Recepta na dobre życie

vandevelde„Białe małżeństwa” i feminizm to nie są wymysły naszych czasów. Sto lat temu holenderski ginekolog, dyrektor kliniki ginekologicznej w Haarlem doktor Th. H. Van de Velde na poważnie zajął się tematem. Wnioski były oczywiste już wówczas: bez zdrowego, zaangażowanego, radosnego seksu małżeństwo staje się fikcją i prędzej czy później zakończy się albo piekłem, albo rozwodem.

„Zniechęcenie w małżeństwie. Jego powstawanie i zwalczanie” ukazało się pierwszy raz w Polsce w 1936 roku. Piszę „pierwszy raz”, bo mam akurat to wydanie i nie orientuję się, czy były potem jakieś wznowienia. Nie jestem fachowcem w temacie, nie wiem czy podobne książki są dostępne na polskim rynku, ale tak zdrowego podejścia dawno nie spotkałem 🙂

Trudno jest streścić tę liczącą ponad trzysta stron książkę. Jedno widać wyraźnie: Van de Velde zdecydowanie wyszedł poza swoją branżę, nie zapominając, że jest ona w tym wszystkim kluczowa.

Aby szczęście w małżeństwie utrzymać, trzeba dążyć nietylko do wzmocnienia tej siły, która małżonków ku sobie przyciąga ale – przez jasne zdanie sobie sprawy z niebezpieczeństwa – do zwalczania sił odpychających, które szczęściu małżeńskiemu zagrażają. Temu celowi służyć ma ta książka.

I służy. Autor twierdzi, skądinąd logicznie, że małżeństwu zagraża przede wszystkim niechęć: zarówno ta duchowa, intelektualna, czy jak ją tam nazwać, jak i – głównie – seksualna. Tę ostatnią Van de Velde dzieli na pierwotną i wtórną. Tę pierwotną – wrodzoną – przezwycięża popęd seksualny w sposób u większości osób zupełnie naturalny. Gorzej z wtórną niechęcią seksualną, z tą według Van de Velde trzeba walczyć. Sposób w jaki pisze on o pochwicy, rewersji wskutek przesytu seksem, sublimacji uczuć, rewersji uczuć płciowych u seksualnie niezaspokojonych mężatek, sprawia, że czasem nie sposób nie uśmiechnąć się pod nosem. Nie dlatego, żeby wywody były infantylne czy nietrafne. Raczej dlatego, że są aż tak ponadczasowe.

Patrząc na dzisiejszą modę, rozdziały poświęcone różnicom między mężczyzną a kobietą wydają się wręcz świętokradcze. Bo jak to: mężczyzna jest agresywny i ma skłonności do pracoholizmu, a kobieta jest emocjonalna i chwiejna? Czy jednak nie ma on racji, kiedy przekonuje, że kobieta z natury jest bardziej skłonna do alterocentryzmu? Ba, nazywa tę cechę wręcz „zasadniczą”.

Nawet kiedy kobieta jest egoistką, kiedy nadmiernie szuka siebie samej, kiedy dąży wyłącznie do własnego zadowolenia, może je znaleźć tylko w innych i przez innych. Jeśli się temu opiera, jeżeli tłumi wrodzoną macierzyńskość i szuka szczęścia jedynie w sobie, nie znajdzie go nigdy, bo obcą pozostaje jej własna najistotniejsza cecha.

Seks jest fundamentem małżeństwa nie tylko dlatego, że służy prokreacji, ale dlatego, że spaja i tworzy więzi. Pod pewnymi warunkami, oczywiście.

Wiemy jednak też, że kobieta, która do stosunku tylko dopuszcza, a nie bierze w nim czynnego udziału, później czy wcześniej zaczyna odczuwać doń mniejszą lub większą odrazę. Wiadomo nam też, że tego rodzaju stosunek i mężczyźnie dać może tylko bardzo względne zaspokojenie pożądań, albo, co na jedno wychodzi, wywołuje u niego przedewszystkim rozczarowanie. Rozczarowanie tak głębokie, że pod jego wpływem u mężczyzny, szczególnie pod tym względem wrażliwego, uczucia mogą ulec nagłej rewersji i w miejsce miłości rozgorzeje gwałtowna nienawiść.

Wśród przyczyn niechęci jest oczywiście wiele innych, pozałóżkowych spraw, jak choćby niemożność rzeczywistego porozumienia się, niewierność, zazdrość, pojawienie się dzieci, starania by ukształtować drugą stronę na obraz własnych rodziców, przewlekłe narzeczeństwo, wady charakteru. Oczywiste i dzisiaj, ale Van De Velde zwraca szczególną uwagę na przesadny idealizm. Oczekujmy tego, co realne – chciałby nam powiedzieć – i cieszmy się z tego. Inaczej mąż utopi się w pracy, a żona w dzieciach. Przynajmniej do czasu rozwodu.

Jak zapobiegać niechęci? Przede wszystkim rozsądnie wybrać małżonka. Bo że małżeństwo jest jedyną drogą o szczęścia i samorealizacji człowieka, to oczywiste. Co to znaczy rozsądnie wybrać? Wziąć pod uwagę nie tylko dłużej lub krócej trwające uniesienie duszy, ale też warunki zewnętrzne drugiej strony, materialne, zdrowotne, charakterologiczne. I znowu niepopularne dzisiaj: tożsamość religii, rasy, poglądu na życie i wychowanie dzieci.

Najważniejsze jednak dzieje się w sypialni.

Im pełniejszą staje się erotyczna technika i im bardziej przez to małżeństwo zbliża się do doskonałości, tem mniejsze zachodzi prawdopodobieństwo pojawiania się niechęci seksualnej, tem płonniejszą staje się obawa przejściowej nawet przemiany popędu zbliżeniowego w erotyczną niechęć.

Nie znaczy to, że należy się zanurzyć w małżeńskiej rozpuście po uszy. Bardzo ważne jest dla Van de Velde żeby wciąż utrzymywać „pewną dozę erotycznego napięcia”. I tym optymistycznym akcentem… 🙂

Van de Velde

Van de Velde
9

Ponadczasowość

9.0/10

Styl

8.0/10

Mądrość życiowa 🙂

10.0/10

Podobne wpisy

  • Żywołapka

    Jarosław Jakubowski jest twórcą operującym słowem na wielu płaszczyznach: jest poetą, dramaturgiem, prozaikiem i dziennikarzem – kolejność jak sądzę jest dyskusyjna, inaczej niż sama lista talentów, którymi został obciążony. Bo talent, uzdolnienie na wyjątkowym poziomie, to w sferze języka nie jest żaden dar, to raczej zobowiązanie do opisu świata takim, jak on jest naprawdę, a…

  • Medyczne zbrodnie nazistów 

    Kiedy w ubiegłym roku ukazała się książka Krzysztofa Drozdowskiego zatytułowana „Medyczne zbrodnie nazistów”, myślami byłem w zupełnie innym aspekcie II wojny. Nasiąkałem wtedy losem łódzkich Żydów, co zaowocowało powieścią „Izaak”. Książkę Krzysztofa wówczas przeczytałem dość powierzchownie. Temat znam, nie krygując się, dość dobrze, ale i tak znalazłem wówczas sporo interesujących informacji i cytatów z niemieckich…

  • |

    Najczystsze dzieło kryminalnej sztuki

    Wiadomo wszem i wobec, że uwielbiam Tess Gerritsen. Uważam, że to dzisiaj najlepsza na świecie autorka powieści kryminalnych, które zdecydowanie wykraczają poza coś, co z kryminałem kojarzyło się od zawsze. Autorka miewa słabsze momenty, ale „Body double” jest powieścią doskonałą. Oczywiście w swojej kategorii. „Body double” to wydana w 2004 roku powieść będąca częścią serii…

  • American way of justice

    Od wielu lat mam totalną szajbę na literaturę faktu o niemieckich zbrodniach w czasie wojny. Od Lebensborn przez Powstanie do obozów. Okazuje się, że mają świetnych naśladowców, świadomych swoich korzeni. To co się stało w Guantanamo to była zbrodnia przeciwko ludzkości. Amerykanie są bezpośrednio odpowiedzialni za to, co się działo w Kandaharze i potem na…

  • Początek

    Muszę przyznać, że bardzo trudno jest mi zachować obiektywizm czytając Dana Browna. Od lat jestem jego fanem. Za młodu zaczytywałem się w opowieściach młodzieżowych Nienackiego, a w dojrzałym wieku z tym samym rumieńcem śledzę losy profesora Langdona. To, co i jak pisze Dan Brown nie przejdzie pewnie do historii literatury. Za dwieście lat z przełomu…

  • Tajemnica Roswell na ludowo

    Przyznaję, nie czytałem dwóch pierwszych tomów przygód dzielnego Tylera Locka, choć sprzedały się w milionach egzemplarzy i zostały przetłumaczone na ponad 20 języków. Lubię thrillery z nutką spisków, ale jakoś Boyd Morrison mnie odstraszał zbytnim jak na mój gust epatowaniem komercją. „The Roswell Conspiracy” przeczytałem w dwa wieczory i teraz nie wiem sam, czy to…