana, jak tylko Coben potrafi 🙂

„No Second Chance” (po polsku wyszło jako „Jedyna szansa”) to powieść typowa dla Cobena. Obok oryginalnej i naprawdę atrakcyjnej fabuły jest tło, które powoduje że po prostu chce się to czytać. Jest o pierwszej miłości, która choćby minęło wiele lat rozstania zostaje najsilniejszą emocją w życiu, o ojcostwie, które nie jest tylko genetycznym śladem w maratonie pokoleń ale przede wszystkim więzią emocjonalną. I przede wszystkim o tym, że w przypadku prawdziwej próby możemy liczyć tylko na tych, którzy nas kochają.

Podobne wpisy

  • Światy pełne bólu

    Miała być science fiction. Wyszła antyutopia do kwadratu, bo w dwóch światach jednocześnie. Brian W. Aldiss spróbował dość karkołomnej konstrukcji. Paul – potomek islamskich imigrantów uważający się za Brytyjczyka – żyje w dwóch światach. W jednym jest więźniem, bo w swojej książce zawarł scenę ataku terrorystycznego na brytyjskiego premiera, co zostało potraktowane przez MROK (Ministerstwo…

  • |

    Szarańcza

    Nie lubię tego całego upalnego nudziarstwa gości pokroju Marqueza. Ale jakoś, zupełnie przypadkiem, połknąłem „Szarańczę”. Ta powieść, to tak naprawdę pierwsza większa rzecz późniejszego Noblisty. Zabrałem się za to na spacerze, kiedy Jeremiasz był łaskaw przysnąć. Wciągnęło. Może dlatego, że Marquez jeszcze nie umiał koncertowo nudzić 😉 „Szarańcza” to opowieść o małym miasteczku, Macondo, które…

  • Konan Destylator

    Pamiętacie Kira Bułyczowa i jego Wielki Guslar, w którym czasem pojawiały się w sklepie prawdziwe (spełniające życzenia!) złote rybki a wódka leciała z kranów? No to przypomnijcie to sobie w naszym, swojskim, wydaniu, które smakuje na pewno nie gorzej od radzieckiego mistrza ciętego SF. Andrzej Pilipiuk nie jest może językowym żonglerem, ale z całą pewnością…

  • Lekko, przyjemnie, z niedosytem – „Koniec świata w Breslau” Krajewskiego

    Wszyscy ostatnio piszą kryminały, to chciałem zobaczyć, jak to robi ponoć najlepszy obecnie pisarz tego gatunku w Polsce. Traf chciał, że ta powieść przeleżała u mnie na regale ładnych parę lat. „Koniec świata w Breslau” jest bez wątpienia dobrą, konkretną, rzemieślniczą powieścią. Jest intryga, wątki jak po sznurku prowadzą do zaskakującego (?) finału. Cała powieść…

  • Kozioł ofiarny 

    Nie da się dzisiaj rozmawiać o symbolicznym wymiarze życia społecznego bez nawiązania do kluczowej pozycji Rene Girarda.  Wciąż zastanawiam się nad tym, jak szeroko można stosować termin kozła ofiarnego? Girard mówi o nim głównie w kontekście mitów i Męki Chrystusa. Według francuskiego antropologa każdy mit zawiera w sobie kolegialny mord, a ten jest ściśle związany…

  • Zapomniany świat

    Nic nie wiemy o wierzeniach obcych nam kulturowo ludzi. Wydaje nam się, że takie pojęcia jak „bóg” czy „kapłan” są powszechne. Otóż nie. Książka Zajączkowskiego „Pierwotne religie czarnej Afryki” była dla mnie piękną podróżą w kompletnie nieznany świat. Oczywiście mam świadomość, że taka Afryka, o której pisze Zajączkowski nie istniała już w czasach powstawania tej…