Autorzy piekła

Buchenwald był pierwszym miejscem, gdzie Niemcy wprowadzili w życie chore majaki swojego wodza. Niektórzy twierdzą, że był to najokrutniejszy obóz w całej historii nazizmu. Obóz to brzmi bezosobowo, a przecież za tą fabryką cierpień i śmierci stali konkretni ludzie. Karl i Ilse Kochowie.i-bestie-z-buchenwaldu-karl-i-ilse-kochowie-najglosniejszy-proces-o-zbrodnie-wojenne-xx-wieku

„Bestie z Buchenwaldu. Karl i Ilse Kochowie – najgłośniejszy proces o zbrodnie wojenne XX wieku” Flinta Whitlocka to opowieść o kilku procesach, w których różne sądy próbowały dojść prawdy i wymierzyć sprawiedliwość. A tak naprawdę to książka szukająca odpowiedzi na pytanie o faktyczną odpowiedzialność żony komendanta obozu, którą nazywano wówczas Suką z Buchenwaldu, piękną, zalotną i rzekomo chorobliwie bezwzględną Ilse Koch.

My, Polacy, wiemy doskonale czym były niemieckie obozy koncentracyjne, w których za płotami z drutu kolczastego działo się prawdziwe piekło. Kiedy jednak młody, kompletnie nieprzygotowany amerykański oficer Keffer zobaczył 11 kwietnia 1945 roku na własne oczy Buchenwald, jego życie już nigdy nie było takie jak wcześniej. Doprowadzenie ludzkości do takiego stanu trwało raptem kilka lat.

W październiku 1934 roku Karl Koch został komendantem obozu koncentracyjnego Sachsenburg. Tak, to raptem dwa miesiące po tym, kiedy Adolf Hitler został formalnie dyktatorem Niemiec. Koch zasłynął jako bezwzględny i okrutny fanatyk. To wystarczyło, żeby dostał od najwyższych władz wyjątkowe zadanie: przygotowanie, zbudowanie i dowodzenie największym w historii obozem koncentracyjnym w okolicach Weimaru. Z zadania wywiązał się wzorowo. Razem z żoną – poślubioną według rytów SS w obozie Sachsenhausen – w kilka miesięcy kierują budową obozu Buchenwald. Pierwszy więzień ginie tam 14 sierpnia 1937 roku. Do końca wojny w tym miejscu odda życie jeszcze ponad 56 tysięcy więźniów.

Flint Whitlock stara się prowadzić czytelnika według chronologii, ale niekoniecznie trzyma się dokumentów. Ciekawsze są dla niego zeznania, wspomnienia, relacje ludzi, nie tylko więźniów, ale też samych nazistów. To chyba dobra droga do tego, żeby zrozumieć co tam naprawdę się działo i jaka była faktyczna rola pięknej Suki z Buchenwaldu. Dodatkowo możemy nieco poznać obyczaje, ten swoisty miks nazistowskiej religii i ludzkich słabości. A te znajdowały ujście w ekstremalnych sytuacjach. Jak wspomina jeden z więźniów:

Oddzielną historią były wieczory towarzyskie SS, które zaczynały się w Buchenwaldzie wielką fetą pod gołym niebem (…), później odbywały się średnio raz w miesiącu dla personelu zarządzającego. Były to ciągi jedzenia i picia, które zazwyczaj kończyły się dziką orgią.

Seks był przynajmniej dla Ilse Koch jednym z motorów napędowych. Oprócz kilku kochanków, którzy jakoś nie obawiali się bezwzględnego komendanta, Ilse uwielbiała cielesność samą w sobie. Wiele zeznań jej dotyczących wskazywało na osobliwą pasję: oglądała nagich więźniów, wybierała tych, którzy mieli tatuaże, najlepiej kolorowe i sprośne. Niedługo później widziano w jej domu abażury z ludzkiej skóry, z tymi właśnie tatuażami. Więźniów nigdy potem już nie widziano.

Wskutek wewnętrznej intrygi, ale i nieokiełznanej chciwości Karla Kocha, już w 1940 roku SS prowadziło śledztwo w jego sprawie. Były dwa wątki: kradzieży gigantycznej sumy pieniędzy i… kilku niewyjaśnionych morderstw do których doszło w obozie. Serio…

Śledztwo Morgena wykazało, że 160 więźniów, których zamknięto w Bunkrze, zostało zamordowanych zastrzykami fenolu podanymi przez Hovena i Martina Sommera, a nieznaną liczbę innych osadzonych zabito w podobny sposób w szpitalu. Przynajmniej 120 więźniów zastrzelono w kamieniołomie bez zezwolenia. Niemal we wszystkich przypadkach SS odkryło, że akty zgonu zostały sfałszowane albo nigdy ich nie wypełniono”.

Zarzuty były tak poważne, że… powierzono Kochowi budowę i nadzorowanie obozu koncentracyjnego w Majdanku. Żona została w Buchenwaldzie. Kariera pierwszego komendanta Majdanka nie miała jednak trwać długo. 14 lipca 1942 roku z obozu uciekło około dwustu sowieckich jeńców wojennych, z czego połowy nigdy nie złapano. Koch został uznany winnym zaniedbań i znów przeniesiony. Tym razem miał ochraniać budynek poczty w czeskim Saaz (dziś Żatec). Dla pana życia i śmierci dziesiątek tysięcy osób był to upadek. Półtora roku później dobiegł końca proces dotyczący korupcji w Buchenwaldzie. Karl Koch został uznany winnym. Na wykonanie wyroku czekał kolejne w więzieniu aż do kwietnia 1945 roku. Kilka dni przed wkroczeniem Amerykanów Kocha zabrano z celi więziennej w Weimarze i przewieziono do Buchenwaldu. Zabrano go na strzelnicę SS, przywiązano do drewnianego pala poza zasięgiem wzroku więźniów.

Salwa rozerwała klatkę piersiową Kocha i potrząsnęła nim brutalnie, następnie jego ciało osunęło się bezwładnie, nadal przytrzymywane przez więzy. Podszedł do niego lekarz, by sprawdzić puls, po czym ogłosił, że czterdziestosiedmioletni były komendant zmarł. Krwawiące, pozbawione życia ciało zostało zabrane do krematorium, gdzie rozebrano je i umieszczono w jednym z pieców firmy Topf und Sohne, które pochłonęły tyle ofiar Buchenwaldu.

Suka z Buchenwaldu została oczyszczona z zarzutów współuczestnictwa. Z dwójką dzieci próbowała wtopić się w tłum. Nie udało się. W czerwcu 1945 roku została aresztowana przez Amerykanów i postawiona przed sądem. Zostaje skazana na dożywocie, a dwa miesiące później w więziennym szpitalu rodzi kolejne dziecko – syna, któremu daje na imię Uwe. W 1948 roku generał Clay ułaskawia Ilse, ale ta zostaje natychmiast aresztowana przez władze zachodnioniemieckie. Po dwuletnim procesie zostaje skazana na dożywocie. We wrześniu 1967 roku używając pętli z prześcieradła wiesza się na klamce w swojej celi.

Podobne wpisy

  • Obóz w Smukale

    Długo czekaliśmy na tę książkę. Długo czekały setki ofiar, żeby świat poznał mroczną historię obozu, po którym dzisiaj praktycznie nie ma śladu. Warto było czekać? Kiedy w ubiegłym roku dr Mateusz Maleszka w murach bydgoskiego Instytutu Pamięci Narodowej mówił o przygotowaniach do wydania monografii obozu przesiedleńczego w Smukale, czuć było, że oczekiwania są ogromne. Dotychczas…

  • Polskie tajemnice II wojny światowej 

    Z pisaniem o historii jest tak, że albo autorzy zagłębiają się w szczegóły jakiegoś zagadnienie tak bardzo, że ich wywody stają się hermetyczne, ekskluzywne tak bardzo, że stają się zrozumiałe jedynie dla wąziutkiej grupy ekspertów, albo – to druga opcja – snują opowieści na tak wysokim poziomie ogólności szukając ukrytych prawideł i sensów historii, że…

  • Kochanka natura 

    Jolanta Baziak jest wyjątkową postacią na polskiej scenie literackiej. Debiutowała w 1974 roku, od blisko trzydziestu lat jest redaktorem naczelnym ogólnopolskiego miesięcznika literackiego Akant. Obok poezji para się także malarstwem, co ma odzwierciedlenie w jej książkach poetyckich, które są bogato ilustrowane obrazami autorki. Filozofka z wykształcenia i zamiłowania, w swojej liryce usiłuje uchwycić to, czego…

  • Moi współcześni. Wśród swoich 

    Stanisław Przybyszewski był legendą za życia i „Życia”, które prowadził raptem niecałe dwa lata. Młoda Polska dzisiaj wydaje nam się w miarę sensownym terminem porządkującym to, co działo się w rodzimej literaturze przełomu wieków, ale sam Przybyszewski gorąco protestował przeciwko etykietowaniu całego pokolenia.  Pierwszy tom „Moich współczesnych” Przybyszewski poświęcił twórcom, wśród których się obracał na…

  • Gdzie jest Hollywood?

    Znowu Coben, znowu zachwyty. „Darkest Fear” – w Polsce wyszło jako „Najczarniejszy strach” – to powieść, która jest gotowym scenariuszem do hitowego filmu z szansami na Oskara. A to dlatego, że obok niezbędnych akcesoriów amerykańskiego hiciora, czyli strzelanin, porwań, agentów FBI, bijatyk, romansów i błyskotliwych dialogów, jest też tzw. głębia i przesłanie. „Darkest Fear” jest…

  • nieme skrzypce 

    Grzegorz Kalinowski. Pisarz (opowiadań), eseista, krytyk. Magik. Za przeproszeniem – działacz. Co wydał, to zbierało nagrody. Jak nic nie wydaje, to też dostaje. Zasłużenie!  Zbiór sześciu opowiadań pod wspólnym tytułem „nieme skrzypce” Kalinowski wydał w 2021 roku. Przeczytałem je pięć lat później. Ale przecież to nie ma najmniejszego znaczenia, bo święta rzeka wciąż płynie, a…