Kosmos. Po prostu.

Jak każdy z mojego pokolenia kochałem się za młodu w Gombrowiczu. Teraz, po latach sięgnąłem znów po „Kosmos”, którego wówczas kompletnie nie czułem. Dzisiaj mnie pochłonął. Wciągnął.Kosmos

Gombrowicza się kocha lub nienawidzi, to banał, ale warto go mieć cały czas przed oczami. Jak wszystko inne, „Kosmos” – ostatnia jego powieść – jest utkana z bardzo gęstej siatki języka. Specyficzna, gombrowiczowska mgiełka pojęciowa, czasem porośnięta wysokimi krzakami i drzewami niczym w okolicach Amazonki, może utrudniać lekturę, jeśli ktoś nie jest smakoszem tego typu awantur lingwistycznych. Najgorsze co można zrobić, a co niestety wielu czytelników robi, to ciąć maczetą swoją ścieżkę. To najłatwiejsza droga, ale prowadząca wszędzie, tylko nie do zrozumienia „Kosmosu”. Mimo że oczywiście nie roszczę sobie pretensji do „rozumienia” tej powieści.

Najpopularniejszym czytaniem „Kosmosu” jest to najbardziej narzucające się. Para przyjaciół – Witold i Fuks – jadą na wakacje do Zakopanego. Mieszkają w pensjonacie, który staje się miejscem wielkiego wybuchu. Detonatorem jest być może pierwotna bogini seksu – Katasia o zniekształconych ustach, a być może znaleziony przez bohaterów wróbel powieszony na sznurku. A może zupełnie co innego: może moment dojrzewania Witolda do zbudowania sobie własnego, autonomicznego kosmosu jako kontrpropozycji do narzucanego oczywistościami świata? Obojętnie czym by miał być ten kosmos, Witold idzie w kreacji bardzo daleko.

Dla mnie najbardziej wyrazistą sceną jest moment, kiedy Witold zabija kota. Ukochane zwierzę Leny, córki właścicieli pensjonatu. Po przeżyciu poważnego zawodu ze strony Katasi, wracając późną nocą z samotnego spaceru, Witold zauważa kota. Dusi go. Wiesza na sznurku. Porządkując świat? Układając od nowa sensy? Wyładowując emocje? Jest po tym wszystkim rozbity, jakby Wittgenstein ujrzał świat pozajęzykowy.

Ze snu jednym susem znaleźć się w czymś tak niewiarygodnym, po cóż, na Boga, go dusiłem? Przypomniałem sobie teraz, że w czasie duszenia doświadczyłem tego samego dobijania się do Leny, co gdym szturmował do jej drzwi – ha, dobierałem się do niej poprzez zaduszenie kota ulubionego – i w furii, że inaczej nie mogę! Ale po cóż ja jego na haku wieszałem, jaka lekkomyślność, jakie zamroczenie! I, co więcej, rozpatrując to zamroczenie, na pół ubrany, z wątpliwym uśmieszkiem na twarzy skurczonej, którą widziałem w lustrze, doświadczyłem tyleż satysfakcji, co konfuzji – niczym z wypłatanego figla. I nawet szepnąłem „wisi”, z radością, z rozkoszą.

To mroczna, niejednoznaczna powieść, którą warto czytać bez pośpiechu. Powoli, odciągając ciężkie gałęzie szukać sensu. Nawet jeśli znajdziemy wyłącznie powieszonego kota, wróbla, patyk.

Podobne wpisy

  • Cieniom młodych lat 

    Juliusz Kaden-Bandrowski był za życia doceniany, a po śmierci w dymach powstania warszawskiego bywał wręcz przeceniany. Tylko przez krótki czas stalinowskiego terroru jego powieści były wycofane z obrotu, a i wówczas nie wszystkie, dwie z nich wciąż były drukowane i sprzedawane: wydane w 1925 roku „Miasto mojej matki” i rok późniejsze „W cieniu zapomnianej olszyny”. …

  • Afrykańskie obrzędy w centrum Anglii

    To moja pierwsza randka z Mo Hayder. Niestety, średnio udana. „Ritual” mnie zmęczył. To po prostu średnio napisana mało błyskotliwa historia. Piszę to z żalem, bo patrząc na zdjęcie autorki spodziewałem się dłuższego romansu 😉 Rzecz się dzieje w Bristolu. Policyjni nurkowie znajdują ludzką dłoń. Zaczyna się szukanie reszty ciała. I tak powoli jesteśmy wprowadzani…

  • Przemek Ślizgacz

    „Na granicy zmysłów” to książka, po której już nigdy nie spojrzysz na świat tak samo. Fenomenalnie napisany reportaż – tak zachęca okładka książki Przemka Kossakowskiego. Tak – Przemka. A ja, choć miło mi się słucha bajdurzenia Przemka, z ogromną przyjemnością przeczytałbym prawdziwy reportaż napisany przez Przemysława. Bo to co przeczytałem teraz wygląda raczej na naprawdę…

  • Wycięte macice, poderżnięte gardła

    Chaotycznie czytam powieści Tess Gerritsen. Tym razem sięgnąłem po „The Surgeon”, pierwszą, w której pojawia się nasza soczysta bohaterka, pani detektyw Jane Rizzolli. W Bostonie ginie kilka kobiet. Są znajdowane we własnych sypialniach, z przywiązanymi do łóżek rękoma i nogami. Mają fachowo rozcięte podbrzusze i wycięte macice, które sprawca zabiera ze sobą. To wszystko dzieje…

  • |

    Drzewo życzeń

    Książki dla dzieci bywają infantylne, żeby nie powiedzieć wprost: głupawe. Czasem są piękne, ale puste. Rzadko się zdarza coś tak mocnego, dobrego, pięknego i mądrego zarazem jak ?Drzewo życzeń? Katarzyny Applegate.  Książka ta jest światowym bestsellerem. Kiedy widzę tego rodzaju ?rekomendację?, staram się trzymać od tytułu z daleka. Jeśli coś podoba się milionom czytelników, musi…

  • Fascynująca opowieść o tle

    Ponad 20 milionów sprzedanych egzemplarzy powieści, którą tak trudno zaszufladkować. To musi budzić respekt. Wciąż podróżuję po bestellerach, a muszę przyznać, że dalej jestem ignorantem. Nie widziałem żadnego filmu opartego na twórczości Stiega Larssona, nawet więcej, kupując „The girl with the dragon tattoo” nic mi nie mówiło nawet nazwisko autora. W połowie lektury pobiegłem kupić…