Historia na czerwono

Podhalańskie podziemie niepodległościowe, czy szerzej – antyhitlerowskie – było ogromne. Walczyli tam wszyscy: ludowcy, komuniści i narodowcy. Walczył tam „Zawisza”, „Tatar”, „Ogień”. Alfons Filar wybrał jednak monochromatyczną, czerwoną wersję historii, w której jedyną znaczącą siłą była na pograniczu polsko-słowackim partyzantka radziecka.

zapasembronAutor „Za pasem broń. Z dziejów ruchu oporu na Podhalu” to znana postać. Jego liczne książki ukazywały się w dawnych czasach w gigantycznych nakładach. Trudno żeby było inaczej, skoro mówimy o partyzancie Armii Ludowej, milicjancie już od 1945 roku. Był tak zaufanym człowiekiem czerwonej władzy, że przez chwilę był nawet w latach 70. attache w polskiej ambasadzie w Waszyngtonie.

Ale dobrze, skoro już przeczytałem tę książkę, spróbujmy znaleźć tam cokolwiek wartościowego. Nie trzeba zresztą długo szukać, bo od pierwszych stron byłem bardzo pozytywnie zaskoczony (niedługo później się to zmieniło). Filar pisze bowiem o czymś, o czym nie miałem dotychczas żadnej wiedzy. Na kilka miesięcy przed wojną polskie wojsko zaczęło formować tajne oddziały Dywersji Pozafrontowej. Zakładano, że na pewien czas rejon Podhala przejdzie w ręce niemieckie i zawczasu przygotowywano i szkolono konspiracyjny oddział liczący około czterdziestu żołnierzy. Byli oni nieźle uzbrojeni, wyszkoleni i zakonspirowani – o powodach braku powołania do regularnej armii wiedzieli tylko ich przełożeni. Na początku lipca 1939 roku do Nowego Targu przyjechał specjalny wagon z materiałami wybuchowymi i bronią. Można rzec: lepszego startu partyzantka mieć nie mogła. Okazuje się, że jednak mogła. Niemcy wpadli na trop Dywersji Pozafrontowej już po kilku miesiącach okupacji. Z całej siatki konspiratorów przed aresztowaniami uszło tylko sześciu, wśród nich osnuty legendami Rudolf Samardak.

Ciekawie pisze Filar o podziemnej edukacji na Podhalu, o kurierach potrafiących przewieźć wszystko i wszystkich z Polski do Słowacji, Rumunii, Węgier. Ciekawie pisze też o masie nie tylko konfidentów, ale zwyczajnych zdrajców, takich jak choćby Wacław Krzeptowski, który chciał stworzyć wiernopoddańczy Niemcom Gorallenvolk. Sami górale go wielokrotnie ostrzegali, wysłali mu choćby taki wierszyk:

Cy ty, Wacek, nie wies, jacy my górale?
Polska nam ojcyznom, a my jej synowie!
Nie ryj, świnio głupio, nie psuj polskiej sprawie,
Niemców z nas nie zrobis, choć byś stał na głowie,
Polska bedzie zyła, Niemcy przegrać musom,
Tobie kula trafi jabo cie obwiesom.

No i trzeba przyznać, że górale nie rzucają słów na wiatr. Ostatecznie Wacka powieszono.

To te jasne strony książki Filara. Żeby nikt nie mówił, że ich nie zauważam. Niestety, tych czerwonych jest do mdłości więcej. Z narracji pana milicjanta wynika, że z Niemcami walczyli nieliczni górale pod wodzą i przy ojcowskim wsparciu radzieckich partyzantów. Robili to tak efektownie, że nawet oddział „Bor’ba” z oddziałem „Chełm” uczcili 27. rocznicę Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej wysadzeniem składu cystern z benzyną. Wzruszające? To jeszcze nic. Kiedy Filar opisuje, jak to sobie dziubków pili Polacy i Sowieci, mam wrażenie, że on naprawdę w to wierzył. Zresztą, czemu mam sam mieć ubaw:

Zatrzymali się dopiero na Hali Mieszkowej, na pół godziny – tyle, ile trzeba na pospieszne spożycie śniadania. Żywności jak na razie mieli pod dostatkiem. Z ostatnim zrzutem amunicji otrzymali również spory zapas konserw mięsnych, sucharów i chleba. Zaopatrzyli ich także Polacy z Suchej Góry, Skawicy i Zawoi. Życząc partyzantom szczęśliwej drogi, wtykali im do rąk co się dało z własnych, niewielkich przecież zapasów.
– Woźmijtie, towarysz partyzant – mówili, kalecząc język – u nas jeszcze jest.
W ciągu paromiesięcznych kontaktów z partyzantami radzieckimi zdołali sobie przyswoić jako tako skromny zasób podstawowych słów. Dawali dowody szczerej przyjaźni, zrodzonej w walce ze wspólnym wrogiem. Silną stroną prostych ludzi wiejskich zawsze było trzeźwe myślenie. Nikt ich nie musiał agitować – sami orientowali się dokładnie w sytuacji. Wiedzieli, że wolność może przynieść narodowi polskiemu tylko Armia Radziecka.

Tak, zapamiętajmy: tylko oddział im. Szczorsa genialnie, bezbłędnie dowodzony przez kapitana „Potiomkina” wyzwolił Zakopane. To nic, że o to miasto nie było walk, bo Niemcy je po prostu opuścili. Dla odreagowania po lekturze Filara polecam Biuletyn IPN.

Za pasem broń - Alfons Filar

Za pasem broń - Alfons Filar
5.3

Obiektywizm historyczny

1.0/10

Ciekawostki historyczne

7.0/10

Relacje świadków

8.0/10

Podobne wpisy

  • Francuskie koszmary i fantazje

    Zakochałem się. Nieśmiertelność, spiski, miłość, zbrodnie, masakry na tle religijnym. Co poradzę, że mam taki gust jak ładnych parę milionów czytelników na całym świecie? W 2006 roku w Zjednoczonym Królestwie „Labyrinth” Kate Mosse dostał nagrodę British Book Awards. Nic dziwnego, bo na liście bestsellerów przeskoczył tę powieść tylko Dan Brown z jego „The Da Vinci…

  • Rewolucja (?) w medycynie

    Medycyna stylu życia porwała amerykańską śmietankę lekarsko-medialną. Na nasz grunt próbuje ją zaszczepić minister Pinkas. Kluczowym narzędziem, a przy tym pionierską publikacją, jest „Medycyna stylu życia” pod redakcją naukową Daniela Śliża i Artura Mamcarza, w gronie autorów znajdziemy same solidnie poukładane w polskiej medycynie persony. Czy jednak warto wydać te skromne sto parę złotych? Nie…

  • Medical fiction

    Jak zwykle u Tess Gerritsen są lekarze i zbrodniarze. Tym razem nie jest to nasza ulubiona para Jane Rizzoli i Maura Isles, ale cztery lata wcześniejsza (1997) heroina doktor Toby Harper. Co różni „Life support” od cyklu z Rizzoli? Niewiele, mamy ten sam rodzaj napięcia, tę samą dbałość o detal literacki i merytoryczny. Mam jednak…

  • Wybaw nas – Krug!

    Ależ to dobre! Doskonałe! Twarde, konkretne SF. Klasyka gatunku. Za każdym razem kiedy sięgam po cokolwiek Roberta Silverberga mam wrażenie, że czytam na kilkuset stronach definicję fantastyki naukowej. „Wieża światła” nie jest wyjątkiem. XXIII wiek. Ludzie są w mniejszości, nie ma już państw, kosmos stoi otworem. Simeon Krug jest najbogatszym człowiekiem na Ziemi. Zbudował olbrzymie…

  • Tylko Ojczyzny żal…

    Mówią, że Michalkiewicza albo się uwielbia, albo nienawidzi. Mylą się. Ja go zwyczajnie doceniam – jest jednym z najbystrzejszych obserwatorów życia politycznego w kraju, ale w większej dawce jego felietony mnie zwyczajnie męczą. „Niemcy, Żydzi i folksdojcze” to świetny zbiór tekstów, ale pod warunkiem, że rozłożymy go na dłuższy okres. Tak jak ja to zrobiłem…

  • Dziennik z piekła

    Wszyscy słyszeli o Tutsi i Hutu, kilkutygodniowej masakrze która kosztowała życie co najmniej miliona ludzi. Ale tak po prawdzie, kto wie gdzie jest Rwanda i co tam chodziło? Ksiądz Vito Misuraca, Włoch, prowadził sierociniec w Kigali, gdzie opiekował się trzydziestoma dzieciakami. Kiedy zaczęło się piekło, cudem uciekł z nimi do Nyanza, ale wtedy już miał…