Jeszcze jedno świadectwo

helgaJa wiem, że nie można żyć tylko przeszłością, w dodatku cudzą. Ale czy Holokaust, Shoah był tylko cudzą, zamierzchłą historią? To nie chodzi o miliony Żydów, to chodzi o coś więcej: o Przeznaczenie i równocześnie miliony pojedynczych historii. Niewiele tych opowieści przetrwało, większość rozpłynęła się w chmurach nad krematoryjnymi piecami. Helga Weiss, czeska żydówka chrześcijańskiego wyznania przeżyła. Jako nastoletnia dziewczynka przeżyła Terezin, Auschwitz, Birkenau, Mauthausen. Żyje do dzisiaj w sędziwym wieku w rodzimej Pradze, w tym samym domu, w którym się urodziła, z którego została z rodzicami wyrzucona żeby mógł w nim zamieszkać Aryjczyk.

 

„Helga’s diary” to autentyczny pamiętnik, który zaczyna się w 1938 roku. Mobilizacja i alarmy przeciwlotnicze to najważniejsze wspomnienia Helgi z tych czasów. Pamiętnik był wówczas przez nią prowadzony dość sporadycznie i jakby „przy okazji”. Tak naprawdę – co wspomina w dołączonym do książki wywiadzie przeprowadzonym relatywnie niedawno – dopiero po zaanektowaniu Czechosłowacji przez Niemców Helga zrozumiała jak ważne jest pozostawienie świadectwa. Niedługo później dziewczynka trafiła z rodzicami i większością żydowskiej społeczności Pragi do obozu w Terezinie. Nie był to obóz taki, jaki Polacy mają na myśli słysząc w jednym zdaniu „obóz” i „Niemcy”. Było to po prostu getto ulokowane w jednym z miasteczek. Oczywiście: panowało tam koszmarne przeludnienie, głód, choroby, nieludzkie traktowanie, poniżanie. Żydzi ginęli każdego dnia. Jednak, co mówi sama Helga, to był dopiero przedsionek piekła. Któregoś dnia ojciec Helgi został deportowany – oficjalna wersja mówiła o przeniesieniu go wraz z setkami innych osadzonych do innego miejsca, gdzie mieli budować nowe getto. Najprawdopodobniej skończył w krematorium na terenie Polski. Wkrótce potem do Auschwitz-Birkenau trafiły także Helga i jej mama. Przeżyły.

 

Kiedy wojna miała się ku końcowi, Helgę czekało najbardziej dramatyczne przeżycie. Z Birkenau trafiły do Frebergu, skąd zostały wywiezione towarowym pociągiem w niewiadomym kierunku. Setki współwięźniów czekały tylko na koniec – na wolność, wszyscy wiedzieli że Berlin upadł. Tymczasem pociąg wciąż jechał. Mnóstwo wagonów wypełnionych umierającymi z głodu i pragnienia ludźmi słyszącymi czasem rodzimy język nieopodal. Czesi rzucający jedzenie nie wiadomo skad wiedzieli, kto jest w środku. Pociąg jedzie, staje, jedzie w odwrotnym kierunku. „Pasażerowie” słyszą krzyki, że wojna jest skończona, że dalej pociąg nie pojedzie. A on wciąż jedzie. W jednym z wagonów rodzi się dziecko… Kiedy Helga wysiadła zobaczyła na murze olbrzymi napis: Mauthausen. Dziewczynka wiedziała, że stamtąd można wyjść tylko w jeden sposób: przez komin. Nastolatka, która przeżyła kilka obozów, która wiedziała, że wojna praktycznie się już skończyła, musiała stanąć twarzą w twarz z umierającą nadzieją i radością.

 

Wówczas, 5 maja po południu, zorientowała się, że nie ma nigdzie strażników. Amerykańscy żołnierze przywieźli wolność. Wolność, która nie była łatwa: po powrocie do Pragi Helga z mamą były bezdomne, na łasce jadłodajni. Ale żyły.

Podobne wpisy

  • Kruchy lód

    Miałem ostatnio słabą passę. Postanowiłem poczytać polskich autorów kryminałów, powieści sensacyjnych, thrillerów – tego wszystkiego, co od dłuższego już czasu staje się powoli jednym gatunkiem nazywanym po prostu bestsellerami. Problem w tym, że chwilę wcześniej przeczytałem Kinga, Stephena Kinga. A potem Browna, Dana Browna. I okazało się, że o poprzeczkę porozbijały sobie głowy największe polskie…

  • Otoczone drutem miasto

    Żydowskie getto w środku Łodzi dla wielu uczestników tych koszmarnych wydarzeń wydawało się wybawieniem. Oto bowiem w morzu okropieństw, bezpardonowych rabunków, gwałtów, mordów powstaje miasto, w którym Żydzi sami będą się rządzić. Naprawdę wielu wierzyło, bądź przynajmniej usilnie starało się w to uwierzyć. Wydana w 2015 roku przez Instytut Pamięci Narodowej książka Adama Sitarka świetnie…

  • |

    Monumentalna, acz lekka przygoda na wakacje

    Przyznam się od razu: jak zobaczyłem prawie tysiąc stron opowieści o jakiejś kompletnie niszowej rewolucji w XVII-wiecznym włoskim mieście, to chciałem odłożyć, nie dotykać, udawać że nie leży na stosiku „do przeczytania”. Tym bardziej, że nazwisko Maciej Hen nie mówiło mi nic. Trochę zachęcała seria „archipelagi”, ale na miły Bóg: tysiąc stron?! A teraz, kiedy…

  • Kanał jak żywy

    Kanał Bydgoski to dla mnie jedno z najważniejszych miejsc. To świadectwo tożsamości całego regionu, wciąż nie do końca odkryte przez samych mieszkańców, nie mówiąc o turystach. Można o nim pisać pod każdym kątem: historycznym, gospodarczym, politycznym, kulturowym, tożsamościowym. Książka Włodzimierza Sobeckiego taka właśnie jest: jak historia Kanału, wielobarwna, wartka, głęboka. „Kanał Bydgoski i Kanał Górnonotecki….

  • Światłoczułość

    Sięgałem po ten tytuł z olbrzymimi oczekiwaniami. Nie zawiodłem się. Jeśli rzeczywiście za pseudonimem „Jakub Jarno” kryje się Remigiusz Mróz, to czapki z głów: udowodnił, że potrafi pisać nie tylko dla mas, ale też śmiało porusza się po przestrzeni literatury poważnej, ambitnej, stawiającej przed sobą cele zdecydowanie wykraczające poza rozrywkę.  „Światłoczułość” to niełatwa formalnie opowieść…