Męskość

Kiedy zobaczyłem tę książkę na stoisku Instytutu Pileckiego, bodajże na Targach Książki Historycznej w Warszawie, od razu rzucił mi się w oczy tytuł. „Męskość”. Cholera, przecież to dzisiaj słowo zupełnie archaiczne, z tej samej kategorii co „cnota? i ?honor”. Opracowanie wyglądało na naukowe, co tym bardziej mnie zdumiało. Kupiłem. Książka musiała swoje odstać na półce, ale wreszcie trafiła do ręki. 

Męskość wydaje się dzisiaj pojęciem definiowanym jedynie na zasadzie przeciwieństwa do kobiecości, choć i tak obu tych terminów używają już chyba tylko faceci w muszkach i damy z podwiązkami. Nie wypada przecież już mówić o takich sprawach. Nawet jeśli faktem jest, że statystycznie można udowodnić większą agresję mężczyzn i opiekuńczość kobiet, to nie powinno się o tym mówić. Albo o tym, że są sporty bardziej dla kobiet i takie bardziej dla mężczyzn. Albo o tym, że amerykańskie powiedzenie wiążące prawo do głosowania z obowiązkiem walki za ojczyznę wciąż nie dotyczy kobiet. 

Lubię, kiedy naukowcy nie boją się pytań, co w polskich, europejskich, czy nawet światowych realiach jest obecnie zjawiskiem skrajnie unikatowym. Nauka zamieniła się kilkadziesiąt lat temu z religią. Poważnie: częściej posługują się pytaniami i stawiają niewygodne hipotezy teologowie, niż naukowcy zakopani po uszy w dogmatach, których boją się kwestionować. Harvey C. Mansfield, jako emerytowany profesor Uniwersytetu Harvarda, pozwolił sobie na bardzo szczerą analizę postulatu społeczeństwa neutralnego płciowo i zasygnalizował jego genezę: od Simone de Beauvoir i Marksa do współczesnych kontynuatorów ich jakże efektywnych postulatów. 

Żeby jednak zrozumieć, co się stało, trzeba przypomnieć sobie, czym jest męskość jako cecha i jako cnota. Tutaj Mansfield sięga do Platona i Arystotelesa, ale też do Hemingwaya, Roosevelta i Twaina. Erudycja autora nie jest jedynie sposobem na oczarowanie czytelnika, bo przecież każdy mężczyzna – od koguta do prezydenta kraju – musi charakteryzować się pewną dozą pychy i chcieć zwrócić na siebie uwagę, ale pokazuje przemiany na szerokim planie kulturowym, żeby nie powiedzieć: cywilizacyjnym. 

O ile nie mam wątpliwości, że pod względem merytorycznym opracowanie Mansfielda jest niesamowicie potrzebne, wartościowe, oryginalne i ciekawe, to mam duże zastrzeżenia do formy. Książka pierwszy raz ukazała się na rynku w 2006 roku. Autor był już po 70., ale to wciąż jeszcze jest wiek, w którym nie wypada nudzić. A niestety: Mansfield zwyczajnie nudzi. Blisko pięćset stron to być może zbyt dużo, żeby pisać aż tak monotonnym językiem, mimo że temat aż się prosi o żywy, mocny, polemiczny ton. 

Harvey C. Mansfield, Męskość, tłum. Eliza Litak, Instytut Pileckiego, Warszawa 2023

Podobne wpisy

  • Musiało się stać. Musiało.

    „Under the knife” Tess Gerritsen (nie mam zdrowia sprawdzić jak to wyszło po polsku) to koszmarek. Musi jej się śnić, chyba że sprzedała tego mnóstwo 😉 Kate jest lekarzem obecnym przy prostej operacji dziewczyny, która pracuje w jej szpitalu jako pielęgniarka. Standardowa procedura zawodzi, pacjentka umiera. Zaczyna się szukanie winnych. Kate czuje się bez winy,…

  • |

    Profesor nadaje z obozu

    Profesor Krzysztof Dunin-Wąsowicz był jednym z najważniejszych polskich historyków. Spędził w pierwszym obozie koncentracyjnym położonym na polskiej ziemi na tyle dużo czasu, że po wojnie napisał książkę zatytułowaną po prostu „Stutthof”.  To sztandarowa pozycja dotycząca tego obozu. Miała kilka wydań, każde w olbrzymim nakładzie. I dobrze. Bo nie często mamy do czynienia z zawodowcem, historykiem, który…

  • Czarownicom żyć nie dopuścisz

    Czasem bywa tak, że nadmiar wiedzy szkodzi. Oczywiście nie samemu tej wiedzy posiadaczowi, ale czytelnikom. Przypadek ten dotknął mnie podczas lektury książki profesora Jacka Wijaczki ?Czarownicom żyć nie dopuścisz. Procesy o czary w Polsce w XVII-XVIII wieku?.  Pięknie wydana książka, mocna okładka, szacowna seria wydawnictwa Replika – co mogło pójść nie tak? Profesor Wijaczka niestety…

  • Plama na honorze wolnego świata

    Paperclip – tak Amerykanie nazwali supertajny projekt, który zakładał zapewnienie bezpieczeństwa nie tylko nazistowskim naukowcom, ale też niektórym zwykłym mordercom w mundurach, o ile ci drudzy zechcieli świadczyć swoje usługi dla CIA. Wiele lat zajęło amerykańskiemu społeczeństwo najpierw uświadomienie sobie, że tuż obok może spokojnie mieszkać faszystowski zbrodniarz, a jeszcze więcej czasu pochłonęło doprowadzenie niektórych…

  • Wcale nie taka półostateczna prawda

    Philip K. Dick nie był po prostu pisarzem. Był kimś więcej, zdecydowanie więcej. Ludzi piszących prozę było w historii mnóstwo, ale ludzi piszących historię – zaledwie kilku. W kategorii science fiction był największy. Obok Lema, którego zresztą uznawał za sztuczny byt stworzony przez najdoskonalsze umysły bloku sowieckiego. Sam był półwariatem, półgeniuszem. A „Prawda półostateczna” wydaje…

  • Jak na debiut…

    Powieść „Call after midnight” była debiutem Tess Gerritsen. Na sławę i miliony musiała jeszcze poczekać prawie 10 lat. Wiem już dlaczego. Generalnie Gerritsen zawsze chciała pisać. Mądrość życiowa kazała jej skończyć studia i zostać lekarzem (i antropologiem – tak nawiasem pisząc), ale to literaturę miała w sercu. Zanim zdobyła popularność na całym świecie, dostała sporo…