Deus Irae

Pierwsza w tym roku powieść i od razu coś tak dużego kalibru: Phillip K. Dick, na spółkę z Rogerem Zelaznym, w wyjątkowym traktacie teologicznym, osadzonym w świecie postapokaliptycznym.

Amerykanie podczas III wojny światowej wiedzieli, że nie mogą jej wygrać. Nikt nie mógł: równowaga sił była taka, że z wojny nikt nie mógł wyjść wygrany. Jeden człowiek, amerykański urzędnik, postanowił wykorzystać jedyną przewagę, jaką jego zdaniem mieli Amerykanie: sporą liczbę schronów i zakonserwowaną wiedzę. Uruchomił „opcję zero”, detonował nad Ziemią ładunek, który zniszczył prawie wszystko. Prawie, bo przeżyła niewielka część ludzi, zaczęli się rodzić „inni” – powstały nowe gatunki człekopodobne i zupełnie różne od homo sapiens.

W tym nowym świecie istnieją dwie religie. Stara jest wciąż wierna przekazom z Biblii, czci Jezusa Chrystusa. Ta religia jest w odwrocie, ma zdecydowanie mniej wyznawców. Dominuje kult Carletona Lufteufla, człowieka-boga, który wcisnął przycisk, a teraz jest czczony jako Bóg Gniewu.

Imperfectus, Tibor McMasters, genialny bezręki i beznogi malarz, dostaje zlecenie namalowania fresku przedstawiającego prawdziwe oblicze Boga Gniewu. Rusza więc swoim automatyzowanym wózkiem ciągnionym przez krowę na poszukiwanie Lufteufla, który rzekomo wciąż żyje.

Podobne wpisy