Sport na czerwono 

Sławek Wojciechowski jest kibicem, jakich mało. Nie chodzi o to, że napisał monumentalną historię przedwojennej Polonii Bydgoszcz, ale o to, że potrafi spojrzeć na swój klub bez różowych okularów. „Gwardziści. Sport Milicji i Bezpieki w Bydgoszczy w latach 1945-1990” to opowieść o tym, co komuniści zrobili z zacnym polskim klubem. 

Dla mnie, rocznik 75, Polonia kojarzyła się wyłącznie z milicyjnymi kacykami. Przyzwoici ludzie nie chodzili na ulicę Sportową, tylko kibicowali wojskowemu Zawiszy. Za komuny w Bydgoszczy nie było innych klubów, niż wojskowe lub milicyjne. Polonia samą nazwą i biało-czerwonymi barwami sugerowała, że zanim komuniści ją zbezcześcili była godna szacunku. 

Po książce „Zapomniane pokolenie. Polonia Bydgoszcz 1920-1949” można było się spodziewać, że kolejna książka Sławka Wojciechowskiego będzie równie dobrze napisana tak pod względem językowym, jak i merytorycznym. Autor umie zachować moim zdaniem doskonałą równowagę między jakością naukową i oczekiwaniami czytelników, którzy docenią potoczysty styl opowieści. „Gwardziści” to nie jest książka hermetyczna, to nie jest akademicki wywód dający uciechę wyłącznie autorowi. To pięknie opowiedziana historia o złych czasach, kiedy źli ludzie używali wszystkich dostępnych im narzędzi, żeby pomalować świat na czerwono. 

Na osobny komentarz zasługuje kwestia edytorska. Podobnie jak „Zapomniane pokolenie”, także „Gwardziści” to dzieło sztuki edytorskiej. Twarda okładka, elegancki i funkcjonalny skład tekstu, liczne ilustracje, a nawet gustowny papier – wszystko to sprawia, że tę książkę chce się trzymać w ręku, chce się czytać. W zalewie książek wydawanych byle jak, książka Wojciechowskiego to perełka. 

Gorąco zachęcam do lektury nie tylko kibiców, nie tylko bydgoszczan, ale każdego, kto chciałby poczytać o tym, z jaką zaciekłością komuniści walczyli z polskością także w sporcie. 

Podobne wpisy

  • Nieudana próba zrozumienia

    Przyznaję bez bicia: chciałem zrozumieć oszałamiający liczbą sprzedawanych egzemplarzy fenomen literatury ocierającej się (nomen omen) o pornografię. Jako że pod ręką była bodaj fundamentalna dla tego gatunku Suzanne Portnoy, spróbowałem „The Butcher, the Baker, the Candlestick Maker”. Naprawdę rzadko mi się zdarza nie doczytać czegoś do końca, do ostatniej kropki. Nawet jeśli jest to bardzo…

  • Myszka kontratakuje

    Drugi tom trylogii Stiga Larssona uświadomił mi, jakie pokłady autoironii potrafią się kryć w popularnej literaturze. „The girl who played with fire” zaczyna się krótko po tym, kiedy kończy się „The girl with dragon tattoo„. Tylko że bohaterowie jacyś inni, choć ci sami. Dzielny redaktor Blomkvist, który w pierwszym tomie był pozbawionym odporności na damskie…

  • Fałszywa hrabina 

    Gdyby ktoś pisał powieść i wymyślił, że główną bohaterką będzie polską Żydówką, która przez kilka lat udaje hrabinę i wodzi za nos niemieckich panów życia i śmierci z Majdanka, krytycy by go zjedli. Zarzut kompletnie nieprawdopodobnej konstrukcji bohaterki byłby z pewnością najlżejszy. A gdyby jeszcze ta rzekoma hrabina była genialną matematyczką i fizycznie wyrwała z…

  • Ostatni list pastora Amesa

    Pastor Ames ma siedemdziesiąt siedem lat, młodziutką żonę, sześcioletniego syna i umiera. Żeby zostawić po sobie ślad w duszy i umyśle dziecka pisze do niego list. Długi list, który Marilynne Robinson zatytułowała „Gilead”, od nazwy mieściny w której wszystko się dzieje i za który dostała nagrodę Pulitzera. Całkowicie zasłużenie.  To genialna, choć naprawdę niełatwa opowieść….

  • |

    Drzewo życzeń

    Książki dla dzieci bywają infantylne, żeby nie powiedzieć wprost: głupawe. Czasem są piękne, ale puste. Rzadko się zdarza coś tak mocnego, dobrego, pięknego i mądrego zarazem jak ?Drzewo życzeń? Katarzyny Applegate.  Książka ta jest światowym bestsellerem. Kiedy widzę tego rodzaju ?rekomendację?, staram się trzymać od tytułu z daleka. Jeśli coś podoba się milionom czytelników, musi…

  • Częściowo świetna powieść

    Wydana w 2007 roku powieść „The Bone Garden” to – naprawdę przykro mi to mówić – jeden z najsłabszych tytułów w dorobku Tess Gerritsen. A szkoda, naprawdę szkoda, bo mogła to być świetna powieść. Chyba pierwszy raz Gerritsen użyła dwóch czasów powieściowych: teraźniejszości i pierwszej połowy XIX wieku. Nic odkrywczego, prawda? Po błyskotliwym cyklu Kate…