Boża inwazja 

Istnieją pisarze sformatowani, jednogatunkowi. Philip K. Dick do nich nie należał. Wciskanie go w mimo wszystko ciasną szufladę science fiction to nieporozumienie. Dla Dicka świat robotów, zaawansowanej technologicznie przyszłości, był wyłącznie tłem do opowiedzenia o tym, co dla człowieka jest najważniejsze od samego początku, od zarania ludzkości. 

„Boża inwazja” nie jest metaforą. W tym świecie Bóg przegrał bitwę z Belialem i został wygnany nie tylko z Ziemi, ale z całej galaktyki. Znalazł sobie przytulną planetę gdzieś bardzo daleko i czekał na okazję, by powrócić i stanąć do decydującego, siódmego starcia ze Złem. Wyniku tej bitwy nie zna nawet on sam. 

I wraca. W brzuchu ciężko chorej, ciężarnej dziewicy, która wychodzi za mąż za kolonistę, marzącego o powrocie na Ziemię opanowaną przez dwa pozornie zwalczające się systemy polityczne: chrześcijańsko-muzułmański i naukowy. 

Piękna opowieść o odwiecznej walce dobra ze złem, ale także o iluzoryczności świata. Nie jest to rzecz tak mocna jak „Trzy stygmaty”, ale wciąż bardzo intensywnie wstrząsająca dogmatami, jakie mamy głęboko zakorzenione. 

Podobne wpisy