|

Monumentalna, acz lekka przygoda na wakacje

Przyznam się od razu: jak zobaczyłem prawie tysiąc stron opowieści o jakiejś kompletnie niszowej rewolucji w XVII-wiecznym włoskim mieście, to chciałem odłożyć, nie dotykać, udawać że nie leży na stosiku „do przeczytania”. Tym bardziej, że nazwisko Maciej Hen nie mówiło mi nic. Trochę zachęcała seria „archipelagi”, ale na miły Bóg: tysiąc stron?! A teraz, kiedy losy Fortunata – dziennikarza i prawdziwego wolnego ducha renesansowej Italii dobiegły końca, czegoś mi brakuje.

solfatara„Solfatara” jest powieścią, jakich nie lubię. Naprawdę. To powieść historyczna, która stawia nacisk na realia, detale, jest osadzona w czasie i miejscu, które jest mi zupełnie obce. Jeśli robi to np. Kate Moss, czyli kryje się za tym jakaś naprawdę solidna intryga, jakiś spisek, tajemnica trzymająca za gardło do ostatniej strony, to trudno, przeżyję te wszystkie mozolne opisy i sztuczny język. A mimo że Maciej Hen nie ma tak naprawdę na powieść żadnego pomysłu, napisał tomisko które przeczytałem z ogromną przyjemnością, choć bez ekscytacji. Dziwne? Ano nie aż tak dziwne, bo „Solfatara” jest po prostu napisana tak dobrze, że na niespotykanym dzisiaj w polskiej literaturze poziomie. Dbałość od detale historyczne i językowe, perfekcyjna dyscyplina narracyjna, świetne dialogi, panowanie nad strukturą powieści – to wszystko z powodzeniem zastępuje błyskotliwy koncept, którego w tej powieści faktycznie nie ma. I co z tego, skoro tak świetnie się to czyta?

Pozornie osią powieści jest rewolucja wywołana w Neapolu przez rybaka, który porwał tłum przeciwko uciążliwości hiszpańskiego, okupacyjnego fiskalizmu. Rewolucja jak to rewolucja, nie tylko rodzi eskalację emocji, rzeki krwi, ale i niechybny koniec własnego wodza. Tym gorzej dla Neapolu, bo kolejna rewolucja trwała dłużej i była dużo okrutniejsza. „Solfatara” mówi jednak wprost wyłącznie o dziesięciu dniach za dyktatury rybackiego Duce. Hen obficie stosuje metodę opowieści w opowieści, dzięki czemu nie tylko poznajemy klimat kilkudziesięciu lat przed rewolucją zarówno we Włoszech, jak i we Francji, ale też losy głównych bohaterów już po rewolcie. A wszystko w sosie fatalizmu:

– Solfatara to jest, miły panie, wulkan. Tak samo jak Wezuwiusz – tłumaczył. – Tyle że jest dużo mniejsza, niższa i dawno nie wybuchała – tłumaczył. – Ale widzisz pan, cały czas coś się pod spodem pichci. A one oba, te wulkany, gdzieś tam się muszą łączyć. Bo co je rozdziela? Neapol! Neapol stoi jakby na moście, pod którym przepływa rzeka buzującej lawy. To się w tym mieście czuje, przekonasz się pan.

No i Fortunato się przekonał. Boleśnie. Jednak wcale nie temat rewolucji jest tak fascynujący, a zwykłe, ponadczasowe, uniwersalne prawdy, jakie nasz dzielny dziennikarz (wynalazca takich gatunków jak reportaż, wywiad czy felieton!) poznaje w drodze od trudnego dzieciństwa u przybranych rodziców do smutnego końca. Relacje międzyludzkie, etapy fascynacji, miłości, zauroczenia, pożądania i porzucenia, to są przecież zupełnie uniwersalne, niezależne od czasu i szerokości geograficznej prawa rzucające nas od burty do burty. Do tego przepięknie, plastycznie zarysowane środowiska malarzy, muzyków, aktorów. Znowu: zupełnie uniwersalne. Kto nie zna takiego typu:

Otóż widzi mi się, że musi to mieć coś wspólnego z ową jego właściwością, która choćby dziś objawiła się moim oczom tak jaskrawo. Zawsze, jak go tyle lat znam, skłonny był przytakiwać, a nawet nadskakiwać każdemu, kto się wyróżniał pewnością swego. Mogłoby to wskazywać, iż jemu samemu tej pewności brakuje, jednak z drugiej strony umie on z łatwością dochodzić do konfidencji z tymi, którzy mu imponują, i być z nimi za pan brat. Nie widziałbym w tym wszystkim nic niepokojącego, gdyby Didier naprawdę znał się na ludziach. Niestety, często zdarzało mu się brać za wybityne osobistości figury całkiem mierne albo i wręcz spod ciemnej gwiazdy; przyklejał się wtedy do nich i pod ich wpływem zmieniał się prawie nie do poznania.

Uwierzysz, że to na temat renesansowego artysty, a nie współczesnego polityka? Na tym także polega przyjemność lektury „Solfatary”. To świetnie, z dbałością o detale atrakcyjnym językiem napisana powieść, która nie przejdzie do kanonu literatury współczesnej, ale zapewni na ładnych kilka wieczorów bardzo przyjemną podróż w czasie.

Maciej Hen "Solfatara"

Maciej Hen "Solfatara"
9.7

Język

10.0/10

Temat

10.0/10

Dialogi

9.0/10

Podobne wpisy

  • Jakub Poznański „Dziennik z łódzkiego getta”

    Dzisiaj, po blisko stu latach od wojny, w kwestii holokaustu mieszają nam się narracje, mity, fakty, opinie. Trudno nam uwierzyć, że to w ogóle miało miejsce. Obozy koncentracyjne dla młodych ludzi mają tyleż głębokie zakotwiczenie w rzeczywistości co piekło z obrazu Hieronima Boscha. Nieco łatwiej jest wyobrazić sobie kawał miasta wydzielonego, wykrojonego z przestrzeni wspólnej…

  • Najtrudniejsza lekcja

    Dzisiaj Europejczykom wydaje się, że o wojnach wiedzą wszystko: oglądają je przecież codziennie na swoich wielkich telewizorach z bardzo mądrymi tłumaczeniami wybitnych ekspertów. Taki też był Daniel Rye, dwudziestokilkulatek z Danii, który koniecznie chciał być fotografem i przeżyć przygodę życia. Spakował plecak i pojechał pierwszy raz w swoim życiu na Bliski Wschód bez znajomości realiów,…

  • Fascynująca opowieść o tle

    Ponad 20 milionów sprzedanych egzemplarzy powieści, którą tak trudno zaszufladkować. To musi budzić respekt. Wciąż podróżuję po bestellerach, a muszę przyznać, że dalej jestem ignorantem. Nie widziałem żadnego filmu opartego na twórczości Stiega Larssona, nawet więcej, kupując „The girl with the dragon tattoo” nic mi nie mówiło nawet nazwisko autora. W połowie lektury pobiegłem kupić…

  • Medyczne zbrodnie nazistów 

    Kiedy w ubiegłym roku ukazała się książka Krzysztofa Drozdowskiego zatytułowana „Medyczne zbrodnie nazistów”, myślami byłem w zupełnie innym aspekcie II wojny. Nasiąkałem wtedy losem łódzkich Żydów, co zaowocowało powieścią „Izaak”. Książkę Krzysztofa wówczas przeczytałem dość powierzchownie. Temat znam, nie krygując się, dość dobrze, ale i tak znalazłem wówczas sporo interesujących informacji i cytatów z niemieckich…

  • Historia na czerwono

    Podhalańskie podziemie niepodległościowe, czy szerzej – antyhitlerowskie – było ogromne. Walczyli tam wszyscy: ludowcy, komuniści i narodowcy. Walczył tam „Zawisza”, „Tatar”, „Ogień”. Alfons Filar wybrał jednak monochromatyczną, czerwoną wersję historii, w której jedyną znaczącą siłą była na pograniczu polsko-słowackim partyzantka radziecka. Autor „Za pasem broń. Z dziejów ruchu oporu na Podhalu” to znana postać. Jego…

  • Pierwsi byli chłopcy z Kwidzyna

    Przyjmuje się powszechnie, że II wojna światowa rozpoczęła się 1 września 1939 roku. Nie możemy jednak zapominać, że najwięcej ofiar niemiecki terror zebrał wśród dzieci i młodzieży, a pierwszymi, którzy zostali represjonowani byli młodzi, polscy mieszkańcy Kwidzyna leżącego w ówczesnych Prusach.  Po upadku Niemiec przypieczętowanym Traktatem Wersalskim na mapy wróciła niepodległa Rzeczpospolita. Nie wszystkim Polakom…