Przed telewizorem. Wiersze lekkostrawne
Bartłomiej Siwiec regularnie podnosi poprzeczkę. Każdy kolejny jego zbiór poezji wydaje się lepszy, dojrzalszy i literacko bardziej kompletny od poprzednich. Każdy też spotyka się z bardzo dobrym przyjęciem czytelników i krytyków, przynosi autorowi recenzje, wyróżnienia i nagrody. Siwiec przez lata wypracował własny, łatwo rozpoznawalny styl i konsekwentnie idzie swoją drogą, nie oglądając się przesadnie na literackie mody. Wydaje się, że „Przed telewizorem. Wiersze lekkostrawne” jest jego dotychczasowym opus magnum: książką najbardziej świadomą, najrówniejszą i najpełniej wykorzystującą wszystkie właściwości jego poetyckiego głosu.

Najnowszy zbiór Bartłomieja Siwca wciąga czytelnika w relację, której trudno się oprzeć. Po pierwszej lekturze może wydawać się logicznie ułożonym zestawem lekkich, komunikatywnych, choć zarazem niepozbawionych głębszej refleksji utworów, do jakich autor zdążył już swoich odbiorców przyzwyczaić. Z każdą kolejną lekturą otwierają się jednak przestrzenie coraz poważniejszej rozmowy. Humor zaczyna odsłaniać smutek, anegdota prowadzi ku doświadczeniu utraty, a drobna obserwacja obyczajowa okazuje się punktem wyjścia do rozważań o czasie, pamięci i śmierci. Ostatecznie pozostaje wrażenie, że mamy do czynienia z dojrzałym manifestem konkretnej filozofii życia.
Tytułowa „lekkostrawność” jest zatem przewrotna. Wiersze Siwca czyta się rzeczywiście lekko. Są rytmiczne, dowcipne, komunikatywne, często oparte na opowieści, puencie lub charakterystycznym językowym obrocie. Ta łatwość lektury bywa jednak zwodnicza. Autor podaje sprawy ostateczne w formie przypominającej niekiedy piosenkę, fraszkę, balladę, skecz albo krótką scenkę rodzajową. Danie może być lekkostrawne, lecz jego składniki pozostają ciężkie: starzenie się, utrata bliskich, niespełnienie, lęk, choroba, pamięć o umarłych, poczucie niewykorzystanego czasu. Już otwierająca tom myśl, według której czas jest kucharzem przygotowującym z ludzi niezbyt smaczne potrawy, ustanawia tę szczególną relację między żartem a przemijaniem.
Bohater liryczny Siwca to człowiek z wyraźnym bagażem życiowym. Kreuje się na bystrego, nieco zgorzkniałego obserwatora, który celnym, czasami cynicznym komentarzem obnaża mizerię świata. Dostrzega małość ludzkich aspiracji, sztuczność medialnych widowisk, prowincjonalne kompleksy, bezmyślność języka polityki i kultury, pozory prestiżu oraz mechanizmy budowania społecznej pozycji. Potrafi zadrwić z gali literackiej, telewizyjnych programów, akademickiej kariery, politycznych ambicji, kultu ciała czy zbiorowego zachwytu nad ?facetem z Warszawy?.
Ta ironia nigdy jednak nie jest wyłącznie zabawą cudzym kosztem. Ostrze bardzo często zwraca się w stronę samego mówiącego. Bohater przedstawia się jako niedoszły emigrant, stypendialny błazen, poeta produkujący „zużyte metafory”, człowiek z dwiema lewymi rękami, przegrany urzędnik, obserwator własnego starzenia się i własnych słabości. Autoironia chroni tę poezję przed moralizowaniem. Siwiec nie ustawia się ponad światem, który opisuje. Sam pozostaje jego częścią, a może nawet jednym z najbardziej bezradnych uczestników przedstawienia.
Właśnie dlatego humor w tych wierszach ma znaczenie znacznie głębsze niż zwykła, choćby najbardziej erudycyjna, rozrywka. Jest sposobem radzenia sobie z rzeczywistością. Pozwala przez chwilę oswoić to, czego oswoić właściwie się nie da. Bohater żartuje z własnego pogrzebu, planowanego motywu muzycznego, gumy żutej nawet w trumnie, niedostatków ciała, aspiracji, chorób i społecznych kompromitacji. Śmiech staje się formą obrony przed świadomością końca. Nie usuwa tragizmu, lecz pozwala spojrzeć mu w twarz bez patosu.
Maska ironisty kilkukrotnie jednak opada. Wtedy ukazuje się człowiek skupiony na kontemplacji życia, będącego kwintesencją ulotności. Z pozornie nieistotnych chwil, przypadkowych spotkań, spacerów z psem, wspomnień z dzieciństwa i obrazów ludzi, których już zabrakło, buduje się krucha tożsamość bohatera. Nie opiera się ona na wielkich ideach, urzędach, karierach ani społecznych rolach. Jej fundamentem okazuje się pamięć: o matce, ojcu, przyjacielu, psie, kolegach z dzieciństwa, dawnych lękach i niedotrzymanych obietnicach.
Szczególne znaczenie ma tu wiersz „Życie jak w Madrycie”. Dziecięca opowieść o przyszłym dobrobycie początkowo brzmi zabawnie i ciepło. Madryt staje się baśniową krainą czekolady, mandarynek, pomarańczy oraz zwyczajnego bezpieczeństwa, którego brakowało podczas stanu wojennego. Z czasem ta obietnica zostaje skonfrontowana z dorosłym życiem: utratą matki, problemami zdrowotnymi i świadomością, że wymarzona przyszłość nigdy nie pojawia się w postaci, jaką wyobrażało sobie dziecko. Dowcipne powiedzenie ujawnia więc melancholijną prawdę o ludzkim oczekiwaniu na życie, które ciągle ma dopiero nadejść.
Jeszcze mocniej działa „Urodziny Adasia”. Przez większą część utworu czytelnik uczestniczy w radosnym oczekiwaniu na spotkanie w klubie szachowym. Są dzieci, rozgrywki, słodycze, śmiech, koleżeństwo i subtelnie zarysowane uczucie do Ani. Dopiero finał uświadamia, że Adaś od dwudziestu lat nie żyje, Ania wyjechała do Australii, a Maniek po udarze ma trudności z rozpoznawaniem ludzi. To jeden z najbardziej przejmujących tekstów tomu, ponieważ autor niemal do końca pozwala nam przebywać wewnątrz żywego wspomnienia. Przeszłość nie jest tu martwym zapisem. Przez chwilę odzyskuje pełnię, a dopiero później ponownie rozpada się pod naporem czasu.
Siwiec wielokrotnie pokazuje, że pamięć potrafi przywrócić człowiekowi utracony świat, choć zawsze czyni to jedynie na moment. Fotografie pozostają niewywołane, ludzie odchodzą, przedmioty giną, znajomości rozpadają się, a życie stopniowo redukuje wcześniejsze plany i nadzieje. To, co miało być trwałe, okazuje się wyjątkowo kruche. Wiersz „To wszystko” dotyka tego doświadczenia w sposób niemal programowy. Tytułowe „wszystko” oznacza cały wysiłek, gromadzone obrazy, przeżycia i ślady, które mogą zniknąć wraz z człowiekiem albo nawet wcześniej.
Powab „Wierszy lekkostrawnych” opiera się na dwóch zasadniczych filarach. Pierwszym są tematy. To pozornie swobodne opowieści, podszyte ogromnym humorem, czasami wręcz drwiną, pokazujące człowieka w sytuacjach niekomfortowych, lecz zarazem typowych i łatwo rozpoznawalnych. Mamy ludzi oglądających telewizję, pracowników oczekujących na ważnego gościa ze stolicy, bohatera z powodzeniem wcielającego się w rolę grupowego błazna, miłośników psów, poetów, polityków, celebrytów, sportowców, urzędników i uczestników literackiego życia. Mamy rozważania na pograniczu kabaretu i satyry dotyczące życiowych celów, ambicji, kariery i marzeń.
Drugim filarem jest język. Siwiec operuje nim z ogromną swobodą. Jego fraza jest rytmiczna, wyczulona na rym, brzmienie, powtórzenie, refren. Autor świadomie czerpie z literatury ludycznej: ballady, piosenki, fraszki, monologu estradowego, anegdoty, satyry i groteski. Wiele wierszy można niemal usłyszeć. Domagają się głośnego czytania, ponieważ ich komizm rodzi się nie tylko z opisywanych sytuacji, lecz również z tempa, intonacji i spiętrzenia słów. „Guma do życia”, „Ballada o mężczyznach”, „Carpe diem. Piosenka” czy „Modlitwy przedwyborcze” wykorzystują melodię popularnych form, aby mówić o sprawach dużo poważniejszych, niż początkowo sugeruje ich ton.
Ważna pozostaje również obecność języka medialnego. Telewizja, internet, portale, programy rozrywkowe, transmisje sportowe i polityczne komunikaty tworzą w tym tomie współczesny szum informacyjny. Człowiek bezustannie ogląda cudze życia i porównuje z nimi własne. Tytułowy wiersz „Przed telewizorem” pokazuje małą domową scenę, w której kolejne obrazy z ekranu stają się pretekstem do formułowania pretensji wobec partnera. Telewizor otwiera okno na Barcelonę, kino, sport i przemoc, a jednocześnie zamyka możliwość prawdziwego spotkania osób siedzących obok siebie. Bohater wychodzi więc z pokoju i idzie na spacer z psem. Ten gest jest zabawny, ale także symboliczny: opuszcza świat obrazów i porównań, aby odzyskać kontakt z rzeczywistością.
Siwiec nie epatuje koszmarem świadomości ludzkiej małości. Jego bohater jest na to zbyt dojrzały. Potrafi dostrzec absurd, przyjąć własne ograniczenia i śmiać się z siebie. Wśród lekkich i dosadnych obrazków pojawiają się jednak refleksje zupełnie poważne. Powiedziałbym wręcz: śmiertelnie poważne. Nie chodzi jedynie o utwory poświęcone matce, śmierci i przemijaniu. Przerażająco w kontekście całego zbioru brzmią frazy „Tylko nocy”, w której bohater wychodzi z roli dowcipnego komentatora, mówiąc o nocy ustawiającej zegarki „w godziny bólu i goryczy” i o jej skowycie słyszanym przez sen.
Noc nie jest tu wyłącznie porą doby. Oznacza przestrzeń, w której przestają działać codzienne mechanizmy obronne. Milknie śmiech, kończą się rozmowy i medialny gwar, a człowiek zostaje sam ze świadomością przemijania. Oniryczny motyw powraca w wierszach dotyczących pamięci, choroby i niepewności istnienia. Bohater rozważa realność świata i nie potrafi jednoznacznie ustalić fundamentu, na którym dałoby się oprzeć cokolwiek. Życie przypomina sen, lecz również pamięć okazuje się snem: potrafi na chwilę wskrzesić ludzi i miejsca, aby następnie ponownie je odebrać.
Mimo tej świadomości „Przed telewizorem” nie jest książką rozpaczy. W głębi tomu obecna pozostaje afirmacja życia, choć pozbawiona łatwego optymizmu. Siwiec wie, że carpe diem może stać się pustym sloganem, a jednak nie rezygnuje z pytania, co człowiek może jeszcze z siebie dać. Wiersze o przyjaźni, zwierzętach, dawnych kolegach, rodzinie i przypadkowych spotkaniach pokazują, że sens rodzi się w relacji. Bywa śmieszny, niezgrabny, banalny i chwilowy, ale właśnie dlatego pozostaje prawdziwy. Miłość i „podaj łapę” mogą brzmieć banalnie, lecz pytanie, po co razem biegamy po świecie, banalne już nie jest.
„Przed telewizorem. Wiersze lekkostrawne” to zbiór bardzo równy, choć świadomie niejednolity. Siwiec z ogromną swobodą żongluje konwencjami i tematami, a czytelnik ani przez chwilę nie traci wrażenia, że jest to książka logicznie i konsekwentnie prowadząca od pierwszych do ostatnich stron rozważania o tym, co najważniejsze. O życiu, pamięci, przemijaniu i naszym miejscu w tym dziwnym śnie. O tym, co zostaje z człowieka, gdy ucichną brawa, zgaśnie telewizor i zabraknie osób pamiętających wspólne historie.
Siwiec napisał książkę przystępną, zabawną i przyjazną czytelnikowi, a jednocześnie wyjątkowo gorzką. Jej największa siła polega na tym, że oba te porządki wzajemnie się wzmacniają. Śmiech otwiera drogę ku refleksji, a świadomość przemijania nadaje humorowi dodatkową wartość. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że Bartłomiej Siwiec również za tę książkę zbierze zachwyt czytelników. Znów zaprezentował coś, co czyta się szybko, ale co zostaje w człowieku bardzo długo.
Bartłomiej Siwiec, Przed telewizorem. Wiersze lekkostrawne, Wydawnictwo Brda, Bydgoszcz 2026