Koncentrat geniuszu

„Powtórka” Stanisława Lema to nie jest pozycja obowiązkowa nawet dla fanów. Trzy utwory w jednej niewielkiej książeczce, z czego dwa to słuchowiska radiowe, może ciekawe, może intrygujące, ale nie w konfrontacji z nazwiskiem pisarza, który rzucił sobie pod stopy całą światową literaturę science fiction. Oprócz jednego utworu: tytułowej „Powtórki”, który jest opowiadaniem absolutnie genialnym, prezentującym himalaje kunsztu myśli, języka i wyobraźni. To jest kilkadziesiąt stron, których się nie zapomni do końca życia.lem_powtorka

Do króla Hipolipa Sarmandzkiego przybyło dwóch misjonarzy chcących go nawrócić na wiarę chrześcijańską. Król się błyskotliwą inteligencją i żelazną logiką długo opierał. A nie był to byle jaki król!

W całej Galaktyce nie uświadczysz drugiego monarchy, tyle myślącego co on. Już pędrakiem igrał złotymi móżdżkami i budował samodumki wolnomyślne, a tak słuchał mędrców, że gdy miano go koronować, chciał uciec przez okno z sali tronowej i uległ dopiero argumentowi, że ktoś inny może być gorszy. Mniemał, że dobre rządy to nie takie, które chwalą lub ganią, lecz takie, których nikt nie dostrzega.

Wreszcie udało się króla przekonać – uwierzył w Boga, stworzyciela wszystkiego. Zamknął się w komnacie na długą medytację. I postanowił – skoro stworzenie świata jest jak widać możliwe – stworzyć świat nie tyle lepszy, co po prostu doskonały. Wezwał do siebie dwóch mędrców, Klapaucjusza i Trurla, żeby jego koncepcję przekuli w działający prototyp. Lepszy świat, a nie lepszych jego mieszkańców, bo to kluczowe zagadnienie dla Króla.

Wyznaję, przemknęło mi zrazu, by podreperować Stworzonych, bo to i materiałowo nie bardzo przyzwoici, i czynnościowo, żeby już nie wspomnieć o stanie przeciętnej inteligencji, alem wspomniał zaraz twoją rozprawę panie Trurlu. Tyś nie ruszał świata, a jedynie lokatorów chciałeś remontować: wybacz mi, zacny panie, toż postawiłeś rzecz na głowie. Do mieszkania lokatorów przykrawać – kto słyszał takie rzeczy? Zadanie opiewa odwrotnie! Chcę wyprodukować byt alternatywny.

I zaczęły się próby, testy, prototypy. Co jeden, to niby w teorii doskonały, a w praktyce koślawy. Nie chcąc psuć lektury, nie zdradzę finału – ale jest wart lektury. Każde zdanie tego opowiadania jest warte.

Podobne wpisy

  • Afrykańskie obrzędy w centrum Anglii

    To moja pierwsza randka z Mo Hayder. Niestety, średnio udana. „Ritual” mnie zmęczył. To po prostu średnio napisana mało błyskotliwa historia. Piszę to z żalem, bo patrząc na zdjęcie autorki spodziewałem się dłuższego romansu 😉 Rzecz się dzieje w Bristolu. Policyjni nurkowie znajdują ludzką dłoń. Zaczyna się szukanie reszty ciała. I tak powoli jesteśmy wprowadzani…

  • Oni chcą nas uczyć…

    Tradycyjnie byliśmy państwem opartym na wolności. Kiedy w 1573 roku uchwalaliśmy deklarację warszawską – wielką kartę wolności sumienia – pozostałe państwa Europy jeszcze nie myślały w takich kategoriach. To Polska wyznaczała kierunki, a mogliśmy to robić, bo zewnętrznych wrogów odstraszała silna armia i doskonale operujący zarówno mieczem, jak i dyplomacją władcy. Ci z kolei byli…

  • Rotmistrz niezłomny

    Narcyz Łopianowski był bohaterem wschodniego września ’39. Przedwojenny rotmistrz dowodzący uzbrojonymi w butelki z naftą i „regulaminową” broń rozbił wielokrotnie silniejszy oddział Armii Czerwonej. Sami Rosjanie twierdzili, że stracili 19 czołgów i 800 żołnierzy. Łopianowski był przekonany, że czołgów co prawda unieruchomili więcej, ale żołnierzy utłukli mniej. Podejrzewany o współpracę z komunistami napisał w latach…

  • Mamroczenie o Bejrucie

    Przyznam, że nie przepadam za tego typu pisaniem: uwielbiam soczysty reportaż, lubię porządną analizę historyczną, polityczną, jakąkolwiek. Czasem mam apetyt na autobiografię. Połączenie tych składników wydało się mimo wszystko nie tak straszne jak teoretycznie powinno. Da się to przeczytać w kilka godzin, może nawet i warto, ale na pewno nie jest to konieczne dla zrozumienia…

  • Mistrzostwo świata. Promocyjne

    Trylogia, której pierwszą częścią jest „Sanctus”, to dzisiaj światowy hit. Simon Toyne napisał thiller, który został wydany w ponad 40 krajach i przetłumaczony na 27 języków. Problem w tym, że to zwyczajny gniot, choć niesamowicie opakowany. Przyznaję od razu: po lekturze „Sanctusa” raczej niechętnie wezmę do ręki kolejne części trylogii. Bałbym się okrutnie mojego paskudnego…