Średniowieczna Bydgoszcz i awantura z relikwiami w tle

Bydgoszcz nie miała dotychczas szczęścia do literatury. Byli i są oczywiście doskonali pisarze w tym mieście, żeby wspomnieć choćby Wiktora Żwikiewicza czy Krzysztofa Derdowskiego, ale jako miejsce akcji, zwłaszcza dziejącej się wcześniej niż w XX wieku, Bydgoszcz była dotychczas praktycznie białą plamą. Jarosław Klonowski w powieści „Tajemnica świętego Wormiusa” nadrabia to zaniedbanie i umieszcza znaczącą część akcji swojej historii właśnie w tym mieście. 

Tytułowy Wormius miał być świętym – i to prawdziwym świętym, takim, któremu za życia towarzyszyły liczne cuda. Zresztą jego relikwie, rozczłonkowane ciało, również miały mieć cudowne działanie. O ile oczywiście naprawdę istniały, bo co do tego bohaterowie mają liczne zastrzeżenia i wątpliwości. Nie są to bohaterowie tuzinkowi, bo głównym jest Alfred Ostenwald, którego na Kujawy przysyła sam papież. Wskutek różnych wydarzeń jego towarzyszami w przygodach zostaje para barwnych łotrzyków płci obojga, a przeciwko sobie mają… tak właściwie to nie wiadomo kogo, bo i Krzyżaków, i wojaków lokalnego bonza Kościeleckiego, i samego Diabła, którego imię brzmi bydgoszczanom bardzo znajomo – Węgliszka. 

Czy to jest dobra powieść? Bądźmy szczerzy: do historii literatury to nie przejdzie, ale czyta się bardzo dobrze. Przynajmniej do czasu, bo pod koniec powieści odniosłem wrażenie, że przestała ona autora bawić. Szkoda, bo potencjał był doskonały, ale powtórzę: nie ma dramatu, czyta się naprawdę świetnie! 

Część bohaterów pojawia się także w innych powieściach Klonowskiego: „Miriam” i „Ognie świętego Wita”. Nie rzucę się na poszukiwanie tych tytułów, ale jeśli wpadną mi ręce, na pewno z przyjemnością przeczytam. 

Podobne wpisy

  • Templariusze bez sensu

    Paul Christopher jest autorem tłumaczonym na kilkanaście języków, sprzedał parę milionów książek. Jego 'The Templar conspiracy’ zapowiada tytułem więcej, niż faktycznie oferuje. Ale jak ktoś lubi komiksowe opowieści: polecam. Historia zaczyna się banalnie. Mężczyzna wchodzi w wigilię na dach rzymskiego budynku, je kanapkę z jajkiem (!), robi sobie drzemkę, włącza przenośne radio, wyjmuje snajperski karabin…

  • Gęsty Kisiel

    Dzisiaj do Stefana Kisielewskiego przyznają się chyba wszyscy. Pamiętam, kiedy był ikoną środowisk „korwinowskich”, nawet bez grama zrozumienia – trzeba było twierdzić, że był on geniuszem 🙂 „Rzeczy najmniejsze” to zbiorek aforyzmów, myśli, zdań, zaczepek intelektualnych Kisiela. Pozornie do przeczytania w jeden wieczór. Faktycznie do przemyśleń na długie miesiące. Moje ulubione: „Ten, kogo nigdy nie…

  • |

    Igłą między oczy!

    Z koperty wypadła książka. Nie znałem człowieka, myślałem chwilę, że to fejk. Krzysztof Koziołek. „Nie pozwól mi umrzeć”. Nie spojrzałem na załączony list, nie czytałem obwoluty. Jak pies Pawłowa zabrałem do domu przeczytałem pierwszych kilka stron zanim nalałem sobie wina i rozsiadłem się wygodnie. Napisałem do autora następnego dnia krótki mail zaczynający się mniej więcej…

  • Medyczne zbrodnie nazistów 

    Kiedy w ubiegłym roku ukazała się książka Krzysztofa Drozdowskiego zatytułowana „Medyczne zbrodnie nazistów”, myślami byłem w zupełnie innym aspekcie II wojny. Nasiąkałem wtedy losem łódzkich Żydów, co zaowocowało powieścią „Izaak”. Książkę Krzysztofa wówczas przeczytałem dość powierzchownie. Temat znam, nie krygując się, dość dobrze, ale i tak znalazłem wówczas sporo interesujących informacji i cytatów z niemieckich…

  • Myszka kontratakuje

    Drugi tom trylogii Stiga Larssona uświadomił mi, jakie pokłady autoironii potrafią się kryć w popularnej literaturze. „The girl who played with fire” zaczyna się krótko po tym, kiedy kończy się „The girl with dragon tattoo„. Tylko że bohaterowie jacyś inni, choć ci sami. Dzielny redaktor Blomkvist, który w pierwszym tomie był pozbawionym odporności na damskie…

  • Kamień tunguski 

    Znowu Bochus i znowu wyborna zabawa, pełna przygód i mniej czy bardziej spodziewanych zwrotów akcji misja do wykonania. Można powiedzieć, że powieści Krzysztofa Bochusa to odgrzewanie kotletów, ale przecież na tym polega przepis na sukces: wciskamy w gorset gatunku własnego bohatera, doprawiamy oryginalnym zbiorem smaków i smaczków, a następnie patrzymy, jak powstaje przebój. I Bochus…