Odnaleziona

To miał być thriller noir, ale nie był. Miał być thriller psychologiczny. Też nie był.

Nie znałem wcześniej nazwiska autorki. Magda Stachula to polska autorka, napisała już chyba kilkanaście książek, o każdej mówi się, że to bestseller. Postanowiłem nadrobić zaległości.

Na pierwszy rzut oka: forma tożsama z tym, jak pisze choćby Marcel Moss – co akapit, to pierwszoosobowym narratorem jest inny bohater. Czytelnicy bestsellerów lubią dużo dialogów i płaską fabułę, w której nie idzie się pogubić, więc dostali to, czego chcieli. Dziewczyna ucieka z Polski do Danii, bo ją prześladują jakieś potworne wydarzenia, w efekcie których może mieć bardzo poważne problemy z prawem. I okazuje się, że zostaje odnaleziona. W książce pojawia się kilku bohaterów, a losy ich wszystkich magiczną różdżką autorka wiąże w Kopenhadze. Czy ma to sens? Żadnego, wiarygodność bohaterów i linii fabularnej kłuje w oczy. Czy jest urocze? No jest! Takie przecież są dzisiaj seriale, czytelniczki i czytelnicy chyba chcą, żeby to raczej deus ex machina, a nie podręcznik do logiki układał życie bohaterom.

Po więcej książek pani Stachuli raczej nie sięgnę, choć czas spędzony przy „Odnalezionej” minął szybko i w miarę przyjemnie.

Podobne wpisy

  • |

    Podróż z Decem

    Nic mi nie mówiło nazwisko Wojciecha Pogonowskiego, kiedy zobaczyłem jego debiutancką powieść „Prima aprilis. Nepomuk”. A powinno, bo człowiek bardzo ciekawy: za komuny krytyk literacki, potem wydawca i… przynęta policyjna w walce z mafią. Ciekawy tygiel? Nic dziwnego, że i powieść wyjątkowa. Lubię powieści nieoczywiste, Pogonowski najwidoczniej jako krytyk naczytał się już tyle liniowych historii,…

  • Hipnoza

    Jest jeden, ale za to bardzo istotny, kluczowy powód, dla którego nie byłem fanem Krzysztofa Bochusa: nie znałem jego twórczości. W ogóle przez długi czas stroniłem od literatury rozrywkowej, szukając wielkich prawd w literaturze bardziej wyrafinowanej. Teraz znów potrafię czerpać ogromną przyjemność z czytania powieści, które mają proste, choć szalenie trudne do realizacji, aspiracje: porwać…

  • Hejter

    Jarosław Jakubowski wydał ?Hejtera? w 2020 roku. Powieść trafiła w moje ręce sześć lat później. Szkoda, bo mógłbym w tym czasie przeczytać go kilkukrotnie, ale dobrze, że stało się to teraz, a nie za kilka lat. Albo w ogóle. O ile z chłodnym dystansem przyjmuję do wiadomości, że prawdopodobnie większość Polaków nigdy nie przeczyta „Hejtera”,…

  • Kolejne noce w Bostonie

    Dwie noce. Tyle czasu spędziłem z „Vanish”. To już kolejna powieść Tess Gerritsen, która staje się dla mnie numerem jeden w kategorii przyjemnego pożeracza czasu. „Vanish” wyszedł po polsku jako „Autopsja”, co jest moim skromnym zdaniem koszmarnym nieporozumieniem i niesmacznym spłaszczeniem tematu. Vanish to po angielsku znikać. Ale nie tylko: w matematyce vanish oznacza stać…

  • |

    Martwe dusze. Za cara Mikołaja i dzisiaj

    Cziczikow pojawia się w naszym życiu znikąd i donikąd odchodzi. Wpada niezapowiedziany, staje się w mig autorytetem, duszą towarzystwa, wodzirejem, a potem w coraz gęstszym smrodzie niejasnych motywacji i całkiem brudnych interesów próbuje uciec wgłąb sceny, tyle że im niżej finalnie trzyma głowę, tym wyżej tyłek wystawia? Mikołaj Gogol to niejednoznaczna postać. To nie jest…

  • |

    Nowoczesne SF trzyma się mocno

    Ponura, apokaliptyczna opowieść o miłości, niespełnieniu i walce. Brawurowy debiut (sprzed kilku lat) Amerykanina, który może przewrócić literacką scenę do góry nogami. Akcję „Jutro, jutro i znów jutro” Thomas Sweterlitsch umieścił w swoim rodzinnym mieście, Pittsburghu, w przyszłości – relatywnie niedalekiej. Dokładnie dziesięć lat po ataku terrorystycznym bombą, która zabrała prawie wszystkich mieszkańców do historii….