Teraz czekaj na zeszły rok

Philip K. Dick powinien być na receptę. Nie wiem, kto podjął decyzję, żeby jego powieści tak po prostu leżały na półkach i były dostępne dla każdego, nawet dla niepełnoletnich. Przecież one szybciej i trwalej zmieniają świadomość niż popularne narkotyki!

„Teraz czekaj na zeszły rok” to opowieść o czasie, odpowiedzialności i o relatywizmie. Zabrzmiało nieco sztywno, ale niech Was nie zwiedzie moja nieporadność. Próba opisu w kilku zdaniach uniwersum stworzonego przez Dicka z punktu wydaje się skazana na porażkę. Uczniów w szkole pytam zazwyczaj o podstawowe sprawy: gdzie się dzieje akcja, kiedy, jaki jest główny wątek, kim jest główny bohater? W przypadku tej powieści miałbym problem z odpowiedziami.

Bo o czym jest fabuła? W przyszłości Ziemia została uwikłana w konflikt między dwiema rasami, stanęliśmy po stronie jednej z nich i okazuje się, że nie była to dobra decyzja. Przywódcą Terran, Ziemian jest sekretarz generalny ONZ, który albo jest hipochondrykiem, albo wyjątkowym empatą, biorącym na siebie choroby innych ludzi. Człowiek ten potrafi podczas trudnych negocjacji z partnerem z kosmosu? umrzeć, żeby nie musieć podejmować trudnych decyzji. Bohaterem, który wydaje się wiodący, jest lekarz zajmujący się wszczepami narządów, który wskutek zbiegu okoliczności zostaje głównym medykiem przywódcy Ziemian. Ale czy głównym bohaterem nie jest przypadkiem JJ-180, narkotyk umożliwiający podróże w czasie? I dokąd te narkotyczne tripy wiodą? Czy do światów rzeczywistych, czy może alternatywnych, równoległych? I wreszcie: który jest prawdziwy, o ile w ogóle ten termin jeszcze coś znaczy?

„Teraz czekaj na zeszły rok” jest bardzo mądrą wyprawą wgłąb mechanizmów ludzkiego poznania, a przecież tak naprawdę niczego innego nie ma sensu badać. Bardzo lekka na płaszczyźnie fabularnej i zarazem niesamowicie głęboka filozoficznie powieść, która zostaje z czytelnikiem na długo. Na zawsze?

Podobne wpisy

  • Myszka kontratakuje

    Drugi tom trylogii Stiga Larssona uświadomił mi, jakie pokłady autoironii potrafią się kryć w popularnej literaturze. „The girl who played with fire” zaczyna się krótko po tym, kiedy kończy się „The girl with dragon tattoo„. Tylko że bohaterowie jacyś inni, choć ci sami. Dzielny redaktor Blomkvist, który w pierwszym tomie był pozbawionym odporności na damskie…

  • Dzisiaj takich analiz już nie ma…

    Fundacja Będziem Polakami wydaje serię książek pod hasłem „Ojcowie Wolności”, to przedruki przedwojennych dzieł m.in. Romana Rybarskiego, Wincentego Witosa, Romana Dmowskiego z przedmowami dzisiejszych „odpowiedników” – Kosiniaka-Kamysza, Korwin-Mikkego itd. Seria cieszy się powodzeniem, ale kompletnie nieadekwatnym do tego, jaką uwagą cieszyła się międzywojenna myśl polityczna u komunistów. Zarówno na płaszczyźnie naukowej, jak i popularno-naukowej, towarzysze…

  • Musiało się stać. Musiało.

    „Under the knife” Tess Gerritsen (nie mam zdrowia sprawdzić jak to wyszło po polsku) to koszmarek. Musi jej się śnić, chyba że sprzedała tego mnóstwo 😉 Kate jest lekarzem obecnym przy prostej operacji dziewczyny, która pracuje w jej szpitalu jako pielęgniarka. Standardowa procedura zawodzi, pacjentka umiera. Zaczyna się szukanie winnych. Kate czuje się bez winy,…

  • Dziennik z piekła

    Wszyscy słyszeli o Tutsi i Hutu, kilkutygodniowej masakrze która kosztowała życie co najmniej miliona ludzi. Ale tak po prawdzie, kto wie gdzie jest Rwanda i co tam chodziło? Ksiądz Vito Misuraca, Włoch, prowadził sierociniec w Kigali, gdzie opiekował się trzydziestoma dzieciakami. Kiedy zaczęło się piekło, cudem uciekł z nimi do Nyanza, ale wtedy już miał…

  • Gniew

    Stephen King jest pisarzem specyficznym: pisze dużo, bawi się gatunkami, ale ta żonglerka zwykle w magiczny sposób hipnotyzuje czytelnika. Nie inaczej jest z „Gniewem”, który King opublikował jako Richard Bachman. Bohaterem „Gniewu” jest nastolatek, który morduje dwóch nauczycieli i przetrzymuje kilka godzin jako zakładników całą swoją klasę. Między młodymi ludźmi zaczyna się specyficzna gra, w…

  • Uwikłani 

    Krzysztof Sidorkiewicz ma dużo do opowiedzenia, bo widział z bliska wiele. Tak głęboka świadomość historycznej kuchni niekoniecznie musi pomagać pisarzowi, może być niestety i tak, że nadmiar wiedzy przytłacza – najpierw twórcę, potem jego bohaterów, a na końcu czytelnika. Czy „Uwikłani”, jego najnowsza, druga w dorobku powieść dźwignęła bagaż doświadczeń autora?  Nie lubię biografizowania literatury,…