Uwikłani 

Krzysztof Sidorkiewicz ma dużo do opowiedzenia, bo widział z bliska wiele. Tak głęboka świadomość historycznej kuchni niekoniecznie musi pomagać pisarzowi, może być niestety i tak, że nadmiar wiedzy przytłacza – najpierw twórcę, potem jego bohaterów, a na końcu czytelnika. Czy „Uwikłani”, jego najnowsza, druga w dorobku powieść dźwignęła bagaż doświadczeń autora? 

Nie lubię biografizowania literatury, ale czasem trudno od tego uciec. Skoro Krzysztof Sidorkiewicz, prawnik, publicysta i polityk, który na własne oczy widział gęsty i mętny, także pod względem etycznym, klimat schyłkowych lat polskiej wersji socrealizmu, pisze powieść osadzoną w tych właśnie czasach i tych konkretnych dylematach, to przecież nie uciekniemy od rozmowy o faktach. Bohaterowie „Uwikłanych” to zwykli ludzie, którzy z różnych powodów nawiązali mniej czy bardziej sensowną i owocną współpracę z komunistyczną bezpieką. A potem bardzo długo nie mogli się uwolnić ani od smutnych panów, ani od wyrzutów sumienia. Czy to jest temat na powieść sensacyjną? Psychologiczną? Thriller? Kryminał? Na takim fundamencie można zbudować praktycznie każdy rodzaj powieści, bo ileż się dzieje w umysłach i sercach złamanych ludzi, a co dopiero w głowach ich oficerów prowadzących? Można opierając się na tym schemacie opowiedzieć historię przetrąconego pokolenia, zwichrowanego narodu, który później chcąc stanąć na własnych nogach co chwilę ujawniał syndrom sztokholmski ze łzami w oczach spoglądając na swoich dopiero co wciśniętych w cień oprawców. Właśnie: kim byli ci ludzie, którzy pod koniec lat 80. werbowali tajnych współpracowników i co robili później, bo przecież nie wszyscy – jak jeden z bohaterów „Uwikłanych” – klepali biedę, znaczna część doskonale odnalazła się w nowych realiach mniej czy bardziej wolnego rynku. 

Mam wrażenie, że ogrom doświadczeń, sylwetek, postaw trochę przygniótł autora, a finalnie – mnie. W tej powieści zostało pokazanych kilka postaci, z których wszystkie co do jednej mają sporo za uszami i które płacą za to latami. Losy naszych bohaterów  w pewien sposób splatają się, ale mimo to czytelnik ma wrażenie, że jest mu opowiadanych kilka wątków biegnących równolegle, bez większych zmian tempa, bez chwytających za gardło dramatycznych zwrotów akcji, bez rozwiązania akcji. Jakbyśmy dostali jeszcze nie gotową powieść, a raczej zarys klimatu, w którym można osadzić właściwy wątek. 

I proszę mnie źle nie zrozumieć, „Uwikłani” naprawdę mocno wbijają się w pamięć. Bohaterowie żyją w nas długo, ale raczej jako mroczna anegdota, niż powieść posiadająca pretensje do pokazania zjawiska, które ukształtowało polską rzeczywistość na dziesięciolecia i które do dzisiaj ma ogromny wpływ na to, jak wygląda nasza scena polityczna, gospodarka, świat nauki, a nawet kultura. 

Z lekkim rozczarowaniem koncepcją fabularną, ale i oczarowaniem dbałością autora o detal, polecam lekturę „Uwikłanych” każdemu. I tym, którzy wierzą, że po upadku komuny każdy był kowalem własnego losu, i tym, którzy zbyt dobrze wiedzą, na czym polegał grzech pierworodny III RP. 

Podobne wpisy

  • Obyśmy dzisiaj inaczej skończyli tę dyskusję…

    Fascynuje mnie ostatnio tygiel intelektualno-polityczny dwudziestolecia międzywojennego. Dzisiaj w porównaniu do tamtych czasów mamy marazm i nudę. Wówczas to biło kilka wulkanów myśli, amplituda była ogromna: od wyjątkowych tępaków strojących mądre miny, do najwybitniejszych umysłów nowożytnych czasów.  Krzysztof Kawalec spróbował zebrać w jednej książce najważniejsze poglądy i prądy międzywojnia. „Wizje ustroju państwa w polskiej myśli…

  • Czas upływa tykaniem zegara

    Obserwujemy właśnie w Bydgoszczy nieprawdopodobny zbieg bardzo późnych debiutów, lepszych i słabszych, ale na pewno ciekawych. Witold Stanisław Kozak, – nie wypominając: rocznik 1956 – wydał właśnie debiutancki tom poezji zatytułowany ?Czas upływa tykaniem zegara?. Niech nie zrazi czytelnika ten nieco banalny tytuł, któremu towarzyszy adekwatna ilustracja na okładce! Wewnątrz czeka piękne i wzruszające dojrzałością…

  • Żydzi (nie tylko) Żydom

    Przedwojenna Łódź była miastem, w którym Żydzi żyli według swoich reguł. Społeczność starozakonna była tak liczna, że w oczywisty sposób tworzyła ją rzesza niezamożnych robotników i drobnych kupców, ale także elita niewyobrażalnie bogatych przedsiębiorców i finansistów, którzy robili wiele, by pomóc w życiu tym, którzy sami nie dawali sobie rady.  Dobroczynność nie jest tylko kwestią…

  • Miały być pieszczoty…

    Nastawiałem się na wyrafinowane pieszczoty intelektualne, a dostałem niepierwszej świeżości jakości wywody akademickie. Dag Oistein Endsjo jest norweskim religioznawcą, profesorem uniwersytetu w Bergen. Jeśli o seksie mówi na wykładach tak jak pisze, to mam spore obawy o frekwencję. „Seks a religia. Od balu dziewic po święty seks homoseksualny” – tytuł powoduje dreszczyk, prawda? Wszystkie religie…

  • Obrazkowe „must read”

    „90 najważniejszych książek dla ludzi, którzy nie mają czasu czytać” Henrika Lange to rzecz, która miała być zarówno śmieszna, jak i – mam nadzieję – zachęcająca do lektury opisywanych tytułów. Tak się chyba jednak nie da. Choć przyjemność sprawiła mi sporą. „Wystarczy pół godziny w autobusie i kanon literatury powszechnej masz w małym palcu :-)”…

  • Skrzynia Władcy Piorunów

    Z zawodowych pobudek jestem zobowiązany do znajomości wielu tekstów, których – będąc szczerym – wolałbym nie znać. Młodzi ludzie są zobligowani do czytania rzeczy różnych, czasem kompletnie dla nich nieczytelnych, a czasem zwyczajnie głupich. Niestety, ku mojemu ubolewaniu, wśród książek polecanych, rekomendowanych i obowiązkowych jest coraz więcej takich, których nie poleciłbym nikomu. Nie piszę o…