Renko w morde

To co się działo na polskiej wsi w pierwszych powojennych powiedzmy 20 latach to chyba najmniej przeze mnie znana karta naszej historii. Coś tam wiemy o nacjonalizacjach, kombinatach, PGR-ach, kułakach. Dlatego z zaciekawieniem zabrałem się za zbiór reportaży pt. „Wszystko do wygrania”, choć ze świadomością, że jest to typowa komunistyczna agitka.

sssyO socrealistycznej prozie wiadomo wszystko, o ówczesnej mowie mediów – sporo. Zaczytywałem się swego czasu w komunistycznych reportażach. Dają one świadectwo nie tylko postaw autorów, dziennikarzy, ale i po zdrapaniu czerwonego lakieru mówią także co nieco o stalinowskiej codzienności. „Wszystko do wygrania”, opublikowane w 1980 roku, zawiera reportaże dotyczące głównie okolic Opola.

Wieś oczami autorów to front walki. Ze wszystkim i wszystkimi. Głównie oczywiście z pijakami, którzy są zmorą Państwowych Gospodarstw Rolnych. Heroiczny bohater – taki jak dyrektor Marszałek, szef kombinatu PGR Kietrz – wypowiada wojnę bumelanctwu i pijaństwu. Sam jak się napije, to wyłącznie w domu i nie w towarzystwie podwładnych. Twardą ręką trzyma finanse i potrafi nakrzyczeć nawet na docenta, który rzucił papierek na ziemię. Marszałek był nawet na stażu w Ameryce. Podpatrywał tam różne rozwiązania. Kiedy odwiedziła go z rewizytą amerykańska farmerka, nie mogła wyjść z podziwu jak cudownie funkcjonuje Państwowe Gospodarstwo Rolne.

Oczywiście nie każdy jest tak nieskazitelny jak dyrektor Marszałek. Bywają także błędy i wypaczenia. Wiadomo. Co ciekawe, pod koniec lat 70. można już było o tym mówić i narzekać. Choć czytając takie spostrzeżenia jak poniższe, trudno nie odnieść wrażenia, że niewiele się zmieniło.

– Nie zapomnij o tym co państwowo pszenice przedał w geesie jak swojo – przerywa Guzikowa.

– O, panie, takiego kierownika sam bym ja wygonił. Jade do niego, bo cielakom nie ma co dać pić. Mówie jak człowiekowi, a on do mnie, za przeproszeniem pana, renko w morde. Za co? Jego cielaki nie obchodzo. A co, moje ony? Chłopi we wsi mieli z nim złote życie. Nawóz, zamiast na majontkowe pole, mieszanka, maszyny, wszystko szło do chłopów. Sprzedawał za wódke. Nie powiem, wypije i ja, ale tak jak ten? I nie było na niego żadnego bata. Dostał za swoje, chyba z dziesięć lat? Myśli pan, że siedzi? E, gdzie, amnestia przyszła, i wypuścili dziada.

– Do innego majontku poszed za dyrektora. – Guzikowa kiwa głową i szybko dodaje – oni sobie krzywdy nie dadzą zrobić.

Ciekawe są reportaże pokazujące ludzi wsi, zwykłych chłopów, dla których niewielką różnicę robi kto ich smaga po plecach: pański bicz czy partyjna ręka. Oni wciąż żyją w rozdarciu: potrafią używać kombajny, ale i wierzą w opowieści o zaczarowanych jeziorach, gdzie można spotkać duchy zakochanych do szaleństwa samobójców. Dla nich kobieta i dziecko to także siła robocza, a mąż, głowa domu ma prawo decydować o wszystkim.

Nie ukrywam, liczyłem trochę na przemycone między wierszami opowieści także o tych, którym z komuną było nie po drodze. Przeliczyłem się – już nie wypadało o nich pisać jako o wrogach ludu na usługach imperialistów, ale jeszcze nie można było mówić o nich bez emocji. Jeden z bardziej osobistych tekstów w tym zbiorze pochodzi od dziennikarza, który uciekł z zapadłej wsi do dużego miasta.

Ludzie różnie mówili o Ruskich. Ojciec odnosił się do nich życzliwie. Wierzyłem ojcu, bo nigdy nie krzyczał, bo źle patrzył na matkę, ilekroć dowiedział się, że złoiła mi skórę, bo w szafie miał nie tylko szablę, ale i ordery, bo poszedł z Ruskimi po lodzie na drugi brzeg rzeki. Był pierwszym partyjnym człowiekiem, jakiego poznałem. Trochę przesłonił mi świat swoją mądrością i dobrocią, ale nie żałuję tego, bo po latach okazało się, że to on miał rację, a nie sąsiedzi, którzy – jak matka – mówili, że Anders wróci na białym koniu i takich jak on powywiesza na suchych gałęziach.

Wojna domowa nie była tu żadną metaforą. Ostatni milicjant został zamordowany przez podziemie w roku 1955. Czas zabliźnił rany, poszły w zapomnienie urazy, pomyłki i uprzedzenia. Matka nie pyta już przy powitaniu, kiedy wybuchnie wojna.

Momentami bardzo ciekawy dokument pewnego stanu rzeczy i umysłów.

Podobne wpisy

  • |

    Labirynt narodów i państw. Kim był Nietzsche?

    Jedna z dłużej przeze mnie czytanych książek. Prawie rok, z doskoku, po kilka-kilkanaście stron czytana rzecz nie dlatego, że nudna czy męcząca, po prostu nie przywykłem do tak skrupulatnej pracy badawczej jaką wykonał Miłosz Sosnowski. „Badania nad rodowodem i tożsamością narodową Fryderyka Nietzschego w świetle źródeł literackich, biograficznych i genealogicznych” już samym tytułem mogą przytłoczyć….

  • Boża inwazja 

    Istnieją pisarze sformatowani, jednogatunkowi. Philip K. Dick do nich nie należał. Wciskanie go w mimo wszystko ciasną szufladę science fiction to nieporozumienie. Dla Dicka świat robotów, zaawansowanej technologicznie przyszłości, był wyłącznie tłem do opowiedzenia o tym, co dla człowieka jest najważniejsze od samego początku, od zarania ludzkości.  „Boża inwazja” nie jest metaforą. W tym świecie…

  • Na dobitkę

    Może i Dan Brown to pisarz średniej marki wśród znawców literatury, trudno. Ja ostatnio z głową pełną własnego pisania, egzystencjalnych pytań i walki z poustawianymi przed laty przeze mnie samego wiatrakami, z największą przyjemnością oddaję się tej – nie ukrywam – nieco bezmyślnej rozrywce. Bo właściwie dlaczego książka miałaby zawsze być alternatywą dla malarstwa czy…

  • Kruchy lód

    Miałem ostatnio słabą passę. Postanowiłem poczytać polskich autorów kryminałów, powieści sensacyjnych, thrillerów – tego wszystkiego, co od dłuższego już czasu staje się powoli jednym gatunkiem nazywanym po prostu bestsellerami. Problem w tym, że chwilę wcześniej przeczytałem Kinga, Stephena Kinga. A potem Browna, Dana Browna. I okazało się, że o poprzeczkę porozbijały sobie głowy największe polskie…

  • Skrzynia Władcy Piorunów

    Z zawodowych pobudek jestem zobowiązany do znajomości wielu tekstów, których – będąc szczerym – wolałbym nie znać. Młodzi ludzie są zobligowani do czytania rzeczy różnych, czasem kompletnie dla nich nieczytelnych, a czasem zwyczajnie głupich. Niestety, ku mojemu ubolewaniu, wśród książek polecanych, rekomendowanych i obowiązkowych jest coraz więcej takich, których nie poleciłbym nikomu. Nie piszę o…

  • Prawda półostateczna

    Miliony ludzi mieszkają w podziemnych bunkrach, ogromnych miastach-państwach schowanych głęboko pod powierzchnią, na której – rzekomo – wciąż, od kilkunastu lat trwa wyniszczająca wojna między blokiem Wschodu i Zachodu. Konflikt, który rozpoczął się na Marsie, szybko przeniósł się na Ziemię. Walczą głownie blaszaki – roboty bojowe, które produkowane są w podziemnych fabrykach. Ale tematem jest…