Szkatułka z czerwonej laki 

Jerzy Bandrowski pisał nierówno: miał w dorobku powieści świetne, ale miał i utwory pisane ewidentnie wyłącznie  po to, by zainkasować choćby skromne, ale natychmiastowe honorarium. Wydana równo sto lat temu „Szkatułka z czerwonej laki” jest powieścią, która choć wydana w dużym nakładzie i skierowana do bardzo szerokiego, a przez to niewybrednego, czytelnika zawiera wszystkie najlepsze cechy pisarstwa starszego z Bandrowskich. 

Uzbecki, mężczyzna po czterdziestce, sterany życiem były żołnierz i dowódca, niespodziewanie się zakochuje w młodziutkiej panience. Byłoby to oczywiście zbyt proste, żeby intryga trzymała w napięciu do samego końca, więc autor każe naszemu bohaterowi cierpieć na melancholię i manię samobójczą, a panienkę nęka problemami związanymi z geopolityką i ryzykiem deportacji, bo choć to Polka z ducha, to jednak obywatelstwa Rzeczpospolitej nie posiada. 

Właśnie te wątki, poboczne, wydają mi się najwartościowsze i najlepiej napisane, niczego nie ujmując głównej intrydze. Świadectwo depresji głównego bohatera zostało przedstawione w przejmująco bezpośredni sposób. Jedną z prób samobójczych widzimy oczami jego przyjaciela, a wiele refleksji wypowiadanych przez Uzbeckiego zostaje z czytelnikiem na długo. Ten „duchowo sparaliżowany” mężczyzna, weteran Wielkiej Wojny zakochany w podlotku, potrafi spoglądać na siebie z dużym dystansem:

– Jest to niesłychanie głupia historia – zaczął mówić po chwili. – Jakże to samemu sobie przygotować pogrzeb? Nie sądź, że jestem głupkowatym melancholikiem. Nie można jednak żyć dłużej, niż się żyje. Zrozumiej. Czuję, jak we mnie wszystko powoli obumiera. Śmierć nie przychodzi od razu, powoli, przez dłuższy czas kruszy człowieka tak, że kiedy przyjdzie, on jest właściwie już gotów. 

„Szkatułka” jest romansem, który miał dać oddech po wojennej traumie. We wstępie wydawnictwo reklamuje tę powieść jako „swobodną, jasną, niemal kapryśnie wyłamującą się z utartych szablonów”. I to jest istotny powód, dla którego warto sięgnąć po prozę Jerzego Bandrowskiego. 

Podobne wpisy