|

Labirynt narodów i państw. Kim był Nietzsche?

Jedna z dłużej przeze mnie czytanych książek. Prawie rok, z doskoku, po kilka-kilkanaście stron czytana rzecz nie dlatego, że nudna czy męcząca, po prostu nie przywykłem do tak skrupulatnej pracy badawczej jaką wykonał Miłosz Sosnowski. „Badania nad rodowodem i tożsamością narodową Fryderyka Nietzschego w świetle źródeł literackich, biograficznych i genealogicznych” już samym tytułem mogą przytłoczyć. I faktycznie trochę tak jest.Zrzut ekranu 2020-04-30 o 20.44.33

Autor tej rozprawy doktorskiej w istocie szukając prawdziwej tożsamości Fryderyka Nietzschego zszedł do głębokich mroków historii. Skąd ten upór? Dwudziestowieczne źródła – jedno mówiące o zdecydowanym, bo przecież deklarowanym!, polskim pochodzeniu i drugie o jednoznacznie niemieckich, rasowych korzeniach filozofa – były przesiąknięte ideologią, a nie pociągiem do wiedzy. To wszystko musiał nadrobić Sosnowski sam. I zrobił to w brawurowym stylu odnajdując szesnastowieczne dokumenty zawierające nazwę miejscowości Niczk (Nyczk) i równie stare – najstarsze odnalezione zapisy nazwisk Niczki/Nyczky z 1521 roku.

Czy dzisiaj ma dla nas jakiekolwiek znaczenie, jakiej narodowości tak naprawdę był Nietzsche? Czy to nie jest trochę fanaberia pasjonata historii? Jeśli nawet, to jest podana w przepysznym stylu. A moim zdaniem postać bez wątpienia jednego z najważniejszych filozofów dwudziestego wieku zasługuje na wciąż świeże odkrywanie, odczytywanie, rekonstruowanie. Jego stosunek do Niemców, do Polaków, do Francuzów – wszystko to sprawia, że lepiej, inaczej, pełniej jesteśmy w stanie zrozumieć nie tylko dzieła Nietzschego, ale i czasy, w których tworzył, a potem w których toczył się tak zażarty spór o jego tożsamość narodową. Mimo że przecież kochał Szopena i polską duszę uważał za swoją, nie znał co prawda języka, ale co tam język. Liczy się dusza!

Odkrycia Sosnowskiego nie zadowolą pewnie nikogo, bo w tej pracy nie ma jasnych odpowiedzi. I dlatego tak wartościowe są te „Badania”.

Podobne wpisy

  • |

    Chłopcy z Rzeczypospolitej Kwidzyńskiej

    Władysław Gębik opowiedział historię, którą rzadko można usłyszeć. Kiedy po odzyskaniu przez Polskę niepodległości ogromna część kraju cieszyła się z wolności, wciąż poza granicami Rzeczpospolitej było wielu Polaków. Niektórzy byli tak blisko, jak chłopcy z Kwidzyna, którzy zapłacili za to ogromną cenę. Kwidzyn był wówczas w Prusach Wschodnich, gdzie bezustannie prowadzona była akcja germanizacyjna. Tymczasem…

  • Chłopiec, który chciał być wiatrem

    Znam Julię. Obiecywała mi tę książkę od paru miesięcy, ale dostałem ją do rąk dzisiaj. Przeczytałem. Popłakałem się. Przeczytałem jeszcze raz. Tata Krzysia zmarł, kiedy ten miał kilka lat. W chwili pisania książki – wspólnie, ale to Krzyś opowiada – chłopiec jest dziesięciolatkiem. Niesamowicie mądrym, wrażliwym, pogodzonym ze sobą i światem chłopcem. Gdy odszedł tata…

  • Moi współcześni. Wśród swoich 

    Stanisław Przybyszewski był legendą za życia i „Życia”, które prowadził raptem niecałe dwa lata. Młoda Polska dzisiaj wydaje nam się w miarę sensownym terminem porządkującym to, co działo się w rodzimej literaturze przełomu wieków, ale sam Przybyszewski gorąco protestował przeciwko etykietowaniu całego pokolenia.  Pierwszy tom „Moich współczesnych” Przybyszewski poświęcił twórcom, wśród których się obracał na…

  • Deus Irae

    Pierwsza w tym roku powieść i od razu coś tak dużego kalibru: Phillip K. Dick, na spółkę z Rogerem Zelaznym, w wyjątkowym traktacie teologicznym, osadzonym w świecie postapokaliptycznym. Amerykanie podczas III wojny światowej wiedzieli, że nie mogą jej wygrać. Nikt nie mógł: równowaga sił była taka, że z wojny nikt nie mógł wyjść wygrany. Jeden…

  • Redaktor 007 i Gang Olsena

    Zachwytów nad ostatnią częścią trylogii Stiga Larssona nie było końca. Że „The girl who kicked the hornets’ nets” to  najlepsza powieść z cyklu, że najlepiej napisana, wciągająca i z niemal baśniowym przesłaniem: Dobro zwycięża, jednostka może wygrać w starciu z wszechwładnymi siłami Złego, choćby oznaczały one najtajniejsze służby i sam rząd. No ba, pewnie że…

  • Na dobitkę

    Może i Dan Brown to pisarz średniej marki wśród znawców literatury, trudno. Ja ostatnio z głową pełną własnego pisania, egzystencjalnych pytań i walki z poustawianymi przed laty przeze mnie samego wiatrakami, z największą przyjemnością oddaję się tej – nie ukrywam – nieco bezmyślnej rozrywce. Bo właściwie dlaczego książka miałaby zawsze być alternatywą dla malarstwa czy…