Naiwność i prawda (Habermasa „Działanie komunikacyjne”)

Jurgen Habermas to jeden z bardziej intrygujących mnie filozofów języka. Niby marksista, a niegłupi 🙂 Jego „Działanie komunikacyjne i detranscendentalizacja rozumu” to wywód, do którego wracam regularnie co parę lat.

Idąc tropem Wittgensteina, trzeba uznać, że Habermas to naiwniak. Ale nie głupi naiwniak. Habermas nie bawi się w schodzenie do źródła wszystkiego, on większość najważniejszych w filozofii sporów zostawia na boku. Po prostu przyjmuje, że istnieje obiektywny świat pozajęzykowy, że istnieją podmioty potrafiące w jakiś sposób przekraczać swoje idiolekty, że sensem komunikacji jest porozumienie. Dziwak, ale ciekawy.

Habermas jest głęboko przekonany, bez większej potrzeby dowodzenia, że komunikacja jest oparta na racjonalności. Zostając na jego poziomie badania świata, to zdanie jest oczywiste. Komunikacja językowa jest niemożliwa między mną a wariatem. Tylko że wejście na poziom niżej otwiera spiżarnię pytań: skąd wiemy, jaki język i jaki świat jest tym za przeproszeniem prawdziwym? Habermas chyba – nie wprost – zakłada, że argumentem ma być powszechność sądów. Sugeruje to swoim terminem „działań regulowanych przez normy”, działań językowych oczywiście. Ale to rzecz jasna bzdura, bo zakłada normy, które zna i świadomie łamie wariat.

Przez komunikację Habermas rozumie dochodzenie do porozumienia. Kolejne dziwactwo. Już za jego czasów, a tak naprawdę można doszukiwać się źródeł jeśli nie w starożytności, to na pewno w średniowieczu, wiedziano, że podstawowym celem komunikacji (posługiwania się komunikatami) jest perswazja lub manipulacja. W każdym bądź razie – zmienianie świata. Z jasno rozdzielonymi rolami: nadawcy (kreatora) i odbiorcy. Oczywiście nigdy, lub prawie nigdy, proces komunikacji tak rozumiany nie odbywa się bez szwanku dla intencji obu stron. Ale to inny problem – ten akurat nie zajmuje Habermasa.

Habermas często mówi o prawdzie, prawdomówności i prawdziwości. Te trzy pojęcia sprowadzają się do pierwszego – oczywiście niezdefiniowanego przez niego pojęcia prawdy. Żeby to zrobić, musiałby zejść niżej.

Dziwna jest ta książka. Czytając ją jest się pod wrażeniem konsekwencji wywodu. Godzinę później – także. Dwa dni później otrząsa się z habermanizmu. Jednak to nie jest wyłącznie sprytny żongler filozoficzny. Bez Habermasa trudno jest sobie wyobrazić odkrycia Putnama, Gadamera, nawet Derridy – choć ich akurat łączył zagadkowy kontakt intelektualny.

Narzekam, jęczę, biadolę, a i tak wrócę znów do Habermasa za rok, dwa 🙂

Podobne wpisy

  • Żywołapka

    Jarosław Jakubowski jest twórcą operującym słowem na wielu płaszczyznach: jest poetą, dramaturgiem, prozaikiem i dziennikarzem – kolejność jak sądzę jest dyskusyjna, inaczej niż sama lista talentów, którymi został obciążony. Bo talent, uzdolnienie na wyjątkowym poziomie, to w sferze języka nie jest żaden dar, to raczej zobowiązanie do opisu świata takim, jak on jest naprawdę, a…

  • |

    Nowoczesne SF trzyma się mocno

    Ponura, apokaliptyczna opowieść o miłości, niespełnieniu i walce. Brawurowy debiut (sprzed kilku lat) Amerykanina, który może przewrócić literacką scenę do góry nogami. Akcję „Jutro, jutro i znów jutro” Thomas Sweterlitsch umieścił w swoim rodzinnym mieście, Pittsburghu, w przyszłości – relatywnie niedalekiej. Dokładnie dziesięć lat po ataku terrorystycznym bombą, która zabrała prawie wszystkich mieszkańców do historii….

  • Ostatni taki esteta

    W połowie kwietnia zmarł Maciej Obremski. Nikt nie potrafił mówić o historii zaklętej w budynkach tak, jak on. Przypomniałem sobie właśnie zbiór jego felietonów wydany w 1999 roku zatytułowany „Z krasnalami do Europy”. Zbiory felietonów mają to do siebie, że rzadko się bronią przed upływem czasu. Te teksty dzisiaj czyta się mimo wszystko znakomicie. Obremski…

  • |

    Konspiracja na najwyższym poziomie

    Kim jest autor „Altar of bones”, widniejący na okładce pod nazwiskiem Philip Carter, to jedna z najbardziej strzeżonych tajemnic wydawnictwa Simon & Schuster. Wiadomo, że to pseudonim jednego z najbardziej popularnych dzisiaj pisarzy. Krytycy spekulują, że to może być Harlan Coban lub Stephen King. Mi bardziej wygląda na Dana Browna. Jakby nie było, „Altar of…

  • |

    Kolejny szczęściarz z Gusen 

    Obóz w Gusen – filia, która przerosła obóz-matkę w Mauthausen – był naprawdę piekłem. Nie był tak wielki i tak znany jak Auschwitz czy Majdanek, ale trafić tam, to był wyrok śmierci. Obóz przyklejony do kamieniołomów stał się grobem dla większości więźniów. Zbigniew Wlazłowski przeżył.  „Przez kamieniołomy i kolczasty drut” to opowieść młodzika, studenta medycyny,…

  • Gęsty Kisiel

    Dzisiaj do Stefana Kisielewskiego przyznają się chyba wszyscy. Pamiętam, kiedy był ikoną środowisk „korwinowskich”, nawet bez grama zrozumienia – trzeba było twierdzić, że był on geniuszem 🙂 „Rzeczy najmniejsze” to zbiorek aforyzmów, myśli, zdań, zaczepek intelektualnych Kisiela. Pozornie do przeczytania w jeden wieczór. Faktycznie do przemyśleń na długie miesiące. Moje ulubione: „Ten, kogo nigdy nie…