Taniec śmierci

Choroby fascynują. Nie pod względem medycznym (albo – nie tylko pod tym kątem), ale jako zjawiska kulturowe, gospodarcze, socjologiczne, religijne. Pojedynczy przypadek to temat dla lekarza, ale epidemia to już większy temat. Jedną z ofiar tej niezdrowej, ale jakże ciekawej fascynacji zarazami jest John Aberth, autor świetnej książki „Spektakle masowej śmierci”.352x500

Aberth zastanawia się, jak ludzkość sobie poradziła, albo nie poradziła, z takimi chorobami jak dżuma, ospa prawdziwa, gruźlica, cholera, grypa i AIDS. Niektóre z nich spustoszyły pół świata, inne doprowadziły do zagłady całe cywilizacje i zapomniane dzisiaj narody. W jak różny sposób podchodzono do dżumy w zależności od wyznawanej religii, kultury. Ile czasu zajęło ludziom uświadomienie sobie czym w ogóle jest dżuma: indywidualną choć masową karą za grzechy, czy zarazą, która nie wybiera ofiar? To jest naprawdę fascynująca podróż po kontynentach i religiach w pogoni za śmiercią i cierpieniem wywoływanymi przez zarazy.

Na pewno nie ułatwia lektury dość drobiazgowy opis medyczny, historyczny i setki przypisów (na szczęście są na końcu książki), ale warto przejść te kilkaset stron za rękę z kimś, kto o chorobach wydaje się, że wie prawie wszystko. Autor nie jest dogmatykiem. Nie podaje ani konkretnych przyczyn, ani rozwiązań. Nie wyrokuje skąd się wziął wirus HIV, ani czy ospa naprawdę była jedyną przyczyną zagłady Indian (w końcu ich bóg przegrał z naszym i to nasz się na nich zemścił). Oczywiście pisze o kwestii niedożywienia, higieny, jakości opieki medycznej, szczepieniach, ale robi to z naukową bezstronnością. Jak wtedy, kiedy pisze o szczepionce BCG na gruźlicę: „Jednak do dziś, po blisko stu latach prób, eksperci medyczni wciąż prowadzą poważną dyskusję, czy BCG faktycznie uodparnia przeciwko gruźlicy; niektórzy twierdzą, że szczepionka ta przynosi więcej szkody niż pożytku i utrudnia rozpoznanie, czy pacjent cierpi na czynną, czy też utajoną postać choroby?”

Z wszystkich sześciu opisywanych przez autora chorób dzisiaj mamy tak naprawdę do czynienia z jedną: AIDS. I znowu, uczciwie Aberth przytacza hipotezy zgoła dziwacznej natury, jak te mówiące o pozaziemskim pochodzeniu fascynującego wirusa HIV. A rzeczywiście jest on czymś tak fascynującym, jak i przerażającym: błyskawicznie mutujący się, zagnieżdżony w ciele ofiary przez wiele lat zanim zaatakuje. Jedną z takich dysydenckich teorii jest twierdzenie profesora Petera Duesberga, który twierdzi, że HIV nie powoduje AIDS: „HIV jest nieszkodliwym pasożytem w organizmach ofiar, a AIDS wywoływany jest przez związane ze stylem życia stresory, takie jak uboga dieta, okazjonalne zażywanie narkotyków, a nawet same terapie antyretrowirusowe”. Można by tę teorię zamknąć w szufladzie obok tezy o kosmitach, którzy zrzucili HIV na Afrykę, gdyby nie to, że ma ona bardzo poważnych zwolenników, takich jak m.in. laureat Nagrody Nobla z chemii Kary Mullins czy belgijski profesor Etienne de Harven.

Ogólne przesłanie książki jest ambiwalentne. Z jednej strony, mimo tych wszystkich plag, zaraz i epidemii, jako gatunek przetrwaliśmy. Mało tego: większość z nich przestała nam zagrażać (choć na samym wstępie książki Aberth przytacza przykład amerykańskiego małżeństwa, które zachorowało na dżumę w ostatnich latach). Z drugiej jednak strony, jako ludzkość jesteśmy całkowicie bezbronni, tak samo jak byliśmy w czasach pierwszych epidemii dżumy. Nie rozumiemy do końca wirusów, nie potrafimy się przed nimi bronić tak szybko, jak tego wymaga sytuacja. Przed wiekami, kiedy mobilność ludzka opierała się prawie wyłącznie na wyprawach wojennych lub karawanach kupieckich, czas rozprzestrzeniania się epidemii był relatywnie długi. Dzisiaj, kiedy ludzie praktycznie masowo podróżują na setki i tysiące kilometrów każdego dnia, nowa dżuma może w ciągu kilkudziesięciu godzin dotrzeć do każdego zakątka Ziemi. I będziemy mieli takie same dylematy jak przed wiekami: czy to kara za grzechy, broń biologiczna, czy może po prostu planeta chce się pozbyć pasożyta, który ją kąsa bez litości?

Podobne wpisy

  • Debiut mistrza

    Wydana w 1990 roku powieść Harlana Cobena „Play Dead” była jego debiutem. Otworzyła mu drzwi do świata bestsellerów, choć po latach Coben mówi o tej książce z pewnym zażenowaniem. Czy słusznie? W wywiadzie z okazji wznowienia „Play Dead” po 15 latach od premiery, Coben powiedział o tej powieści: My goal here was to write the…

  • Czystość i zmaza

    Mary Douglas napisała wiele książek dotykających antropologii. Jej rozważania na temat podstaw ludzkiej tożsamości i zasad na jakich wchodzimy w relacje ze światem były i wciąż są bardzo inspirujące. W serii „Biblioteka myśli współczesnej” ukazało się właśnie wydanie drugie poprawione fundamentalnej rozprawy zmarłej już blisko 20 lat temu autorki.  „Czystość i zmaza” to niesamowicie świeży,…

  • Ta rewolucja zjada wszystkie dzieci

    Komuniści już dawno doszli do wniosku, że rewolucji nie da się wygrać z karabinem w ręku, tylko z piórem. Nie chodzi bowiem o to, żeby obalać królów i carów, bo na ich miejsce przyjdą towarzysze jeszcze bardziej królewscy i carscy. Chodzi o to, żeby zniszczyć rodzinę, zniszczyć fundament społeczeństwa, a wówczas nowy człowiek powstanie sam,…

  • Strzelanina w cieniu Watykańskich tajemnic

    Wciąż nie mogę się wygrzebać z fascynującej podróży po kiepskich bestsellerach. Tym razem padło na Jamesa Beckera i jego „The lost testament”. W Kairze podczas wyburzania, w piwnicznym sejfie robotnicy znajdują tajemniczy manuskrypt. Okazuje się, że można go odczytać wyłącznie przy użyciu najnowszej techniki – ultrafioletu i zaawansowanych komputerowo sztuczek. Zaczynają ginąć w brutalny sposób…

  • Mścicielka

    Ostatnio żaliłem się, że mam przesyt kryminałem, sensacją, thrillerem. Jak mówią, czym się strułeś, tym się lecz. Wziąłem więc do ręki ?Mścicielkę? Pauliny Olczyk. Rzeczywiście: lekkostrawna opowieść o dziewczynie z bidula, która bierze sprawy w swoje ręce, dała radę odpędzić złe emocje.  W każdym z nas jest głęboko ukryta potrzeba sprawiedliwości, choćby w takim najbrutalniejszym…

  • Rzecz o beznadziei

    W Polsce na chorobach się zwyczajnie zarabia: robią to koncerny, robi to państwo, robią to lekarze. Oczywiście pacjent, który jest poniżany, poniewierany, lekceważony za wszystko obarcza odpowiedzialnością tego, kogo może złapać za rękę: lekarza. Paweł Reszka przygotowując się do napisania książki „Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy” poznał szpital od środka. Zatrudnił się jako sanitariusz….