Myszka kontratakuje

Drugi tom trylogii Stiga Larssona uświadomił mi, jakie pokłady autoironii potrafią się kryć w popularnej literaturze.

larssonm„The girl who played with fire” zaczyna się krótko po tym, kiedy kończy się „The girl with dragon tattoo„. Tylko że bohaterowie jacyś inni, choć ci sami. Dzielny redaktor Blomkvist, który w pierwszym tomie był pozbawionym odporności na damskie wdzięki, upartym i nieludzko odważnym dziennikarzem, tym razem dodatkowo ma cechy wzięte żywcem ze starożytnego teatrum. Niczym deus ex machina red. Kalle pojawia się zawsze tam, gdzie powinien się pojawić, bo inaczej cały autorski koncept narracyjny w łeb wziąć może. Wraca więc po imprezie do domu akurat w momencie napadu, odwiedza przyjaciół dosłownie parę minut po ich dramatycznej śmierci, na skandynawskim odludziu po zmroku spotyka na drodze tego, kogo musi spotkać.

Lisbeth Salander też nie jest już tylko genialną introwertyczką zauroczoną dzielnym redaktorem. O nie, teraz jest transgeniczną krzyżówką Kevina Mitnicka, Lary Croft i odpornego na strzały z broni palnej Predatora. Do tego na scenie pojawiają się takie postaci jak pozbawiony odczuwania bólu gigant, emerytowany sowiecki agent i wysoce melancholijny detektyw – Żyd polskiego pochodzenia. Mało? No to jeszcze trochę seksu w ciepłych krajach, morderstwa, nutka lesbijskich pieszczot i kilkukrotne przypomnienie, że wszystko co złe to konserwatyści, w odróżnieniu od szwedzkich socjalistów, którzy rzecz jasna są cacy.

Można ubolewać nad tym, w jaki karykaturalny sposób postrzępione zostały nadzieje wzbudzone przez pierwsze kilkaset stron „The girl with dragon tattoo”, ale dzisiaj niespodziewanie naszła mnie myśl, która oszołomiła mnie na ładnych paręnaście minut: a co jeśli to naprawdę błyskotliwy zamysł autora? Zapytać go już nie możemy, ale… Co jeśli „Dziewczyna, która igrała z ogniem” to po prostu zgrabna parodia? Może zwyczajnie zbyt się przyzwyczaiłem do prostactwa, które koniecznie własny dowcip kończy rechotliwym śmiechem i nie zauważyłem subtelnego mrugnięcia okiem?

Jeśli trzeci tom, jakby nie było – znów kilkaset stron, mnie rozczaruje, to będę poważne zdegustowany. Jednak może kryje się w nim perła?

Podobne wpisy

  • Ukojenie

    Łowisko z dala od cywilizacji. Piękna noc, pełnia. A rano okazuje się, że pięć osób nie żyje. Bez śladu ingerencji osób trzecich. Po prostu: pięć zawałów serca. Zwłoki mają zamknięte oczy, ułożone elegancko ręce. Tylko trudno uwierzyć w naturalne przyczyny, mimo że nie ma absolutnie żadnych dowodów na zabójstwo. Oprócz jednego: zniknął współwłaściciel łowiska. Kalina…

  • Przemek Ślizgacz

    „Na granicy zmysłów” to książka, po której już nigdy nie spojrzysz na świat tak samo. Fenomenalnie napisany reportaż – tak zachęca okładka książki Przemka Kossakowskiego. Tak – Przemka. A ja, choć miło mi się słucha bajdurzenia Przemka, z ogromną przyjemnością przeczytałbym prawdziwy reportaż napisany przez Przemysława. Bo to co przeczytałem teraz wygląda raczej na naprawdę…

  • |

    Podróż z Decem

    Nic mi nie mówiło nazwisko Wojciecha Pogonowskiego, kiedy zobaczyłem jego debiutancką powieść „Prima aprilis. Nepomuk”. A powinno, bo człowiek bardzo ciekawy: za komuny krytyk literacki, potem wydawca i… przynęta policyjna w walce z mafią. Ciekawy tygiel? Nic dziwnego, że i powieść wyjątkowa. Lubię powieści nieoczywiste, Pogonowski najwidoczniej jako krytyk naczytał się już tyle liniowych historii,…

  • W sobotę rabin pościł – Harry Kemelmann

    Nie był to eksperyment, tylko impuls. Patrzę na okładkę, a tam „Detroit Press” mówi, że to „absolutny top powieści detektywistycznej”, „Bestsellers”: „najwyższa jakość”, „The New York Times”: „Świetnie opowiedziana super historia”. I cena 2,99, no to pomyślałem: raz kozie śmierć. Dało się to arcydzieło przeczytać w dwa wieczory. Refleksji nie wzbudziło, więc łączna liczba godzin…

  • Jakub Poznański „Dziennik z łódzkiego getta”

    Dzisiaj, po blisko stu latach od wojny, w kwestii holokaustu mieszają nam się narracje, mity, fakty, opinie. Trudno nam uwierzyć, że to w ogóle miało miejsce. Obozy koncentracyjne dla młodych ludzi mają tyleż głębokie zakotwiczenie w rzeczywistości co piekło z obrazu Hieronima Boscha. Nieco łatwiej jest wyobrazić sobie kawał miasta wydzielonego, wykrojonego z przestrzeni wspólnej…

  • Kapitan Lingard i domek z kart

    Joseph Conrad rzadko portretował kobiety – w ?Ocalonych? mamy aż dwie mocnymi kreskami narysowane damskie postaci. A poza tym? To co zwykle: morze, mroczne historie i soczyste opowieści.  Król Morza – Tom Lingard – próbuje wzniecić rebelię, żeby odzyskać tron dla swoich przyjaciół, radży Hasima i jego ślicznej siostry. Przygotowane jest wszystko, od amunicji, do…