Schronisko, które przestało istnieć

Z reguły nie piszę źle o książkach. Wychodzę z założenia, że lepiej jest pisać albo pozytywnie, albo wcale. Bo jakie dobro powstaje z krytykowania książek? Dla mnie to strata czasu, a dla autora przykrość. Czasem jednak nie mogę przejść obojętnie, bo skoro kilka godzin mojego życia poszło w piach, to chciałbym tego oszczędzić innym.

„Schronisko, które przestało istnieć” to debiutancka powieść zakochanego w górach dentysty, Sławka Gortycha. Autor oczarował tysiące czytelników, którzy przyznali tej książce tytuł „debiutu roku” na portalu lubimyczytac.pl. Cholera, pomyślałem, to musi być dobre. A przynajmniej ciekawe.

Kupiłem, podreptałem do domu i zacząłem czytać. Pierwsze kilkanaście stron czyta się z przyjemnością porównywalną do lektury instrukcji obsługi pralki. Akcja jest tam wartka niczym relacja ze spotkań towarzyskich polskiej reprezentacji w piłkę kopaną. Byłem przekonany, że później się rozkręci, bo przecież to jest kryminał. Można ten gatunek lubić lub nie, ale przecież jego istotą są zagadki, zaskakujące zwroty akcji, napięcie, które nie pozwala czytelnikowi oderwać się od lektury. Może i tak, ale nie w tym przypadku. Tutaj mamy kilkadziesiąt stron czegoś, co Kant mógłby nazwać „prolegomeną do wszelkiej maści przyszłej literatury”. Jest to zresztą pisane z podobną lekkością pióra, z jakiej słynął królewiecki myśliciel.

Panie Sławku, pan się nie boi! – chciałoby się zakrzyknąć. – Panie Sławku, niech Pan kogoś wreszcie zabije, bo czytelnik zasypia! – lampki ostrzegawcze powinny wyć co najmniej od kilkunastej strony „Schroniska”. Niestety. Poprzepalane. Spalone gary, jak mówiły dzieciaki za moich czasów.

Nie dałem rady. Jeszcze fabułę i opisy przyrody ewidentnie inspirowane lekturami szkolnymi z lat 80. jakoś bym może zdzierżył, ale pokonały mnie dialogi. Próbowałem czytać je w myślach głosami aktorów kabaretowych, satyryków – przedrzeźniaczy, ale to nic nie dało. Z tego drewna nie dało się wystrugać absolutnie nic. Poddałem się nieco po przeczytaniu połowy książki, co zdarzyło mi się może trzeci raz w życiu.

Czuję teraz złość, rozczarowanie, żal po straconych kilku godzinach. Szukając pozytywów, kto mógłby znaleźć jakąś przyjemność w lekturze „Schroniska”? Może ci, którzy są ślepo zakochani w górach? Na pewno odradzam tym czytelnikom, którzy zainspirowani opisem na okładce szukają ciekawych wątków historycznych: zawiedziecie się srogo.

Podobne wpisy

  • Pierwsi byli chłopcy z Kwidzyna

    Przyjmuje się powszechnie, że II wojna światowa rozpoczęła się 1 września 1939 roku. Nie możemy jednak zapominać, że najwięcej ofiar niemiecki terror zebrał wśród dzieci i młodzieży, a pierwszymi, którzy zostali represjonowani byli młodzi, polscy mieszkańcy Kwidzyna leżącego w ówczesnych Prusach.  Po upadku Niemiec przypieczętowanym Traktatem Wersalskim na mapy wróciła niepodległa Rzeczpospolita. Nie wszystkim Polakom…

  • Mistrz przestrzeni

    „Oblicza Wód” Roberta Silverberga to powieść wyjątkowa. Trudno ją zakwalifikować do science fiction, nie jest to fantasy. W moim przekonaniu najbliżej jej do fantastycznego traktatu etycznego, choć to określenie kompletnie nie oddaje sensu książki. Na obwolucie mówi do nas Isaac Asimov: „Tam, gdzie Robert Silverberg jest dzisiaj, science fiction dojdzie dopiero w przyszłości”. Dodam tylko,…

  • ?Bestia z Buchenwaldu? 

    Max Czornyj jest na polskim rynku pisarskim wyjątkowym autorem. Niekoniecznie dlatego, że jego talent przyćmiewa konkurencję, choć często tak jest. Czornyj wypracował sobie własny styl pierwszoosobowej narracji. Oczywiście w historii literatury nie on pierwszy tak pisze, ale właśnie on konsekwentnie opowiada historie złych i bardzo złych ludzi ich własnym językiem. Tym razem oddał scenę pani…

  • |

    Drzewo życzeń

    Książki dla dzieci bywają infantylne, żeby nie powiedzieć wprost: głupawe. Czasem są piękne, ale puste. Rzadko się zdarza coś tak mocnego, dobrego, pięknego i mądrego zarazem jak ?Drzewo życzeń? Katarzyny Applegate.  Książka ta jest światowym bestsellerem. Kiedy widzę tego rodzaju ?rekomendację?, staram się trzymać od tytułu z daleka. Jeśli coś podoba się milionom czytelników, musi…

  • Małolata, która nas zmieniła

    Pamiętam, że w licealnych czasach lektura „Szklanego klosza” to była obowiązkowe przeżycie pewnego rodzaju osób. Nie wiem czym się wyróżnialiśmy, ale z całą pewnością było to coś z kategorii masochistycznego totemu. Sylwia Plath, The Cure, Bauhaus, Dead Can Dance. Jakiś parszywy kanon ludzi szukających czegoś na drugim końcu tęczy. Po naprawdę wielu latach wróciłem do…

  • Tajemnice XX wieku 

    Krzysztofa Bochusa znam z prozy, którą lubię, z przyjemnością czytam i uważam, za jedną z ciekawszych na polskim rynku wydawniczym. Po książkę ?Tajemnice XX wieku. Ludzie, sensacje, wydarzenia? sięgnąłem z dużą rezerwą. Nie jestem fanem tego rodzaju kompilacji tekstów publicystycznych.  Bochus zebrał w jednym tomie kilkanaście artykułów dotyczących różnych tematów, osób i wydarzeń, których wspólnym…