Mariusz Robert Stoppel
Zwykle publikuję notki o konkretnych książkach. Uważam zresztą, że są one jest samoistnymi, samodzielnymi utworami. To oznacza, że nie działa w ich przypadku „prawo serii” i „renomy”. Dobry autor może napisać słabą książkę, a miernocie może się trafić arcydzieło. W przypadku Mariusza Roberta Stoppla nie umiałem tak zrobić. Nie potrafiłem wziąć pojedynczej książki (czy płyty!) na stół i przyglądać się jej w oderwaniu od innych utworów autora. W tym samym czasie dostałem trzy książki i jedno przedsięwzięcie multimedialne autora, co sprawiło, że twórczość powstającą na przestrzeni kilku lat, poznawałem w jednocześnie.

Nie ukrywam, że mam problem z tą twórczością. Mariusz Robert Stoppel jest twórcą totalnym, nie uznaje granic gatunkowych ani nawet ograniczeń płynących ze środków wyrazu. Pisze poezje, prozę, słuchowiska, (bo przecież nie audiobooki!), gęsto ilustruje swoje książki obrazami i fotografiami, niepoślednią rolę w tej liryce gra muzyka. To jest mocny liryczny przekaz, konsekwentny, dosadny i wyrazisty. Stoppel wciąż prowadzi dialog ze światem, może nawet spór? Ma się wrażenie, że próbuje wyrąbać sobie liryczną siekierą właściwe miejsce. Czy robi w sposób przekonujący? Tak, mimo że nieustannie chowa się za kolejnymi pozami.
Poezje Stoppla, bo to mnie interesuje najbardziej, można podzielić z grubsza na trzy kategorie. Pierwszą stanowią obrazki, migawki z życia, zwłaszcza nocnego. Te znajdziemy głównie w tomie „The presja” (2015). Bohater liryczny zabiera nas w wyprawę do klubu „Kuźnia”, przechadzkę ulicami Mostową i Podgórną, usiądziemy razem z nim w kawiarni „Sowa” i w „Warzelni Piwa” na Wyspie Młyńskiej. Nie jest to oczywiście poezja „topograficzna”, każda lokacja mówi zdecydowanie coś więcej. Tym niemniej w mojej ocenie te właśnie wiersze mają najwięcej świeżości. Wnoszą do bydgoskiej literatury coś, czego w niej dotychczas nie było: nowe spojrzenie na rzeczywistość tak dobrze nam wszystkim znaną. Odrębną kategorią są wiersze sentymentalne, filozoficzne, egzystencjalne. Tu bohater chce nam opowiedzieć swoją nieoczywistą historię, osadzoną w wyjątkowej wrażliwości. Niestety obok metafor i myśli ciekawych, oryginalnych, zdarzają się konstrukcje i przesłania nieco już w poezji zużyte. Trzecią wreszcie kategorią byłyby wiersze oparte na zabiegach lingwistycznych, które – będę szczery – powodują u mnie złe emocje. W poezji nie znoszę infantylizmu i mentorskiego tonu, których to raf Stoppel skutecznie unika, ale także nadmiaru zachłyśnięć formalnych. A te, niestety, zwłaszcza w zbiorze „Nawias” (2018) przytłaczają mnie tak bardzo, że tracę oddech, bo przecież sam tytuł chyba sugeruje leitmotiv tomu oparty właśnie na takich fascynacjach. I rzeczywiście, ileż można kontemplować te wszystkie pozornie zabawne lub otwierające nie wiadomo jak szerokie przestrzenie semantyczne konstrukcje w stylu: „Żar(t)”, „(Za)duch”, „(Na)stroje”, „(Za)wieje”, „(Ś)luz” i tak dalej, i tym podobne? Rozumiem, a przynajmniej próbuję zrozumieć, gdy tego rodzaju zaskoczeniami zauroczeni są twórcy młodzi lub bardzo młodzi, ale Mariusz Robert Stoppel – niczego nie wypominając – jest literatem nie tylko wykształconym (to polonista!), ale i posiadającym dyplom ukończenia uczelni wydany już jakiś czas temu?
Bywają twórcy, nie tylko zresztą poeci, ale i filozofowie!, którzy w języku szukają ukrytych prawd. Inni są przekonani, że znaleźć je można tylko w świecie pozajęzykowym, a poezja służyć ma ich komunikowaniu. Jest to rzekomo niemożliwe w innej formie niż poezja, będąca wytrychem, tajemnymi drzwiami między rzeczywistością prawdziwą a językową. Jak jest w twórczości Stoppla? W „Wypisach z rodzinnego diariusza” (2017) poezji jest relatywnie niewiele, raptem dwanaście utworów dotykających dwunastu miesięcy. Są to liryki proste, nieprzeładowane metaforami, choć wydają się nieco przegadane – mimo czasem niewielkiej objętości. Bohater liryczny próbuje opisu rzeczywistości, niekoniecznie domagając się od siebie samego dotarcia do samego jądra bytu. Dwa lata starszy zbiór – „The presja”, z podtytułem „33 sceny z życia mężczyzny” – to także liryki dokumentujące pewien stan świata i ducha. Wiele z nich jest zbudowanych na fundamencie apostrofy do Innego, Drugiego, a może po prostu do alter ego bohatera lirycznego? Z rzadka pojawia się liczba mnoga lub pierwsza osoba. Wreszcie w „Nawiasie” mamy do czynienia z poezją już okrzepłą, nie szukającą opisu, choćby najbardziej adekwatnego, a zrozumienia.
Twórczość Mariusza Roberta Stoppla budzi we mnie mieszane emocje. Podziwiam jej rozmach formalny – od poezji, przez prozę, do form multimedialnych, doceniam szczerość, szanuję konsekwencję. Nie mogę jednak pozbyć się wrażenia, że bohater liryczny wciąż chowa się przed nami za fasadą języka, zgrabnych metafor i nieco przytłaczających natłokiem homonimów, a te emocje i konstatacje, które mogłyby mnie oczarować, są wciąż jeszcze niewypowiedziane. Tym niemniej bez wątpienia warto sięgnąć po tę twórczość, bo z rzadka dzisiaj spotyka się twórców korzystających z tak szerokiego wachlarza środków artystycznych.
Mariusz Robert Stoppel, „The presja”, Marilliusz Poems, Bydgoszcz 2015
Mariusz Robert Stoppel, „Wypisy z rodzinnego diarusza”, Marilliusz Poems, Bydgoszcz 2017
Mariusz Robert Stoppel, „Nawias”, Marilliusz Poems, Bydgoszcz 2018