Fascynująca opowieść o tle

Ponad 20 milionów sprzedanych egzemplarzy powieści, którą tak trudno zaszufladkować. To musi budzić respekt.

Wciąż podróżuję po bestellerach, a muszę przyznać, że dalej jestem ignorantem. Nie widziałem żadnego filmu opartego na twórczości Stiega Larssona, nawet więcej, kupując „The girl with the dragon tattoo” nic mi nie mówiło nawet nazwisko autora. W połowie lektury pobiegłem kupić dwa kolejne tomy trylogii Millennium. A teraz, po przeczytaniu w nocy ostatniej strony, nie wiem czy mam ochotę na kolejne. Ale po kolei.

larsson„The girl with the dragon tattoo” jest opowieścią przedziwną. Cudownie oczarowującą przede wszystkim tłem: szwedzkim krajobrazem, zarówno tym dosłownym, jak i społecznym. Autor nie szczędzi nam radości z poznawania tajemniczego świata wciąż mimo wszystko dość odizolowanej od świata wyspy. Widzimy więc egzotyczne dla nie-Szweda zorganizowanie pomocy (przemocy?) społecznej, oligarchiczne korzenie i obecną strukturę dużego biznesu, wstydliwe tajemnice fortun powstałych podczas ekonomicznej kolaboracji z Hitlerem. Na tym tle rozgrywa się akcja, której nie da się opisać jednym zdaniem. Inaczej niż chyba we wszystkich przeczytanych przeze mnie bestsellerach, ta powieść jest naprawdę powieścią. Jest tu mnóstwo wątków, niekoniecznie niezbędnych dla głównego nurtu historii tytułowej dziewczyny z tatuażem smoka na plecach i jej szefa, kochanka, kompana – trudno nawet nazwać relację, która łączy utalentowaną i skrajnie aspołeczną hakerkę z dwa razy od niej starszym dziennikarzem. Trudno określić, kto tu jest głównym bohaterem: oprócz tej dwójki można byłoby śmiało wymienić jeszcze parę podmiotów. Niekoniecznie osób, bo cała seria została nazwana Millennium, tak właśnie nazywa się czasopismo, które jest tłem wszystkich wydarzeń.

Fascynujący jest sam sposób pisania Larssona, który nie boi się niczego. Obok natłoku dialogów mamy też rozdęte opisy, obok szybkiej akcji mamy wielostronnicową dokumentację korespondencji e-mailowej między bohaterami. Obok analizy psychiki i motywacji jesteśmy konfrontowani ze sceną brutalnego, analnego gwałtu.

Dlaczego więc tak mało mam motywacji do lektury drugiej części? Przyznam szczerze, przez ponad połowę książki byłem oczarowany i zachwycony. Kiedy jednak akcja przyspieszyła, mam wrażenie że autor poszedł na skróty. Nie żeby mi skróty przeszkadzały, nie o to mi chodzi, że autor – lewak i poszukiwacz szwedzkich kryptonazistów – musi koniecznie łączyć całe zło w jeden sznurek, gdzie przeplatać się musi zbrodnia, fałsz i faszyzm. To bestseller, więc nie spodziewałem się niejednoznacznych bohaterów i nie przeszkadza mi to, że każda postać jest biała, czarna albo zmieniająca się z jednej w drugą, bez żadnych półcieni i szarości. Przeszkadza mi jednak pewna niekonsekwencja w narracji, która po prostu się w pewnym momencie zrywa. Jakby Larsson chciał już skończyć wreszcie pisać tę część i rzucić się na drugą. Gorzej, że czytelnik towarzyszący mu wiernie przez kilkaset stron musi albo iść za nim i przeczytać kolejnych kilkaset na jednym oddechu, albo się zwyczajnie rozczarować.

Ja się niestety rozczarowałem, choć wciąż z nutą podziwu dla autora. Warto przeczytać tę powieść choćby po to, żeby zobaczyć w jak niestandardowy – w kontekście innych bestsellerów oczywiście, nie mówimy tutaj o Literaturze – sposób Larsson finalizuje wątki. Główny – zaginięcie przed wieloma laty dziewczynki – zostaje zamknięty błyskawicznie. Ale to nie jest koniec powieści, bo autor już miał w głowie drugą część trylogii, więc przypomina sobie (?!) o wątku z samego początku książki i doprowadza go równie, albo może i bardziej efektownego finału.

Dziwna konstrukcja, dziwna opowieść, chwilami pasjonująca, chwilami drażniąca. Warta ładnych paru godzin lektury.

Podobne wpisy

  • Komunista, ale…

    Zbigniew Załuski. Urodzony na Ukrainie jeden z fundamentów intelektualnych polskiego komunizmu. „Siedem polskich grzechów głównych” to jego najbardziej chyba znane dzieło. Wydane w 1962 roku, miało z jednej strony rozprawić się z mitem samobójczych wariatów – Polaków, którzy z szablami szli na czołgi i wysadzali swoje reduty w akcie protestu przeciwko złemu światu, ale z…

  • Himmler. Buchalter śmierci

    Nieczęsto zdarza mi się czytać tak monumentalne dzieła jak biografia Himmlera pióra Petera Longericha. Sięgnąłem po nią z powodu tylko jednego rozdziału, o którym szerzej za chwilę, ale nie dałem rady się zatrzymać tylko na nim.  „Himmler. Buchalter śmierci” to ogromna dawka szczegółowej wiedzy na temat postaci i losów konstruktora III Rzeszy. Autor sięga bardzo…

  • Nie mi oceniać zielone serca

    Dzisiaj mówi się o nich „arbuzy”. Z wierzchu zieloni, w środku czerwoni. Wtedy też tak było. Mimo wszystko jestem jak najdalszy od odejmowania chłopskim partyzantom zasług, czy podważania ich patriotyzmu. Rozumieli go inaczej, niż bliżsi mojemu sercu AKowcy, ale kto ma niby patent do decydowania, czyj patriotyzm jest partiotyczniejszy? A wtedy trzeba było decydować i…

  • Dzisiaj takich analiz już nie ma…

    Fundacja Będziem Polakami wydaje serię książek pod hasłem „Ojcowie Wolności”, to przedruki przedwojennych dzieł m.in. Romana Rybarskiego, Wincentego Witosa, Romana Dmowskiego z przedmowami dzisiejszych „odpowiedników” – Kosiniaka-Kamysza, Korwin-Mikkego itd. Seria cieszy się powodzeniem, ale kompletnie nieadekwatnym do tego, jaką uwagą cieszyła się międzywojenna myśl polityczna u komunistów. Zarówno na płaszczyźnie naukowej, jak i popularno-naukowej, towarzysze…

  • |

    Kobiety z bloku 10

    Auschwitz jest dzisiaj nie jedynym z obozów, ale symbolem wszystkiego co z człowiekiem zrobiła niemiecka, narodowo-socjalistyczna ideologia. A barak nr 10 mógłby być symbolem tego, jak w obliczu ludobójstwa zachowywała się ówczesna niemiecka medycyna.  Barak, czy jak wolą niektóry go nazywać – blok, numer 10 miał specjalny status w Auschwitz. Tam właśnie przeprowadzano eksperymenty medyczne…