|

W klatce z Goliatem

Nie jest mi łatwo pisać o książce Krzysztofa Pietrzaka „Niepokonany”. Nie tylko dlatego, że wiele wydarzeń przez niego opisywanych widziałem na własne oczy, byłem mniej czy bardziej zaangażowany. Mam problem z klasyfikacją tej książki. Ani to autobiografia, ani dokument. Najbliżej do prawie zapomnianego dzisiaj gatunku reportażu uczestniczącego. Tyle że Krzysztof nie ma za grosz autorskiego dystansu, bo jak mógłby mieć, skoro na szali była jego rodzina? Jedno jest pewne, to nie jest książka z gatunku lokalnej ciekawostki. Krzysztof odsłania kulisy funkcjonowania polskiego państwa – bo jego tartak mógłby stać wszędzie, w każdym polskim mieście i byłoby tak samo. O ile właścicielem byłby taki kozak jak Pietrzak. pietrzak

Zacznę od przykrych informacji. To nie jest książka dla purystów językowych i czytelników szukających wrażeń literackich. Ewidentnie autor się spieszył, zabrakło nie tylko redakcji, ale i zwykłej korekty. Literówki, poucinane zdania – to niestety haczy przy czytaniu. Tylko że Krzysztof nie chciał się mierzyć z Kapuścińskim, tylko wsadzić kij w mrowisko, wykrzyczeć całemu światu prosto w twarz, że król jest nagi. I zrobił to pierwszorzędnie.

Bydgoszczanie historię tartaku znają doskonale, ale w Polsce jest to wciąż jeszcze temat nieznany. W największym skrócie: tartak stał na terenie, który był przeznaczony pod drogę. Wiceprezydent Bydgoszczy, jak twierdzi właściciel, złożył korupcyjną ofertę, która została odrzucona. Od tego zaczęło się piekło Krzysztofa Pietrzaka i jego rodziny. Dziesiątki kontroli, włącznie z ABW, skandalicznie niska wycena, błędy formalne przy wywłaszczeniu (m.in. decyzje na działki nieżyjących już ludzi), wreszcie nielegalna i nieudolna egzekucja w trakcie której zniszczono lub zagubiono (!) mnóstwo drogich maszyn, unieważniona zresztą potem przez ministra. Przeciwko jednej rodzinie wytoczono wszystkie działa: urzędowe, medialne, hejterów. Wszystko na nic. Pietrzaków nie dało się złamać, nie dało się sprowokować. Łobuz, chłopak z tartaku poznał prawo na tyle, że wygrywa wszystko – legalnie, sądownie, administracyjnie. I zapewnia, że każdy kto podniósł rękę lub pieczątkę na jego rodzinę, odpowie osobiście, personalnie. W pełni zgodnie z prawem.

To historia na film. Ale póki go nie ma, polecam przeczytać „Niepokonanego”. W dystrybucji podziemnej, szukajcie grupy na FB „Niepokonany”.

Podobne wpisy

  • Naiwnie o naiwnych

    „Freshers” była jakimś wydarzeniem literackim głównie w Walii, choć chyba też w Anglii czytano tę powieść dość powszechnie. Historia trójki przyjaciół wyruszających z małego miasteczka na studia wciągnąć może jedynie nastolatki, a sex drugs rock’n’roll – zwłaszcza tak infantylnie opowiedziane – to zdecydowanie za mało, żeby kogokolwiek zachęcać do tej powiastki. Rzecz wygląda jakby była…

  • Panie gestap, panie gestap!

    Ciężkie czasy okupacji hitlerowskiej. W Warszawie niby wszystko działa po staremu: jeżdżą tramwaje, choć podzielone na lepszych i gorszych, motłoch, stado wyganiane czasem z pojazdu wprost do łapanki, i panów, nur fur deutsche. I takim właśnie tramwajem wracał z pracy, a właściwie z paru piw po pracy, chłopak z Woli. Antek był już na granicy…

  • Kartkówka z historii

    O historii można i należy pisać poważne naukowe rozprawy, oparte o dokumenty źródłowe, relacje świadków i dowody archeologiczne. Oczywiście takie uprawianie historii jest bardzo ważne, ale byłoby tragedią, gdyby przeszłość była domeną wyłącznie naukowców. A jeśli chcemy, by wiedza historyczna trafiła do „zwykłych” ludzi, nieprofesjonalistów, to muszą być ludzie, którzy będą potrafili bez najmniejszej szkody…

  • Harry i norwescy naziści

    Pierwsza moja przygoda z Jo Nesbo była średnio udana. Poznałem się co prawda z detektywem Harry Hole, ale czułem niedosyt. Po „The Redbreast” jestem kontent. Nesbo złapał mnie na haczyk. Tym razem znów pierwszoplanową postacią jest zmęczony życiem mistrz niesubordynacji i doskonałego warsztatu detektywistycznego Harry Hole. Zaczyna się do wizyty w Norwegii grubego gościa: prezydenta…

  • ?Bestia z Buchenwaldu? 

    Max Czornyj jest na polskim rynku pisarskim wyjątkowym autorem. Niekoniecznie dlatego, że jego talent przyćmiewa konkurencję, choć często tak jest. Czornyj wypracował sobie własny styl pierwszoosobowej narracji. Oczywiście w historii literatury nie on pierwszy tak pisze, ale właśnie on konsekwentnie opowiada historie złych i bardzo złych ludzi ich własnym językiem. Tym razem oddał scenę pani…

  • Kruchy lód

    Miałem ostatnio słabą passę. Postanowiłem poczytać polskich autorów kryminałów, powieści sensacyjnych, thrillerów – tego wszystkiego, co od dłuższego już czasu staje się powoli jednym gatunkiem nazywanym po prostu bestsellerami. Problem w tym, że chwilę wcześniej przeczytałem Kinga, Stephena Kinga. A potem Browna, Dana Browna. I okazało się, że o poprzeczkę porozbijały sobie głowy największe polskie…