|

Biznes w cieniu holocaustu 

O niemieckich obozach wiemy już bardzo dużo, ale wciąż istnieją białe plamy, które skrupulatni badacze starają się wypełniać wiedzą. Historyk z Nakła, Mariusz Gratkowski przyjrzał się uważnie postaci Fritza Emila Schultza – przedsiębiorcy, który na kontrakcie z Wehrmachtem, dającym mu dostęp do niewolniczej siły roboczej, zbudował potężne imperium. 

„Biznes w cieniu holocaustu. Działalność Fritza Emila Schultza na tle eksploatacji gospodarczej i ludobójstwa III Rzeszy Niemieckiej na terenie okupowanych ziem polskich”, bo tak brzmi pełny tytuł książki Mariusza Gratkowskiego, to zwięzła opowieść o człowieku, który jeszcze w latach trzydziestych był istotnym graczem na gdańskim rynku kuśnierskim. Wypłynął na szerokie wody dopiero po inwazji Niemiec na Polskę. Schultz zarobił ogromne pieniądze wykorzystując niewolniczą pracę Żydów i Polaków w warszawskim getcie, w Trawnikach, Stutthofie i Potulicach. Gwoli sprawiedliwości autor cytuje wypowiedzi byłych więźniów, którzy nazywają go „najprzyzwoitszym z Niemców w getcie”. Trudno jednak nie widzieć pełnego obrazu: przedsiębiorcy, który dla własnego zysku wykorzystywał więźniów. 

Opracowanie Mariusza Gratkowskiego to dobra, uczciwa opowieść o człowieku, który bezwzględnie wykorzystał okazję do zarobku, nie licząc się z kwestiami etycznymi. Nie zdradzę chyba zbyt wiele jeśli powiem, że po wojnie nie stała mu się krzywda, bez szwanku przeszedł proces denazyfikacyjny, nie sformułowano wobec niego żadnych oskarżeń. Schultz zmarł w roku 1964. Blisko dwadzieścia lat po upadku III Rzeszy. Trochę mi brakuje informacji o tym, jak spędził ten czas. Dalej prowadził firmę? Żył z fortuny zarobionej na niewolniczej pracy? Tego się z książki nie dowiemy. 

„Biznes w cieniu holocaustu” to ważne opracowanie, które pomaga nam zrozumieć, jak była możliwa III Rzesza, jak były możliwe getta i obozy. I pokazuje, że odpowiedzialność za nazistowskie piekło spoczywa nie tylko na jego architektach i bezpośrednich wykonawcach, ale także na tych, którzy szeroko korzystali z uprzywilejowanej pozycji nadludzi. 

Mariusz Gratkowski, „Biznes w cieniu holocaustu”, Wydawnictwo Brda, Bydgoszcz 2026

Podobne wpisy

  • Mix niemal doskonały

    Są powieści, którym się stawia poważne wymagania, ale są też takie, od których się oczekuje doskonałej rozrywki. Pochodząca z zamierzchłych czasów początku lat 90. powieść „Mesjasz” bydgoskiego autora Tadeusza Oszubskiego jest w tej drugiej kategorii na samym szczycie. „Mesjasz” jest miksem czarnego kryminału w stylu Raymonda Chandlera, powieści grozy, dark fantasy i dobrej sensacji. Prowadzący…

  • |

    Profesor nauk medycznych w pasiaku

    Stanisław Sterkowicz – późniejszy profesor nauk medycznych – trafił do jednego z najcięższych obozów koncentracyjnych. W Neuengamme prowadzono brutalne eksperymenty medyczne dotyczące leczenia i zapobiegania gruźlicy, odtruwania skażonej wody pitnej i przeprowadzania transplantacji kości.  Profesor Sterkowicz opisał własne doświadczenia z obozu w książce „Obóz koncentracyjny Neuengamme”, a rok później (2006) wydał także książkę „Kobiecy obóz…

  • Mistrz przestrzeni

    „Oblicza Wód” Roberta Silverberga to powieść wyjątkowa. Trudno ją zakwalifikować do science fiction, nie jest to fantasy. W moim przekonaniu najbliżej jej do fantastycznego traktatu etycznego, choć to określenie kompletnie nie oddaje sensu książki. Na obwolucie mówi do nas Isaac Asimov: „Tam, gdzie Robert Silverberg jest dzisiaj, science fiction dojdzie dopiero w przyszłości”. Dodam tylko,…

  • |

    Walia, kormoran i śmierć

    Są takie książki, które spadają na człowieka jak nagłe, niespodziewane wydarzenie. Zanim zrozumiesz co się stało, już jest po wszystkim. A ty zostajesz na długie godziny, dni, tygodnie z rozmyślaniem, analizowaniem, dekonstruowaniem. Taki jest „Kormoran” Stephena Gregory. Dość przypadkiem wpadła mi w ręce ta książka, wydana oryginalnie w 1986 roku, a po polsku osiem lat…

  • Najtrudniejsza lekcja

    Dzisiaj Europejczykom wydaje się, że o wojnach wiedzą wszystko: oglądają je przecież codziennie na swoich wielkich telewizorach z bardzo mądrymi tłumaczeniami wybitnych ekspertów. Taki też był Daniel Rye, dwudziestokilkulatek z Danii, który koniecznie chciał być fotografem i przeżyć przygodę życia. Spakował plecak i pojechał pierwszy raz w swoim życiu na Bliski Wschód bez znajomości realiów,…