Ta rewolucja zjada wszystkie dzieci

Komuniści już dawno doszli do wniosku, że rewolucji nie da się wygrać z karabinem w ręku, tylko z piórem. Nie chodzi bowiem o to, żeby obalać królów i carów, bo na ich miejsce przyjdą towarzysze jeszcze bardziej królewscy i carscy. Chodzi o to, żeby zniszczyć rodzinę, zniszczyć fundament społeczeństwa, a wówczas nowy człowiek powstanie sam, jak feniks z popiołów zacofanego ciemnogrodu.big_16

„Rewolucja seksualna zagraża dzieciom” Mathiasa von Gersdorffa to pozycja z półki religijnej wizji świata. To nie jest ani zarzut, ani zachęta – to fakt, który trzeba mieć na uwadze czytając swoisty raport z niemieckiego pola bitwy o dusze. Na plus muszę zapisać precyzyjne zdiagnozowanie autorów i celu rewolucji seksualnej, która dając ludziom – głównie kobietom – nieskrępowaną wolność cielesną, odebrała po cichu dużo więcej, bo tożsamość. Autor dość obszernie cytuje w tej sprawie Helmuta Kentlera, którego i ja chętnie tutaj przytoczę:

Rozwiązłość seksualna powinna zrewolucjonizować wszystkie dziedziny życia, aby, jak do tego dążyli Marks i Marcuse, można było zbudować „nowe” społeczeństwo „nowych” ludzi: „Postulat swobody seksualnej jest wyrazem sumienia domagającego się zmian kulturowych, zmian norm i stosunków władztwa, w celu zmniejszenia ucisku i ludzkiej niedoli”.

Pierwszy etap rewolucji seksualnej powiódł się całkowicie: niemieckie społeczeństwo już w latach 60. i 70. było rozmontowane. Skala rozwodów, związków nieformalnych, dzieci mających jednego rodzica sięgały poziomu nieznanego nigdy wcześniej. Wówczas z ofensywą ruszyły środowiska homoseksualne i pedofilskie, które przez pewien czas szły w jednym szeregu. Jednak o ile te pierwsze zdobywały kolejne przyczółki zarówno medialne, kulturowe, jak i polityczne, to wciąż w społeczeństwie niemieckim istniał opór przed usunięciem z kodeksu karnego zapisu dotyczącego pedofilii.

Volker Beck, zdeklarowany homoseksualista i od dziesięcioleci odpowiedzialny z ramienia Zielonych za tzw. „politykę seksualną”, stwierdził w „mowie na rzecz nowej, realistycznej orientacji polityki seksualnej”, że walka o „prawa” homoseksualistów musi poprzedzać walkę o „prawa” pedofilów: „Sama mobilizacja ruchu gejów na rzecz, w przeciwieństwie do pedofilii, w sensie prawnym zupełnie bezproblemowego zrównania homoseksualizmu i heteroseksualizmu poprzez wykreślenie paragrafu 175 Kodeksu karnego oraz na rzecz praw homoseksualistów, będzie mogła zapobiec utrwalaniu wrogiego homoseksualistom klimatu, stanowiąc przesłankę do podjęcia pewnego dnia walki o przynajmniej częściowe „odkryminalizowanie” pedofilii”.

Co ciekawe, akurat ten moment rewolucji seksualnej jest zbieżny z nadchodzącymi milowymi krokami postulatami mniejszości – czy już większości? – religijnej w Niemczech. Co przerażające, zanim ta mniejszość (większość?) zetnie głowy homoseksualistom, wspólnie mogą doprowadzić do niewyobrażalnej krzywdy niemieckich dzieci.

Chyba, że Niemcy się otrząsną z tego szaleństwa. Choć nic na to na razie nie wskazuje…

Podobne wpisy

  • Początek

    Muszę przyznać, że bardzo trudno jest mi zachować obiektywizm czytając Dana Browna. Od lat jestem jego fanem. Za młodu zaczytywałem się w opowieściach młodzieżowych Nienackiego, a w dojrzałym wieku z tym samym rumieńcem śledzę losy profesora Langdona. To, co i jak pisze Dan Brown nie przejdzie pewnie do historii literatury. Za dwieście lat z przełomu…

  • |

    Każda rodzina ma swój sekret

    Harlan Coben jest mistrzem budowania mądrych intryg. To nie są czyste kryminały, thrillery czy jakkolwiek ktoś chciałby etykietować te powieści. „Hold Thight” jest mimo to perełką na jego torcie. To powieść, której się nie da szybko zapomnieć. Natomiast przeczytać – jak najbardziej. Jak to zwykle u Cobena, w „Hold Tight” mamy znów kilka pozornie niezwiązanych…

  • Ostatni list pastora Amesa

    Pastor Ames ma siedemdziesiąt siedem lat, młodziutką żonę, sześcioletniego syna i umiera. Żeby zostawić po sobie ślad w duszy i umyśle dziecka pisze do niego list. Długi list, który Marilynne Robinson zatytułowała „Gilead”, od nazwy mieściny w której wszystko się dzieje i za który dostała nagrodę Pulitzera. Całkowicie zasłużenie.  To genialna, choć naprawdę niełatwa opowieść….

  • Przemek Ślizgacz

    „Na granicy zmysłów” to książka, po której już nigdy nie spojrzysz na świat tak samo. Fenomenalnie napisany reportaż – tak zachęca okładka książki Przemka Kossakowskiego. Tak – Przemka. A ja, choć miło mi się słucha bajdurzenia Przemka, z ogromną przyjemnością przeczytałbym prawdziwy reportaż napisany przez Przemysława. Bo to co przeczytałem teraz wygląda raczej na naprawdę…

  • Mariusz Robert Stoppel

    Zwykle publikuję notki o konkretnych książkach. Uważam zresztą, że są one jest samoistnymi, samodzielnymi utworami. To oznacza, że nie działa w ich przypadku „prawo serii” i „renomy”. Dobry autor może napisać słabą książkę, a miernocie może się trafić arcydzieło. W przypadku Mariusza Roberta Stoppla nie umiałem tak zrobić. Nie potrafiłem wziąć pojedynczej książki (czy płyty!)…