Możemy cię zbudować

Dick jest mistrzem SF, wiadomo, ale przecież nie tylko. Bywają i takie powieści, w których przyszłość, fantastyka naukowa itp są jedynie osnową dla prawdziwego, uniwersalnego dramatu. Taką powieścią jest właśnie „Możemy cię zbudować”. 

To nie jest kanoniczny utwór Dicka. Oj nie, daleko mu do tych, o których myślimy w pierwszym rzędzie mówiąc o prozie Philipa Dicka. A jednak jest w tej powieści coś, co zostaje na długo. Pod względem formalnym, kompozycyjnym, jest to bardzo niedopracowany, chaotyczny utwór. Nawet biorąc pod uwagę wyłącznie gatunek, trudno jest nadążyć za autorem, bo książka zaczyna się klasycznym science fiction, żeby przejść do konwencji powieści obyczajowej, a skończyć na czymś, co śmiało można nazwać dramatem psychologicznym. 

Czy warto sięgnąć/wrócić do „Możemy cię zbudować”? Warto! Bardzo rzadko Dick pisał o miłości w taki sposób, sceny erotyczne u tego autora można policzyć na palcach jednej ręki. Choć kwestie zdrowia psychicznego, postrzegania świata przez ludzi widzących inaczej niż reszta społeczeństwa pojawiają się w wielu powieściach Dicka, to w tej właśnie powieści dramat człowieka balansującego na krawędzi jest pokazany chyba najbardziej dosadnie, bez chowania się za żadne paranormalne kotary. To dobra powieść. Gdyby nie napisał jej Dick, powiedziałbym, że bardzo dobra. 

Podobne wpisy

  • Taniec śmierci

    Choroby fascynują. Nie pod względem medycznym (albo – nie tylko pod tym kątem), ale jako zjawiska kulturowe, gospodarcze, socjologiczne, religijne. Pojedynczy przypadek to temat dla lekarza, ale epidemia to już większy temat. Jedną z ofiar tej niezdrowej, ale jakże ciekawej fascynacji zarazami jest John Aberth, autor świetnej książki „Spektakle masowej śmierci”. Aberth zastanawia się, jak…

  • Konan Destylator

    Pamiętacie Kira Bułyczowa i jego Wielki Guslar, w którym czasem pojawiały się w sklepie prawdziwe (spełniające życzenia!) złote rybki a wódka leciała z kranów? No to przypomnijcie to sobie w naszym, swojskim, wydaniu, które smakuje na pewno nie gorzej od radzieckiego mistrza ciętego SF. Andrzej Pilipiuk nie jest może językowym żonglerem, ale z całą pewnością…

  • |

    Walia, kormoran i śmierć

    Są takie książki, które spadają na człowieka jak nagłe, niespodziewane wydarzenie. Zanim zrozumiesz co się stało, już jest po wszystkim. A ty zostajesz na długie godziny, dni, tygodnie z rozmyślaniem, analizowaniem, dekonstruowaniem. Taki jest „Kormoran” Stephena Gregory. Dość przypadkiem wpadła mi w ręce ta książka, wydana oryginalnie w 1986 roku, a po polsku osiem lat…

  • |

    Chwała Bohaterom pióra!

    Mówi się, że dzisiaj wojny wygrywa się przede wszystkim informacją, a oręż jest mniej istotny. Pewnie to przejaskrawienie, choć trudno przecenić znaczenie propagandy w działaniach militarnych. Dzisiaj obserwujemy w mediach tradycyjnych i drukowanych całej Europy zmaganie się racji prorosyjskich z propolskimi. Chwilami bardzo przypominają one werbalno-emocjonalne boje, jakie toczyliśmy z Rosjanami przed prawie stu laty….

  • Pierwsi byli chłopcy z Kwidzyna

    Przyjmuje się powszechnie, że II wojna światowa rozpoczęła się 1 września 1939 roku. Nie możemy jednak zapominać, że najwięcej ofiar niemiecki terror zebrał wśród dzieci i młodzieży, a pierwszymi, którzy zostali represjonowani byli młodzi, polscy mieszkańcy Kwidzyna leżącego w ówczesnych Prusach.  Po upadku Niemiec przypieczętowanym Traktatem Wersalskim na mapy wróciła niepodległa Rzeczpospolita. Nie wszystkim Polakom…