Ostatni bastion Barta Dawesa

Stephen King nie bez powodu niektóre książki publikuje pod pseudonimami. Tak też zrobił z „Roadwork” – przetłumaczonym na język polski właśnie jako „Ostatni bastion Barta Dawesa„. A jako że miałem rozkosznie leniwy dzień, Junior zajmował się sobą, postanowiłem dzielnie przeczytać coś, co nie wymaga specjalnego skupienia.

Niestety dla mojego snu, to nie jest wcale tak debilna powieść, jak mogłoby wynikać z opisu na okładce. Dawes nie może się pogodzić z tym, że rząd buduje autostradę, co skutkuje dla niego osobiście utratą domu i pracy. Mógłby rzecz jasna wziąć odszkodowanie i świetnie żyć, ale psuje mu się relacja z żoną, wspomina wciąż zmarłego na raka mózgu syna. Generalnie: jest mu w życiu źle, a receptą ma być broń palna i materiały wybuchowe. Plus bzykanko młodej autostopowiczki, która bardzo nalega.

Obok tej nieco irytującej fabuły jest coś więcej. Stan lekkiego wariactwa i desperacji. Poczułem trochę wspólnego języka z Dawesem. Kiedy wszystko idzie źle, ma się ochotę na konkretne rozwiązania. Wówczas nie czeka się na wybory, nie prowadzi się korespondencji z urzędami, tylko kupuje granaty i solidne karabiny 🙂 Jeśli chodzi o pomysły na samobójstwo, to pomysł Barta Dawesa wcale nie był taki najgorszy 😉

Podobne wpisy

  • |

    Kwasy w mózgu i przyprawy

    No cóż, to nie kwestia wieku, ale ciekawość zabrała mnie w podróż z książką doktora Erica H. Bravermana „Younger (thinner) You Diet”. Na dietę jegomościa się nie zdecyduję, ale jego twierdzenia otworzyły mi oczy na prostą zależność zawartą w podtytule książki: „How understanding your brain chemistry can help you lose weight, reverse aging, and fight…

  • |

    Igłą między oczy!

    Z koperty wypadła książka. Nie znałem człowieka, myślałem chwilę, że to fejk. Krzysztof Koziołek. „Nie pozwól mi umrzeć”. Nie spojrzałem na załączony list, nie czytałem obwoluty. Jak pies Pawłowa zabrałem do domu przeczytałem pierwszych kilka stron zanim nalałem sobie wina i rozsiadłem się wygodnie. Napisałem do autora następnego dnia krótki mail zaczynający się mniej więcej…

  • Tajemnica Roswell na ludowo

    Przyznaję, nie czytałem dwóch pierwszych tomów przygód dzielnego Tylera Locka, choć sprzedały się w milionach egzemplarzy i zostały przetłumaczone na ponad 20 języków. Lubię thrillery z nutką spisków, ale jakoś Boyd Morrison mnie odstraszał zbytnim jak na mój gust epatowaniem komercją. „The Roswell Conspiracy” przeczytałem w dwa wieczory i teraz nie wiem sam, czy to…

  • Coben jak makaron

    Wciąż ta sama opowieść, ale wciąż tak przyjemnie jest dać się porwać Cobenowi w podróż po uczuciach, błędach przeszłości, dylematach etycznych i moralnych. „The Woods” Harlana Cobena nie jest częścią serii o Myronie Bolitarze, którą ostatnio tak łapczywie chłonąłem. Ta powieść jest samodzielną historią, ale… Czy jest jakaś poważniejsza różnica między Bolitarem a prokuratorem Paulem…

  • Boża inwazja 

    Istnieją pisarze sformatowani, jednogatunkowi. Philip K. Dick do nich nie należał. Wciskanie go w mimo wszystko ciasną szufladę science fiction to nieporozumienie. Dla Dicka świat robotów, zaawansowanej technologicznie przyszłości, był wyłącznie tłem do opowiedzenia o tym, co dla człowieka jest najważniejsze od samego początku, od zarania ludzkości.  „Boża inwazja” nie jest metaforą. W tym świecie…