Hipnoza

Jest jeden, ale za to bardzo istotny, kluczowy powód, dla którego nie byłem fanem Krzysztofa Bochusa: nie znałem jego twórczości. W ogóle przez długi czas stroniłem od literatury rozrywkowej, szukając wielkich prawd w literaturze bardziej wyrafinowanej. Teraz znów potrafię czerpać ogromną przyjemność z czytania powieści, które mają proste, choć szalenie trudne do realizacji, aspiracje: porwać czytelnika do swojego świata, oczarować go realiami, a zaintrygowanego uwodzić i zwodzić aż do ostatniej strony. I taki właśnie jest Bochus!

?Hipnoza? dzieje się w Gdańsku na początku XIX wieku. Już na tym etapie kręciłem nosem: nie przepadam za tymi wszystkimi rażącymi cepelią opowieściami wciśniętymi w jakieś historyczne realia. Naprawdę, obojętnie czy jest to Wrocław, czy Bydgoszcz, uważam, że autor powinien mieć cholernie mocny powód, żeby wydziwiać z osadzaniem akcji w egzotycznych realiach. Bo umówmy się: okres francuskich rządów w Gdańsku jest dla dzisiejszego czytelnika taką samą egzotyką co obrzędowość Pigmejów. Przezwyciężyłem pierwsze dąsy, zacząłem czytać i nie mogłem przestać.

Oto w Gdańsku, który dopiero co przeszedł z pruskich rąk pod zarząd Francuzów, giną oficerowie. Są mordowani w iście rytualnych okolicznościach: co tydzień, konkretnego dnia tygodnia znajdowane są ofiary z odrąbanymi głowami, odciętymi uszami i wyciętym językiem. Francuska policja nie daje rady, więc zmusza do współpracy młodego Polaka, który trochę się zna na medycynie, bo jego ojciec jest lekarzem, a zarabia na życie prowadząc seanse hipnotyczne. Brzmi ciekawie?

Z okładki dowiadujemy się, że jest to ?rasowy kryminał noir?. I to prawda! Nie chodzi już nawet o samą fabułę, która jest generalnie nieodbiegająca od standardu gatunku: morderstwa, szpiedzy, upadłe damy i brawurowi kawalerowie, a na to wszystko nasz główny bohater, który ma umiejętność dedukcji i dar intuicji. Takich kryminałów jest pewnie sporo, choć i na tym już etapie ?Hipnoza? pewnie mocno by się wyróżniała konsekwencją budowania fabuły i zaskakującymi zwrotami akcji. Najlepsze jest jednak to, że Bochus naprawdę napisał kryminał noir!

?Hipnoza? jest świetnym przykładem literatury rozrywkowej, której nie zaszkodził ponury romans z bardziej ambitną siostrą: literaturą piękną pisaną wielką literą. Zostawmy już fabułę, która wydaje mi się ogromnie atrakcyjna, i na moment spójrzmy na to, jak ta powieść została napisana. Bochus bez żadnego krygowania się szlaja się po mrocznych rewirach, w których czuć jeszcze obecność bohaterów Chandlera, a sam Gdańsk momentami przypomina nieco Miasto Grzechu. Zawiedzie się jednak ten, kto będzie szukał prostych inspiracji i przeróbek, ?Hipnoza? jest świeżym, oryginalnym produktem, robionym na oczach czytelników. Chce się czytać, chciałoby się obejrzeć, bo to przecież gotowy pomysł na świetny film.

Podobne wpisy

  • |

    Cracked. Why psychiatry is doing more harm than good

    Czyżbyśmy byli świadkami początku upadku największego oszustwa współczesnej medycyny? Wszystko na to wskazuje. James Davies, brytyjski psychoanalityk pracujący m.in. dla NHS (odpowiednik polskiego NFZ) poświęcił mnóstwo czasu i pracy żeby metodycznie obnażyć dzisiejszą psychiatrię. Zrobił to na tyle skutecznie, że mnie przekonał. Polskiego czytelnika nie przekona, bo… wydana ponad rok temu książka nie została jeszcze…

  • Uległość po francusku

    Michel Houellebecq kojarzył mi się dotychczas z lekko skandalizującym, lekko lewicowym intelektualizmem. Dwa najmocniejsze skojarzenia, to pornografizujące „Cząstki elementarne” i nazwanie islamu „najgłupszą religią świata”. Dlatego jak mi przyjaciółka poleciła „Uległość”, wahałem się. Muszę ostatnio bardzo skrupulatnie dobierać lektury, bo czasu na nie mam bardzo mało. Uległem… i nie żałuję. Akcja „Uległości” toczy się we…

  • Mamroczenie o Bejrucie

    Przyznam, że nie przepadam za tego typu pisaniem: uwielbiam soczysty reportaż, lubię porządną analizę historyczną, polityczną, jakąkolwiek. Czasem mam apetyt na autobiografię. Połączenie tych składników wydało się mimo wszystko nie tak straszne jak teoretycznie powinno. Da się to przeczytać w kilka godzin, może nawet i warto, ale na pewno nie jest to konieczne dla zrozumienia…

  • Weterynarz wskakuje na szczyt

    Żeby napisać naprawdę dobrą powieść, trzeba spełnić trzy warunki: dysponować solidnym warsztatem, mieć wiedzę i pomysł. W „Altar of Eden” James Rollins udowodnił, że jest w literackiej ekstraklasie. Weterynarz polskiego pochodzenia od kilkunastu lat wydeptuje sobie ścieżkę na szczyt. „Altar of Eden” jest pierwszą jego powieścią, jaką przeczytałem. I na pewno nie ostatnią. Historia dzieje…

  • Dla urozmaicenia: golf

    Już prawie kończę moją długą podróż z Harlanem Cobenem. Prawie. Tym razem w ciągu dwóch wieczorów (i nocy…) połknąłem „Back Spin”. Było warto. Smakowało przyzwoicie, miało zaskakujące nuty, niestrawności nie zanotowano. „Back Spin” to część cyklu o Myronie Bolitarze. Dość nietypowa. Zwróciłeś uwagę, że piszę tak chyba przy każdej książce Cobena? Nieważne. Co więc różni…

  • Obóz w Smukale

    Długo czekaliśmy na tę książkę. Długo czekały setki ofiar, żeby świat poznał mroczną historię obozu, po którym dzisiaj praktycznie nie ma śladu. Warto było czekać? Kiedy w ubiegłym roku dr Mateusz Maleszka w murach bydgoskiego Instytutu Pamięci Narodowej mówił o przygotowaniach do wydania monografii obozu przesiedleńczego w Smukale, czuć było, że oczekiwania są ogromne. Dotychczas…