„Dziewięciu na rozkaz”, czyli dlaczego Wójtowicz zginął w odmętach historii

Czasem lubię poczytać – jak pewnie zauważyliście – fabularyzowaną propagandę czerwonych, z okresu głównie od lat 60 do 70. Ale czasem zdarzają się takie książki jak „Dziewięciu na rozkaz” Krzysztofa Wójtowicza, którą wydano w 1983 roku.

Kontekstem powieści jest to, że mnóstwo literatów, czy raczej „literatów”, świetnie żyło w czasach komuny z pisania propagandówek. Niektóre (jak seria z tygrysem) były nawet ciekawe, ale zdecydowana większość to był dramat nie tylko pod względem ideowym, totalnego zakłamywania historii, ale też po prostu czystej grafomanii. I teraz proszę sobie wyobrazić, w roku ogłoszenia stanu wojennego, kiedy Papież Polak i Solidarność sprawili, że nie można było już dłużej udawać, że wszystko jest w porządku, Ministerstwo Obrony Narodowej ogłasza konkurs literacki. I Krzysztof Wójtowicz pisze powieść, która zostanie wyróżniona. To nie mogło się skończyć dobrze.

„Dziewięciu na rozkaz” to powieść, która mogłaby być powieścią genialną. Pomysł jest może nie oryginalny, ale doskonały. Oto jesteśmy towarzyszymy 1 Armii Wojska Polskiego, która – w styczniu 1945 roku – idzie ramię w ramię z radzieckimi przyjaciółmi zdobyć Berlin. Ale nie akcja, nie „dzianie się” jest tutaj najważniejsze. Ba! Akcji nie ma tutaj prawie w ogóle. Osią powieści jest decyzja, którą musi podjąć dowódca: kto z dziewięciu podwładnych ma ruszyć na „rozpoznanie bojem”, czyli na pewną śmierć pod niemieckim ostrzałem.

Pomysł jest dla autora niestety tylko pretekstem, by w dziewięciu sylwetkach przedstawić „losy żołnierzy 1 AWP, Polaków rozrzuconych po ogromnym terytorium ZSRR, a także oficerów-instruktorów radzieckich”. Widzimy więc oficerów wstydliwie ukrywających swoje gimnazjalne wykształcenie (bo zbyt burżuazyjne), nawróconych partyzantów Gwardii Ludowej, słabo władających po polsku oficerów, których historia zmusiła do udawania Polaków. Wszystko płaskie, jednowymiarowe, dramatycznie propagandowe.

Czytając „Dziewięciu na rozkaz” od pierwszych stron myślałem nie tyle o samej fabule, co o autorze. Kim był facet piszący w stanie wojennym takie rzeczy? Nie zdawał sobie sprawy z sytuacji, pisał z przekonania, czy dla talonu na malucha? Książkę wydrukowano w nakładzie 30 000 egzemplarzy. Dzisiaj: nakład dostępny dla garstki najbardziej poczytnych autorów. Nie udało mi się znaleźć w sieci autora. Wiele bym dał, za możliwość porozmawiania z nim dzisiaj….

Podobne wpisy

  • Kulisy polityki według Palikota

    Kolega mi podrzucił do przeczytania lekko już zakurzoną, bo z 2011 roku, książkę „Tajemnice Platformy”, w której Janusz Palikot opisuje ludzi i wydarzenia stamtych czasów. Ciekawe to, momentami zaskakujące, chwilami nużące, ale jeden fragment dotyczący „naszego”, prawie bydgoskiego Radka Sikorskiego zacytuję w większym fragmencie. Przy tych wszystkich wspaniałych cechach jakie ma, wykształceniu, inteligencji, działaniu zgodnie…

  • Historia spowiedzi po francusku

    Chciałem poczytać o spowiedzi i pokucie w kontekście judaizmu i pierwszych chrześcijan, a trafił w moje ręce esej francuskiego profesora Jeana Delumeau „Wyznanie i przebaczenie” z nieco mylącym podtytułem „Historia spowiedzi”. Mimo wszystko to nie był stracony czas.  Przebaczenie to zdecydowanie najcenniejszy wkład chrześcijaństwa w historię ludzkości, z tym pan profesor nie polemizuje, choć widać,…

  • Sport na czerwono 

    Sławek Wojciechowski jest kibicem, jakich mało. Nie chodzi o to, że napisał monumentalną historię przedwojennej Polonii Bydgoszcz, ale o to, że potrafi spojrzeć na swój klub bez różowych okularów. „Gwardziści. Sport Milicji i Bezpieki w Bydgoszczy w latach 1945-1990” to opowieść o tym, co komuniści zrobili z zacnym polskim klubem.  Dla mnie, rocznik 75, Polonia…

  • Świat jest żaden

    Pisarz w średnim wieku próbuje utrzymać głowę nad powierzchnią. Jest spłukany, w trakcie upadłości konsumenckiej, bez porywającego pomysłu na życie, rozdarty miedzy dwiema kobietami, które od czasów licealnych trzymają jego serce na uwięzi. Dodatkowo mężczyzna przeżywa niesamowicie mocne napady wspomnień, których mieć nie powinien. Czy jest elementem gry zaprojektowanej przez kogoś innego? Czy jest dowodem…

  • Podróż po śmierć

    „Dybuk” Marka Świerczka to dla mnie pozytywne zaskoczenie sezonu. Przyznam się – koledzy po piórze wybaczą – że trochę położyłem kreskę na polską prozę. Nie kupuję, bo nie mam gdzie, nie czytam, bo w tutejszej bibliotece na polskiej półce jest tylko trochę rodzimych autorów, reszta to tłumaczenia literatury głównie amerykańskiej i brytyjskiej, którą wolę czytać…

  • |

    Korzenie totalitaryzmu 

    Mówiąc o obozach koncentracyjnych, o komorach gazowych, łagrach, mordowaniu niepełnosprawnych, przymusowych sterylizacjach, o całym tym koszmarze totalitarnych systemów, które skąpały XX wiek we krwi brakuje słów, by opisać naukowym językiem to co się stało. A nawet jeśli dałoby się to wszystko opisać z aptekarską dokładnością, to na pewno nie da się w ten sposób zapytać…