Żywołapka

Jarosław Jakubowski jest twórcą operującym słowem na wielu płaszczyznach: jest poetą, dramaturgiem, prozaikiem i dziennikarzem – kolejność jak sądzę jest dyskusyjna, inaczej niż sama lista talentów, którymi został obciążony. Bo talent, uzdolnienie na wyjątkowym poziomie, to w sferze języka nie jest żaden dar, to raczej zobowiązanie do opisu świata takim, jak on jest naprawdę, a nie takim, jakim może się wydawać. Dla Pawła Drzazgi, który nie zabił Adama Zubowicza, rzeczywistość przypomina żywołapkę wyłożoną przynętami, którymi są ponętne kobiety, wirtuozeria języka pozwalająca w miarę sprawnie ślizgać się przez życie i rozbuchane ego. Gdzie nas to prowadzi? Do powieści, od której nie sposób się oderwać!

Śledzę twórczość Jakubowskiego od kiedy pamiętam. I zawsze jest tak, że dochodzę do momentu, w którym już wiem jak, co i dla kogo on pisze. A potem pojawia się coś, co wyrywa mnie z fotela i każe na nowo spojrzeć na jego twórczość. Najgorsze (i najlepsze!) jest to, że Jarek za każdym razem podnosi poprzeczkę do jakiegoś absurdalnego poziomu, żeby za kilka lat z lekkością dwudziestolatka ją przeskoczyć. Tak stało się i teraz.

?Żywołapka? jest wszystkim tym, co najbardziej lubię, cenię i co mnie przeraża w literaturze. Nie ma tu żadnych fajerwerków formalnych, nie ma fabularnej żonglerki i palety zaskoczeń. To byłoby niegodne poważnej relacji, w jaką wikła czytelnika Jakubowski. ?Żywołapka? jest prostą historią człowieka, który zrobił coś złego (zabił czy nie zabił?) i opowiada swoje życie – trochę cudownej porucznik Jedynak, więziennej psycholog, a trochę mi, czytelnikowi, który podgląda tę gawędę (czy raczej bajerę) przez judasza.

Paweł Drzazga jest człowiekiem, który przez życie płynął na fali kobiecych zachwytów, retorycznej wirtuozerii i szczęścia, zwykłego fuksa, ratującego go od wielu opresji i dającego mu handicap w niezliczonych perypetiach biznesowo-towarzyskich. Drzazga był dziennikarzem, piarowcem, człowiekiem zarabiającym na życie językiem. A przecież skoro – o ile wierzyć Ludwigowi Wittgensteinowi – nie ma nic oprócz języka, nasz bohater był królem świata. Może nie całego, bez przesady, ale tego małego, własnego, ograniczonego do Ciemnej Doliny, jak nazywała się ta podbydgoska mieścina, w której widzimy skondensowany mikroklimat Rzeczpospolitej niewyrwanej z przeszłości, osadzonej w szalonych i mrocznych latach 90.

W ?Żywołapce? fascynuje język, który oplata czytelnika niczym bluszcz, toksyczny gaz odbierający kontakt ze światem pozaliterackim, o ile wierzyć, że coś takiego istnieje. Jakubowski wyłącznie trzyma lustro, w którym przegląda się głównie Drzazga, ale przecież nie tylko, regularnie zerka w zwierciadło także jego mama, spoglądają kolejne kobiety, wpatruje się Profesor, rzuca okiem porucznik Jedynak. Ba: całe miasto odbija się w tym nieco przykurzonym szkle.

A czytelnik? Przecież on też nie potrafi się oprzeć i raz za razem odkrywa, że żywołapka przyciąga także i jego. Wszak przynęty, które porozkładał w niej Jakubowski są uniwersalnej natury: któż nie bywa chorobliwie zapatrzony w siebie, któż nie czerpie paliwa z zachwytów otoczenia i nie miewa poczucia wszechwładzy? I tak dochodzimy do kolejnego, tym razem przerażającego, poziomu tej powieści: bez żadnego nadęcia i zapowiedzi Bóg wie jakiej wiwisekcji stanu naszego narodowego ducha, ?Żywołapka? zaczyna opowiadać rzeczy, których niekoniecznie chcielibyśmy słuchać. Mówi o nieprzerwanej transmisji wad i wdrukowanej usterce, niemożliwej do usunięcia. Jedyne co można zrobić, to wycofać się na bezpieczną pozycję obserwatora cynicznej Drzazgi w cudzym oku.

?Żywołapka? to bez wątpienia powieść wybitna. Jedna z najlepszych, które ukazały się w ostatnich latach na polskim rynku. Powieść mocna, pełna, a przy tym niesamowicie dobrze napisana. Jakubowski na pełnych żaglach.

Podobne wpisy

  • |

    Miejsce z koszmarną aurą

    Kocham Bydgoszcz, kocham te ulice, gmachy, parki. Często sobie wyobrażam, jak tu było pięknie przed wojną. Każdy kamień, każda ulica to pewna opowieść. Są jednak takie miejsca, których aurę czuć na odległość. Taki jest gmach więzienia na Wałach Jagiellońskich. „Więzienie na Wałach Jagiellońskich. Szkice z lat 1939-1956” Anny Perlińskiej i Krzysztofa Sidorkiewicza to skromna, ale…

  • Pierwsi byli chłopcy z Kwidzyna

    Przyjmuje się powszechnie, że II wojna światowa rozpoczęła się 1 września 1939 roku. Nie możemy jednak zapominać, że najwięcej ofiar niemiecki terror zebrał wśród dzieci i młodzieży, a pierwszymi, którzy zostali represjonowani byli młodzi, polscy mieszkańcy Kwidzyna leżącego w ówczesnych Prusach.  Po upadku Niemiec przypieczętowanym Traktatem Wersalskim na mapy wróciła niepodległa Rzeczpospolita. Nie wszystkim Polakom…

  • Blade runner

    Jaką mam pewność, że jestem człowiekiem? Czy fakt, że pamiętam swoje dzieciństwo, przynajmniej pewne jego fragmenty, sprawia, że mogę czuć się lepszy od maszyn? Słynny film „Blade runner” zrobił tyle szkód Philipowi K. Dickowi, że więcej chyba by nie mógł. A czytam, że Dick uwielbiał ekranizację swojej powieści i uważał, że Harrison Ford naprawdę jest…

  • Debiut mistrza

    Wydana w 1990 roku powieść Harlana Cobena „Play Dead” była jego debiutem. Otworzyła mu drzwi do świata bestsellerów, choć po latach Coben mówi o tej książce z pewnym zażenowaniem. Czy słusznie? W wywiadzie z okazji wznowienia „Play Dead” po 15 latach od premiery, Coben powiedział o tej powieści: My goal here was to write the…

  • |

    Nowoczesne SF trzyma się mocno

    Ponura, apokaliptyczna opowieść o miłości, niespełnieniu i walce. Brawurowy debiut (sprzed kilku lat) Amerykanina, który może przewrócić literacką scenę do góry nogami. Akcję „Jutro, jutro i znów jutro” Thomas Sweterlitsch umieścił w swoim rodzinnym mieście, Pittsburghu, w przyszłości – relatywnie niedalekiej. Dokładnie dziesięć lat po ataku terrorystycznym bombą, która zabrała prawie wszystkich mieszkańców do historii….

  • Mistrz przestrzeni

    „Oblicza Wód” Roberta Silverberga to powieść wyjątkowa. Trudno ją zakwalifikować do science fiction, nie jest to fantasy. W moim przekonaniu najbliżej jej do fantastycznego traktatu etycznego, choć to określenie kompletnie nie oddaje sensu książki. Na obwolucie mówi do nas Isaac Asimov: „Tam, gdzie Robert Silverberg jest dzisiaj, science fiction dojdzie dopiero w przyszłości”. Dodam tylko,…