16 schodów
Proza Bartłomieja Siwca jest nieco mniej znaną jego aktywnością literacką. Szef bydgoskiego oddziału SPP słynie przecież głównie z poezji, którą publikował już w niezliczonej liczbie czasopism literackich i za którą otrzymał masę nagród. Tymczasem jego proza jest równie interesująca, choć trzeba przyznać, że od paru lat Siwiec powieściowo milczy. Wydane przez Wydawnictwo Mamiko w 2018 roku „16 schodów” jest jeszcze gdzieniegdzie dostępne.

Jest to opowieść bardzo „Siwcowa”, mocno osadzona w realiach Bydgoszczy, z bohaterem będącym outsiderem i introwertykiem, z silnymi napięciami międzypłciowymi, że tak ujmę delikatnie sferę damsko-męskich zapasów nie tylko intelektualnych, ale także czysto cielesnych. Wszystko dzieje się w oparach alkoholu, filozofii egzystencjalnej i wielkiej, idealnej i doskonale zbrukanej miłości. Cały Siwiec, prawda? No, może jeszcze ciut z podskórnej drwiny i przerażenia Houellebecq?a, ale nie przesolone.
Siwiec świetnie potrafi opowiadać ludzkie dramaty. Stefan Murawski, którego widzimy rozpiętego między nastoletnimi czasami, gdy dostał spektakularnego kosza od cudownej Patrycji, a nudnym i samotnym życiem urzędniczego alkoholika, jest kimś, do kogo mimo oporów czujemy sympatię. Nie ma w „16 schodach” namolnej, ciężkiej narracji, to powieść – mikropowieść, raptem nieco ponad sto stron – napisana w dobrym tempie, trzymająca rytm pijackiej ballady. Czy może to tylko fasada, za którą jest przerażająca prawda o życiu, które wśród wielu zalet ma też kardynalną wadę: jest niepowtarzalne?
To dobra, ciekawa, wciągająca powieść, która zostaje w głowie na dłuższy czas. Warto sięgnąć po tę historię. Stefan Murawski czeka na Twoje towarzystwo.