Wcale nie taka półostateczna prawda

Philip K. Dick nie był po prostu pisarzem. Był kimś więcej, zdecydowanie więcej. Ludzi piszących prozę było w historii mnóstwo, ale ludzi piszących historię – zaledwie kilku. W kategorii science fiction był największy. Obok Lema, którego zresztą uznawał za sztuczny byt stworzony przez najdoskonalsze umysły bloku sowieckiego. Sam był półwariatem, półgeniuszem. A „Prawda półostateczna” wydaje się dzisiaj, z perspektywy dziesiątek lat prawdą jak najbardziej prawdziwą. dick

Opowieść jest pozornie banalna jak na science fiction lat 60. Świat po kolejnej globalnej wojnie jest podzielony: większość ludzi mieszka pod ziemią, a na powierzchni króluje śmiercionośne skażenie i rachityczna walka dwóch bloków. Do tego, już po odarciu złudzeń, widzimy klasyczny podział na rasę panów mieszkających na powierzchni i pracujących na nich pod ziemią niewolników. Niewolników ułudy, fałszu, spisku wierzących w przekazywane im przez media informacje.

Dick był genialny, bo w takiej pozornie banalnej fabule osadził to co kluczowe: analizę nie fikcyjnego świata, ale jak najbardziej bieżącego, zarówno w jego czasach, jak i tym bardziej dzisiaj. Okazuje się bowiem, że rywalizacja dwóch bloków („zachodniego” i „sowieckiego”) to lipa – one ramię w ramię współpracują ze sobą wykorzystując wszystkich tych, którzy wierzą w ich medialny przekaz. Przekaz tworzony synchronicznie, identyczny dla obu bloków.

Rok 1982 albo 1984, a może później, przed śmiercią Fischera. Nie później jednak, a prawdopodobnie jeszcze zanim Fischer zaczął pracę nad „Ideą Yansa”, będącego wersją „Idei Fuhrera”. Był to jego pomysł na rozwiązanie problemu „kto powinien rządzić”, gdyż skoro ludzie są zbyt zaślepieni, by rządzić sobą sami, to w jaki sposób mogą rządzić innymi? Rozwiązaniem był „der Fuhrer”, wiedział to każdy Niemiec, a Gottlieb Fischer był przecież Niemcem. Później Brose ukradł Fischerowi pomysł i wprowadził go w życie. Kukła, jedna w Moskwie, druga w Nowym Jorku, przybita do dębowego biurka, programowana przez komputer, który z kolei wykorzystywał przemówienia pisane przez świetnie wyszkolonych pomysłowców…

Brzmi znajomo? Na tym polega geniusz Dicka, że nawet ze średniej fabuły, w średnim stylu napisanej, wyciska wszystko co porusza umysły już tyle lat.

Podobne wpisy

  • Rój 

    Wciąż głęboko w klimatach kryminalnych, ale tych nieco mądrzejszych, niż ?zabili go i uciekł?. Weronika Mathia to wschodząca gwiazda polskiej powieści łączącej wątki kryminalne z obyczajowymi. Czy ubiegłoroczny ?Rój? ma szansę wyznaczyć standardy gatunku? Okładka wysoko stawia poprzeczkę: ?najpiękniejsza z najmroczniejszych opowieści?, obiecuje blurb.  Pierwszy raz w polskim kryminale, a chyba w ogóle w polskiej powieści,…

  • |

    K. Błażejowska, „Bezduszni. Zapomniana zagłada chorych”

    Podczas tegorocznych Targów Książki Historycznej w Warszawie Kalina Błażejowska za książkę ?Bezduszni? zdobyła w kategorii autorskiej drugą nagrodę KLIO. To duże wyróżnienie i bardzo skuteczne. Trzeciego dnia targów na stoisku wydawnictwa Czarne, które opublikowało ten reportaż, został już tylko jeden egzemplarz. Niestety, ktoś mi go zabrał, kiedy już stałem przy ladzie. Czyż to nie jest…

  • Przypadki księdza Henryka

    Stefan Pastuszewski to człowiek-instytucja: od kilkudziesięciu lat płodny poeta, prozaik, krytyk, wydawca, animator kultury. Wydawałoby się, że przy tak szerokiej gamie zajęć, jego twórczość musi być „bezpieczna”, nie poruszać tematów kontrowersyjnych. Nic bardziej mylnego. Pastuszewski potrafi wsadzić kij w mrowisko dotykając wciąż niezagojonych ran komunizmu, mentalnej prowincjonalności czy wreszcie pedofilii księży. Bydgoski literat wielokrotnie udowadniał,…

  • Medyczne zbrodnie nazistów 

    Kiedy w ubiegłym roku ukazała się książka Krzysztofa Drozdowskiego zatytułowana „Medyczne zbrodnie nazistów”, myślami byłem w zupełnie innym aspekcie II wojny. Nasiąkałem wtedy losem łódzkich Żydów, co zaowocowało powieścią „Izaak”. Książkę Krzysztofa wówczas przeczytałem dość powierzchownie. Temat znam, nie krygując się, dość dobrze, ale i tak znalazłem wówczas sporo interesujących informacji i cytatów z niemieckich…

  • Spóźniony debiut Bolitara

    Znowu Coben. Wiem, jestem nudny, ale zauroczyłem się. Już tylko kilka pozycji mi zostało. „Fade Away” to mimo wszystko jedna z ciekawszych części sagi do Myronie Bolitarze, jeśli to kogoś pocieszy. Tym razem Myron dostaje propozycję nie do odrzucenia od starego znajomego, trenera jednej z wiodących drużyn NBA. Ma podpisać kontrakt w miejsce kontuzjowanego Grega…

  • Co jest naprawdę ważne

    Harlan Coben jest jednym z moich ulubionych autorów, przede wszystkim za to, w jaki sposób potrafi wpakować czytelnika do labiryntu bez wyjścia, żeby potem w misterny sposób po opadnięciu mgły mógł on sam zobaczyć mnóstwo drzwi. „No Second Chance” jest bez wątpliwości taką właśnie powieścią. Doktor Marc Seidman budzi się w szpitalu. Okazuje się, że…