Trzeba było grać

Kiedy już wydaje się, że Auschwitz zostało literacko wyeksploatowane do samego końca, pojawia się książka, która nie tylko staje okoniem, ale jeszcze na całym świecie nieźle się sprzedaje. Bo obozy koncentracyjne to wciąż temat niesamowicie nośny komercyjnie. Oczywiście nie robię z tej obserwacji zarzutu, dobrze, że ludzie chcą czytać o tym, co Niemcy robili za drutami obozów. 

?Trzeba było grać? autorstwa Anne Sebba to reportaż o kobiecej orkiestrze z Auschwitz. Okazuje się, że autorce udało się dotrzeć do wielu byłych więźniarek, które grały w tej upiornej orkiestrze. Opierając się na rozmowach, pisemnych relacjach i dokumentach, Sebba napisała obszerny i treściwy reportaż pokazujący dramat kobiet, czasem genialnych muzyków, które musiały grać tanga i marsze, podczas gdy inne kobiety były pędzone do komór gazowych i morderczej pracy. 

Autorka opowiada całą historię orkiestry, od chwili, kiedy powstała idea jej powstania, przez burzliwe losy obozowe, kolejne kapelmistrzynie, z których nie wszystkie radziły sobie z presją i niewyobrażalnym stresem, aż do powojennych losów: zarówno więźniarek, jak i ich oprawców. Inicjatorka utworzenia orkiestry po wojnie została powieszona w Polsce za zbrodnie przeciwko ludzkości, zarzucono jej współudział w zamordowaniu co najmniej pół miliona osób. Wielu obozowych katów, obojga płci, uszło sprawiedliwości, o czym Anne Sebba uczciwie opowiada czytelnikom. 

A sama orkiestra? Skąd miała nuty, jakie korzyści i jakie ryzyko niosło ze sobą granie, skąd pochodziły instrumenty – o tym wszystkim opowiadają bądź świadkowie, bądź autorka, która korzystała z licznych relacji. Reportaż porusza także kwestie etyczne: co czuły wówczas i jak po wyzwoleniu oceniały ratowanie swojego życia przez udział w orkiestrze jej uczestniczki, a jak patrzyły na tę sprawę pozostałe więźniarki? To naprawdę ciekawe i wartościowe perspektywy, sporo wnoszące do refleksji o ludzkiej naturze w kontekście obozu koncentracyjnego. 

Co ważne, autorka nie próbuje koloryzować, pisze wprost nawet o tym, o czym byłe więźniarki tak często wolały milczeć: o gwałtach, odzieraniu ich przez Niemców z resztek godności w zamian za mglistą nadzieję przeżycia. Dziewczyny, które przygrywały więźniarskim komandom do apeli i wymarszów, były zmuszane do grania również na suto zakrapianych imprezach niemieckiej kadry obozowej, a te wydarzenia bywało, że zamieniały się w orgie. 

Dwa aspekty obniżają w moich oczach wartość tej książki. Pierwsza rzecz to drobnostka: tłumaczenie stawiające ideologię wyżej gramatyki. Rażą mnie okropnie formy w stylu ?świadkini? i ?muzyczka?, ale obawiam się, że moje staroświeckie poczucie gramatyki prędzej czy później odejdzie do lamusa i muszę po prostu przywyknąć. Nie pogodzę się za to z przedstawianiem przedwojennej Polski i Polaków jako jądra światowego antysemityzmu i stawianiem między wierszami znaku równości między niemieckimi katami i polskimi ofiarami, a właśnie to robi autorka, pisząc, że ?antysemityzm był głęboko zakorzeniony w kulturze przedwojennej Polski?. Autorka potykając się o własne nogi, przedstawia własny pogląd na temat polskich więźniarek i pisze o „kobietach aresztowanych za pomaganie żydowskim sąsiadom i sąsiadkom, które zmuszone mieszkać razem z Żydówkami, uważały, że wszelkim nieporozumieniom przy podziale jedzenia lub w żartach winna była ?postawa Żydówek?. Tego rodzaju uwagi wydają się zdecydowanie nie na miejscu i stoją w rażącej dysharmonii z opowieściami, które szerokim gestem cytuje Anne Sebba. 

?Trzeba było grać? jest mimo powyższych uwag pozycją nader potrzebną i wartościową, głównie z tego powodu, że pokazuje fragment obozowego życia, który dotychczas nie został wyczerpująco opisany. Warto sięgnąć po tę książkę, nawet jeśli polski czytelnik w niektórych miejscach będzie musiał zacisnąć zęby. Na wspomnienie zasługuje również dodatek biograficzny, w którym znajdziemy krótkie, treściwe życiorysy więźniarek grających w obozowej orkiestrze. Warto, by ich nazwiska nie zostały wymazane tak, jak tego chcieli niemieccy oprawcy. 

Podobne wpisy

  • |

    Każda rodzina ma swój sekret

    Harlan Coben jest mistrzem budowania mądrych intryg. To nie są czyste kryminały, thrillery czy jakkolwiek ktoś chciałby etykietować te powieści. „Hold Thight” jest mimo to perełką na jego torcie. To powieść, której się nie da szybko zapomnieć. Natomiast przeczytać – jak najbardziej. Jak to zwykle u Cobena, w „Hold Tight” mamy znów kilka pozornie niezwiązanych…

  • |

    Irak z pierwszej ręki

    Czuję pewien dyskomfort.  Mimo wszystko jest to specyficzna sytuacja pisać o książce kogoś takiego jak Witek. Napiszę w superlatywach: obrazi się, bo jak niewielu jest czuły na punkcie wiarygodności słowa pisanego. Uwypuklę moim zdaniem słabości książki: też się obrazi, bo kto jak kto, ale ja powinienem docenić tę pozycję na polskim rynku wydawniczym. Nie mam…

  • Ten obok, to kto? 

    „Fale tłumią wiatr” braci Strugackich to dzisiaj już prawie kompletnie zapomniana książka. A szkoda, bo z ręki tych pisarzy nie wychodziły rzeczy mierne. To zawsze był przebłysk geniuszu.  W dalekiej przyszłości, na Ziemi, Maksym Krammerer prowadzi komórkę zajmującą się niewyjaśnionymi wydarzeniami. Bardzo różnego typu. Naukowcy zastanawiają się na przykład nad tym, dlaczego jeden muzyk jest genialny,…

  • |

    Dachau

    Książki pisane przez byłych więźniów obozów koncentracyjnych czasem – nie zawsze – mają jedną olbrzymią wadę: ich autorom wydaje się, że przez fakt bycia w środku piekła, mają jego najlepszy ogląd. Tak nie jest. Więźniowie, którzy później poświęcili mnóstwo czasu i energii na zgłębianie źródeł, dokumentów które udało się uchronić przed zaginięciem lub zniszczeniem, mają…

  • Kruchy lód

    Miałem ostatnio słabą passę. Postanowiłem poczytać polskich autorów kryminałów, powieści sensacyjnych, thrillerów – tego wszystkiego, co od dłuższego już czasu staje się powoli jednym gatunkiem nazywanym po prostu bestsellerami. Problem w tym, że chwilę wcześniej przeczytałem Kinga, Stephena Kinga. A potem Browna, Dana Browna. I okazało się, że o poprzeczkę porozbijały sobie głowy największe polskie…

  • Czas na tożsamość

    Są autorzy, do których podchodzę z ogromnym szacunkiem, prawie że na kolanach. Wiem po prostu, że czeka mnie intelektualna przygoda na wiele miesięcy, bo po lekturze zostają w głowie pytania i tezy do rozważania przez długi czas. Taki jest Francis Fukuyama, którego „Tożsamość” kupiłem parę tygodni temu i wciąż nie mogę powiedzieć, że wiem, co…