Doczesność narodzin 

Bogdan Łoś jest fenomenem. Znam człowieka od wielu lat i byłem przekonany, że jest poetą. Okazuje się, że owszem, był nim zawsze – ale niepraktykującym. To zmieniło się kilka lat temu, od kiedy sporadycznie zaczął pojawiać się na łamach „Akantu”. Właśnie dostałem do ręki jego debiutancką książkę poetycką zatytułowaną „Doczesność narodzin”. I nie wiem, co mam na jej temat sądzić. Jest równie zaskakująca, co sam Bogdan. 

„Doczesność narodzin” to zbiór kilkudziesięciu wierszy zgrupowanych w siedmiu rozdziałach. Bóg mi świadkiem, że nie umiem znaleźć klucza, według którego autor posegregował swoje liryki. Tematycznie poezja ta jest doskonałą emanacją Bogdana – są to wiersze mądre, zamyślone, delikatne, skupione na sensie, a nie retoryce. Wśród wiodących motywów pojawia się oczywiście Bóg, wieczność, przemijanie, miłość. Autor nie ucieka od świeżych, ryzykownych metafor, choć niestety często, zbyt często grzęźnie w niewnoszącej niczego oprócz rosnącej irytacji czytelnika grze językowej. Rozumiem oczywiście, że dedykacja drugiego pomieszczonego w zbiorze wiersza Mironowi Białoszewskiemu nie jest przypadkowa, ale od wydania „Obrotów rzeczy” minęło już siedemdziesiąt lat i coś, co wtedy było awangardą, dzisiaj wydaje się już wyeksploatowane do cna. Muszę przyznać, że te właśnie lingwistyczne wygibasy mocno przeszkadzają mi w lekturze ?Doczesności narodzin?. Jest ich po prostu za dużo. 

Zdecydowanie łatwiej i przyjemniej droczy się ze mną bohater liryczny, który „Chce i nie chce być poetą”, a jako patrona przyjmuje Andrzeja Bursę: „poeci łapią poryw / i urywek w arkusz / strzępią sny oraz bieliznę łamiąc serca / niewiast zwiedzionych / urodą wyznać lirycznych / jędrnością wersów / strofą ku sofie / z girlandą smukłych nóg / przy wtórze liry i ognia gitary”. 

Debiutancki tom poezji Bogdana Łosia ma wszystkie zalety i niestety także wady późnego debiutu. Obok poezji wyśmienitej i świeżej, czytelnik dostanie także wiersze, których obecność w druku wynika raczej ze względów dokumentacyjnych i archiwalnych, niż artystycznych. Objętość książki także nie służy selekcji, ma się wrażenie, iż autor chciał uwiecznić wszystkie utwory, jakie wyzierały z przepastnej szuflady domagając się atencji. Problem w tym, że to wrażenie byłoby złudne, bo przecież Bogdan Łoś jest autorem świetnych, doskonałych wierszy, których w „Doczesności narodzin” próżno szukać, jak choćby publikowany osiem lat temu w „Akancie” wiersz zatytułowany „Słońcem”. 

„Doczesność narodzin” Bogdana Łosia to książka, która większy apetyt rozbudza, niż zaspokaja. Jestem przekonany, że z każdą kolejną książką będzie się krystalizował własny, oryginalny styl autora.

Podobne wpisy

  • Miało zachęcić? Na pewno nie zniechęciło

    „Przewodnik dla zniechęconych spowiedzią i mszą świętą” ojca Tomasza Pawłowskiego to książeczka dla wszystkich, którzy chcą sobie przypomnieć po co właściwie jest spowiedź, pokuta i msza święta, ale nie za bardzo chcieliby rozbudowanych i gęstych rozważań filozoficznych, a wolą konkretne uwagi praktyka.  Dobra to książeczka, bo życiowa. Nie ma w niej kazań, nie ma teologii…

  • W sobotę rabin pościł – Harry Kemelmann

    Nie był to eksperyment, tylko impuls. Patrzę na okładkę, a tam „Detroit Press” mówi, że to „absolutny top powieści detektywistycznej”, „Bestsellers”: „najwyższa jakość”, „The New York Times”: „Świetnie opowiedziana super historia”. I cena 2,99, no to pomyślałem: raz kozie śmierć. Dało się to arcydzieło przeczytać w dwa wieczory. Refleksji nie wzbudziło, więc łączna liczba godzin…

  • |

    Drzewo życzeń

    Książki dla dzieci bywają infantylne, żeby nie powiedzieć wprost: głupawe. Czasem są piękne, ale puste. Rzadko się zdarza coś tak mocnego, dobrego, pięknego i mądrego zarazem jak ?Drzewo życzeń? Katarzyny Applegate.  Książka ta jest światowym bestsellerem. Kiedy widzę tego rodzaju ?rekomendację?, staram się trzymać od tytułu z daleka. Jeśli coś podoba się milionom czytelników, musi…

  • Templariusze bez sensu

    Paul Christopher jest autorem tłumaczonym na kilkanaście języków, sprzedał parę milionów książek. Jego 'The Templar conspiracy’ zapowiada tytułem więcej, niż faktycznie oferuje. Ale jak ktoś lubi komiksowe opowieści: polecam. Historia zaczyna się banalnie. Mężczyzna wchodzi w wigilię na dach rzymskiego budynku, je kanapkę z jajkiem (!), robi sobie drzemkę, włącza przenośne radio, wyjmuje snajperski karabin…

  • Wszyscy muszą zginąć

    Dzieciak wchodzi z bronią do szkoły i zaczyna się jatka. Początek mocny, prawda? Pytanie co dalej. Można, jak u Kinga, pociągnąć wątek gry, która ujawni złożone relacje między rówieśnikami i nieprawdopodobnie skłębioną psychikę głównego bohatera, a można, jak Marcel Moss, skończyć na samej masakrze i paru gejowskich scenach. „Wszyscy muszą zginąć” zapowiada się naprawdę dobrze….

  • Możemy cię zbudować

    Dick jest mistrzem SF, wiadomo, ale przecież nie tylko. Bywają i takie powieści, w których przyszłość, fantastyka naukowa itp są jedynie osnową dla prawdziwego, uniwersalnego dramatu. Taką powieścią jest właśnie „Możemy cię zbudować”.  To nie jest kanoniczny utwór Dicka. Oj nie, daleko mu do tych, o których myślimy w pierwszym rzędzie mówiąc o prozie Philipa…