Samo ciasto, bez ryby w środku

Pochwaliłem i od razu wpadłem na minę. „Map of bones” Jamesa Rollinsa ma wszystko, co powinna mieć powieść, w którą chciałbym wpaść bez opamiętania. A jednak nie wpadam, ślizgam się i z rosnącą niechęcią zerkam na liczbę stron do końca.

map_of_bonesThriller konspiracyjny sięgający do zamierzchłej historii powinien mieć koncept. „Map of bones” takowy posiada. Podbudowany solidną konstrukcją faktograficzną. Złoty piasek, czy w rzeczywistości tak czyste złoto, że zmienia strukturę i wygląda jak szkło, a działa… na różne sposoby, pojawia się u starożytnych, w żydowskiej Torze i później w chrześcijańskich pismach. Da się powiedzieć o nim: „manna”. Da się dowodzić, że to właśnie tę substancję trzymano w Arce Przymierza i Mojżesz o jej reprodukcję prosił kowala. Do tego mamy tajemniczą organizację zakorzenioną co najmniej w średniowiecznych odłamach Templariuszy, „kościół” wewnątrz Watykanu, amerykańskich superbohaterów z supertajnej jednostki megaspecjalnej. Na to nałóżmy romans, serię trudnych (?!) do rozwikłania tajemnic prowadzących jak po sznurku do kulminacji i atrakcyjne plenery plus koszmarne perypetie, które wydają się zabójcze dla bohaterów, a ci oczywiście wychodzą z nich bez szwanku.

Dlatego więc ta powieść tak mnie zmęczyła? Jej przewidywalność i niekonsekwencja to główne wady. Nie można prowadzić bohaterów za rączkę, w każdej sytuacji zsyłając im na pomoc Deus ex machina. W niektórych recenzjach widziałem porównywanie „Map of bones” do „The Da Vinci Code”. To trochę jakby porównać polski rynek wydawniczy do brytyjskiego. Niby trochę o to samo chodzi, ale…

Podobne wpisy

  • Fascynująca opowieść o tle

    Ponad 20 milionów sprzedanych egzemplarzy powieści, którą tak trudno zaszufladkować. To musi budzić respekt. Wciąż podróżuję po bestellerach, a muszę przyznać, że dalej jestem ignorantem. Nie widziałem żadnego filmu opartego na twórczości Stiega Larssona, nawet więcej, kupując „The girl with the dragon tattoo” nic mi nie mówiło nawet nazwisko autora. W połowie lektury pobiegłem kupić…

  • Przeszłość dopada każdego

    Wiecie jak to jest u Cobena? Jak mamy przed sobą koszmarne zbrodnie, a do wyboru bezwzględnych gangsterów, skorumpowanych polityków-mafiozów, zranionego męża i niepozorną staruszkę, to kto będzie sprawcą? Oczywiście: staruszka. Już tylko za to można lubić Cobena. „One False Move” jest częścią cyklu o Myronie Bolitarze, który razem z Winem uwielbia pakować się w tarapaty…

  • Baba z notesem na wojnie

    Przyznaję: nie czytałem tekstów Wiernikowskiej. Nie czytałem nigdy Wyborczej, nie słucham Zetki. Za to książkę „Widziałam” połknąłem błyskawicznie. Jest świetna. To tak naprawdę zbiór reportaży – lepszych i gorszych, pisanych na serio i takich od niechcenia. Łączy ich jedno: wojna. A tak naprawdę wcale nie wojna, a ludzie, którzy muszą żyć w ciągłym strachu i…

  • Konan Destylator

    Pamiętacie Kira Bułyczowa i jego Wielki Guslar, w którym czasem pojawiały się w sklepie prawdziwe (spełniające życzenia!) złote rybki a wódka leciała z kranów? No to przypomnijcie to sobie w naszym, swojskim, wydaniu, które smakuje na pewno nie gorzej od radzieckiego mistrza ciętego SF. Andrzej Pilipiuk nie jest może językowym żonglerem, ale z całą pewnością…

  • ?Bestia z Buchenwaldu? 

    Max Czornyj jest na polskim rynku pisarskim wyjątkowym autorem. Niekoniecznie dlatego, że jego talent przyćmiewa konkurencję, choć często tak jest. Czornyj wypracował sobie własny styl pierwszoosobowej narracji. Oczywiście w historii literatury nie on pierwszy tak pisze, ale właśnie on konsekwentnie opowiada historie złych i bardzo złych ludzi ich własnym językiem. Tym razem oddał scenę pani…

  • Wybaw nas – Krug!

    Ależ to dobre! Doskonałe! Twarde, konkretne SF. Klasyka gatunku. Za każdym razem kiedy sięgam po cokolwiek Roberta Silverberga mam wrażenie, że czytam na kilkuset stronach definicję fantastyki naukowej. „Wieża światła” nie jest wyjątkiem. XXIII wiek. Ludzie są w mniejszości, nie ma już państw, kosmos stoi otworem. Simeon Krug jest najbogatszym człowiekiem na Ziemi. Zbudował olbrzymie…