Czerwona zaraza z intelektualnym zadziorem

Zbigniew Załuski nie był zwykłym komuszkiem. Był komuszkiem niepokornym, oczywiście na miarę swoich możliwości i cierpliwości tych, dzięki którym trafił na czerwony piedestał. „Drogi do pewności” to wydany pośmiertnie zbiór kilku tekstów, jakbyśmy to dzisiaj nazwali historiozoficznych. Nie spodziewajmy się jednak taniego, leninowsko-stalinowskiego zbioru zaklęć. To dobrze, na swój sposób logicznie napisane wywody osadzone w czerwonym niczym samo piekło kulcie komunizmu. Narodowego komunizmu, bo i taki odcień co jakiś czas przybierała propaganda strasznych czasów.

zaluskiDzisiejszego, zwłaszcza nieoczytanego w ówczesnej literaturze propagandowej czytelnika może dziwić tutaj wszystko. Jak to możliwe, że na początku lat 70. autora, Polaka (?!) szczerze boli wygrana przez Polskę wojna z bolszewikami? Wojna to może za dużo powiedziane, bo zdaniem Załuskiego była to „zbrojna pomoc rewolucyjnego państwa rosyjskiego”, która niestety „nie wzmocniła, lecz osłabiła siły rewolucji w Polsce”. Straszna sprawa. Autor jako nastolatek był żołnierzem, trzeba przyznać, że bardzo odważnym, ale po wojnie dostał czerwonego rozumu. Zresztą już może i wcześniej. Jako czternastolatek został zesłany do Kazachstanu. Trzy lata później był już żołnierzem 1 Korpusu Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR. Ramię w ramię z bolszewikami doszedł aż do Berlina. Czy po drodze przestał być Polakiem, a stał się polskim bolszewikiem? Nie wiem. Po wojnie został w armii, był wziętym propagandzistą, został nawet posłem. Był tubą pewnego nurtu partyjnego. Sam pisze, co jest jego motorem: „prawdziwie marksistowska, prawdziwie leninowska, prawdziwie słuszna, socjalistyczna i demokratyczna zasada walki i pracy”.

Na czym więc polegała jego niepokorność? Przede wszystkim na wspominaniu nazwisk i faktów, których wówczas wspominać nie wypadało. Załuski pisze na przykład o tym, co sam nazywa „półwojną domową”. Pisze o niej tak: „Jesienią 1945 roku, przez cały rok 1946 i 1947 nadal padały w Polsce strzały i lała się krew. Walka nosiła charakter zdecydowanie polityczny: o treść władzy, o wpływ poszczególnych partii, o pozycję polityczną nowego państwa, o powiązania i sojusze”. Za to zginęła Inka, za to oddał życie Pilecki? Załuski w innym miejscu napisał coś naprawdę mądrego, szkoda tylko, że nie zrozumiał tego, co sam napisał: „Omyłki są rzeczą ludzką. Mylą się ludzie, klasy społeczne, czasem całe narody. Mylą się częściej partie polityczne, rządy, politycy i przywódcy”. Mylą się także – chciałoby się dodać – ideologiczni propagandziści.

Historia pokazała, że pułkownik Zbigniew Załuski mylił się całkowicie. Historia pokazała, że rację mieli Inka i Pilecki. Boli mnie to, że codziennie przechodzę w Bydgoszczy przez park im. pułkownika Zbigniewa Załuskiego, który „walczył mężnie orężem i piórem”, a nie parkiem im. Żołnierzy Wyklętych. Dziwne są losy historii, która zostawia na cokołach komuszków, a wstydzi się bohaterów. Ale to temat na inny wpis…

Załuski "Drogi do pewności"

Załuski "Drogi do pewności"
4

Wartość historyczna

5.0/10

Jakość wywodów

7.0/10

Wartość etyczna

0.0/10

Podobne wpisy

  • Drapieżnik. Monstrum 

    Tadeusz Oszubski (1958-2025) był jednym z najlepszych i najbardziej niedocenianych pisarzy przełomu wieków. Może wpływ na to miały jego zainteresowania ezoteryką oraz tematami z pogranicza science fiction, literatury faktu i horroru. Bydgoszcz ma szczęście do bardzo dobrych, czy wręcz ocierających się o geniusz pisarzy, którzy nie mogli przebić szklanego sufitu mainstreamowych kanałów dystrybucji i promocji…

  • Kiepścizna Ziemkiewicza

    Szanuję Rafała Ziemkiewicza zarówno jako pisarza („Pieprzony los kataryniarza” na długo zmienił moje widzenie polskiej SF), jak i publicystę („Polactwo” było doskonałą diagnozą naszego status quo). Tym większe rozczarowanie przyniosła mi lektura „Żywiny”. „Żywina” miała być powieścią, jakiej polska literatura po Okrągłym Stole się nie doczekała. Powieścią o „kisielu”, w którym kazali i każą pływać…

  • |

    Nowoczesne SF trzyma się mocno

    Ponura, apokaliptyczna opowieść o miłości, niespełnieniu i walce. Brawurowy debiut (sprzed kilku lat) Amerykanina, który może przewrócić literacką scenę do góry nogami. Akcję „Jutro, jutro i znów jutro” Thomas Sweterlitsch umieścił w swoim rodzinnym mieście, Pittsburghu, w przyszłości – relatywnie niedalekiej. Dokładnie dziesięć lat po ataku terrorystycznym bombą, która zabrała prawie wszystkich mieszkańców do historii….

  • |

    Biznes w cieniu holocaustu 

    O niemieckich obozach wiemy już bardzo dużo, ale wciąż istnieją białe plamy, które skrupulatni badacze starają się wypełniać wiedzą. Historyk z Nakła, Mariusz Gratkowski przyjrzał się uważnie postaci Fritza Emila Schultza – przedsiębiorcy, który na kontrakcie z Wehrmachtem, dającym mu dostęp do niewolniczej siły roboczej, zbudował potężne imperium.  „Biznes w cieniu holocaustu. Działalność Fritza Emila…

  • Zło wg Lagerkvista: Kat, Karzeł, Mariamne

    Par Lagerkvist dotknął zła. Przynajmniej tak mu się wydawało. „Kat” to opowiadanie z 1933 roku, powieść „Karzeł” (1944) powstała, kiedy świat zobaczył czym tak naprawdę jest zło. „Mariamne” to opowieść dużo późniejsza, z końcowki lat 60. Od Noblisty oczekiwałem analizy lub przynajmniej takiego opisu zła, bym zobaczył coś, czego wcześniej nie dostrzegłem. I talent Lagerkvista…

  • Wszyscy muszą zginąć

    Dzieciak wchodzi z bronią do szkoły i zaczyna się jatka. Początek mocny, prawda? Pytanie co dalej. Można, jak u Kinga, pociągnąć wątek gry, która ujawni złożone relacje między rówieśnikami i nieprawdopodobnie skłębioną psychikę głównego bohatera, a można, jak Marcel Moss, skończyć na samej masakrze i paru gejowskich scenach. „Wszyscy muszą zginąć” zapowiada się naprawdę dobrze….