Nowoczesny endek z wysokiego piętra

Bardzo lubię czytać Ziemkiewicza w celach terapeutycznych. Po prostu, czasem człowiekowi potrzeba legitymizacji i elokwentnego wyrażenia własnych poglądów. Kiedy Ziemkiewicz analizuje zjawiska na polskiej scenie politycznej, w sferze medialnej, personalnej – czuję, jakbym czytał własny, nigdy nienapisany esej dotyczący tych spraw. Lekkość pióra, erudycja codziennego zjadacza niusów także z mniej eksponowanych stron i adekwatna dosadność ocen – za to wszystko można Ziemkiewicza cenić chyba nawet bardziej, niż za prozę. Gorzej, kiedy Ziemkiewicz zabiera się za mentorstwo.

 

W „Myślach nowoczesnego endeka” gros książki zawierają właśnie rozważania, które muszą zmierzać (i oczywiście zmierzają) w stronę tych samych wniosków, co we wszystkich poprzednich pracach autora „Polactwa”. Jeśli Ziemkiewicz modyfikuje któreś ze swoich tez, to tylko nieznacznie. Tym razem, przykładowo, nie twierdzi już, że Adam Michnik jest demiurgiem jakiegoś układu, ale raczej że jest jego produktem. Może o dla miłośników „Michnikowszczyzny” ma jakieś znaczenie – dla większości jestem przekonany, że jest absolutnie obojętnym niuansem.

 

I z takąż przyjemnością sytego narcyza czytałem „Myśli nowoczesnego endeka”. Niestety, do czasu, kiedy Rafał Ziemkiewicz postanowił podzielić się swoimi przemyśleniami dotyczącymi recepty na polski kisiel. Fakt, że tę katastrofę zapowiadał już od pierwszych stron. Genezą „Myśli” miały być spotkania z czytelnikami, którzy nieusatysfakcjonowani samymi analizami, domagali się recepty. Co zrobić, żeby było „normalnie”? Przed długi czas Ziemkiewicz wzbraniał się przed mieszaniem ról dziennikarza i polityka. Upierał się, że zadaniem żurnalisty i pisarza jest analiza i diagnoza, ale recepta jest już domeną polityka. I trzeba było przy tym zostać.

 

W „Myślach” Ziemkiewicz cytuje – nie żeby wzmocnić wartość merytoryczną czy argumentacyjną swojego wywodu, ale raczej dla efektu estetyczno-erudycyjnego – Kazika Staszewskiego. I tak naprawdę właśnie w tym momencie zapaliła mi się lampka, która nie zgasła do ostatniego zdania „Myśli”.

Jak Ziemkiewicz widzi polską scenę polityczną, gospodarczą, międzynarodową pozycję kraju itp, każdy mniej więcej wie. Ale co proponuje, by „żyło się lepiej, wszystkim”? Co zrobić, żeby z jednej strony wydostać Polskę z zaklętej dwubiegunowości mafii i sekty, Tuska i Kaczyńskiego? Nie należy, zdaniem autora, liczyć na to, że obecna klasa polityczna cokolwiek zmieni, nikt z zewnątrz nas nie poprowadzi do dobrobytu, a żaden mąż opatrznościowy nie wyskoczy niczym deus ex machina. Otóż Ziemkiewicz twierdzi, że należy powielić amerykańskie wzorce jak najgłębszej demokracji. Stąd także tytułowa endecja, narodowa DEMOKRACJA. Wystarczy, żeby ponad podziałami spróbować wspólnych inicjatyw w lokalnych lub po prostu wspólnych sprawach. I wtedy wszystko się ułoży. Naiwne? Ziemkiewicz widzi, że to recepta, która może być dla wielu absolutnie rozczarowująca. Ale twierdzi, że to jedyna droga.

 

Co łączy Ziemkiewicza ze Staszewskim? Są idolami olbrzymiej grupy Polaków, są autorytetami, oczywiście znając miarę – jeden jest publicystą politycznym, drugi autorem piosenek. Obaj widzą, że Polska jest krajem, w którym jest brud, syf, bieda i beznadzieja. Ale też obaj doskonale w tym kisielu pływają. Staszewski jak go dopadnie chandra leci do swojego domu na Ibizie, Ziemkiewicz dawno już nie zastanawiał się nad kosztami zimowych butów. I dlatego w „Myślach” nie znajdziemy nic z radykalizmu, jakiegokolwiek wezwania do samokształcenia, samoorganizacji w celu totalnej zmiany systemu. Znajdziemy receptę, by ponad podziałami pracą organiczną budować… No właśnie, co budować?

 

Jasne, powie ktoś, że z punktu widzenia endecji myśli się o narodzie. Ziemkiewicz przytacza stary, ale dzisiaj chyba jeszcze aktualniejszy niż onegdaj podział na naród i żywioł. Świadomy naród i żywioł polski, ten o którym Dmowski mówił „analfabeci” i na który tak bardzo liczył.

 

Z klimatyzowanej redakcji „Rzeczpospolitej”, nie martwiąc się o stan konta, widzi się wiele spraw dokładniej. Ma się czas i możliwości, by analizować system i znów rozpętywać spór o powszechniki. To jednak zdecydowanie za wysoko, żeby dostrzec ludzi, którzy muszą podejmować dramatyczne decyzje: ogrzewanie czy jedzenie. Nie widać tych milionów Polaków, którzy przeżyli Millera, przeżyli Kaczyńskiego, ale przy Tusku już nie dają rady i właśnie jak hindusi zapożyczają się u swoich rodzin, żeby wyemigrować z kraju na zawsze.

 

Mam propozycję: niech pan, panie Rafale, spędzi jeden dzień na lotnisku – gdzieś w Poznaniu, Gdańsku, Łodzi, choćby nawet w Warszawie. Niech pan popatrzy, z jaką ulgą, choć i lękiem, wsiadają do samolotów setki polskich rodzin. I niech pan spróbuje im zaproponować pracę organiczną…

Podobne wpisy

  • |

    Podróż z Decem

    Nic mi nie mówiło nazwisko Wojciecha Pogonowskiego, kiedy zobaczyłem jego debiutancką powieść „Prima aprilis. Nepomuk”. A powinno, bo człowiek bardzo ciekawy: za komuny krytyk literacki, potem wydawca i… przynęta policyjna w walce z mafią. Ciekawy tygiel? Nic dziwnego, że i powieść wyjątkowa. Lubię powieści nieoczywiste, Pogonowski najwidoczniej jako krytyk naczytał się już tyle liniowych historii,…

  • Wszyscy muszą zginąć

    Dzieciak wchodzi z bronią do szkoły i zaczyna się jatka. Początek mocny, prawda? Pytanie co dalej. Można, jak u Kinga, pociągnąć wątek gry, która ujawni złożone relacje między rówieśnikami i nieprawdopodobnie skłębioną psychikę głównego bohatera, a można, jak Marcel Moss, skończyć na samej masakrze i paru gejowskich scenach. „Wszyscy muszą zginąć” zapowiada się naprawdę dobrze….

  • Wybaw nas – Krug!

    Ależ to dobre! Doskonałe! Twarde, konkretne SF. Klasyka gatunku. Za każdym razem kiedy sięgam po cokolwiek Roberta Silverberga mam wrażenie, że czytam na kilkuset stronach definicję fantastyki naukowej. „Wieża światła” nie jest wyjątkiem. XXIII wiek. Ludzie są w mniejszości, nie ma już państw, kosmos stoi otworem. Simeon Krug jest najbogatszym człowiekiem na Ziemi. Zbudował olbrzymie…

  • Piekło jest puste

    Już wiem, dlaczego Remigiusz Mróz sprzedał ponad trzynaście milionów książek w ciągu dziesięciu lat. „Piekło jest puste”, powieść wydana w 2025 roku, dokładnie tłumaczy ten fenomen. Wziąłem ją do ręki przedwczoraj wieczorem. Czytałem do nocy. Czytałem cały kolejny dzień. Skończyłem wieczorem. Dzisiaj już ledwo pamiętam fabułę, ale klimat – doskonale!  Mróz jest mistrzem hipnozy. Potrafi…

  • Gniew

    Stephen King jest pisarzem specyficznym: pisze dużo, bawi się gatunkami, ale ta żonglerka zwykle w magiczny sposób hipnotyzuje czytelnika. Nie inaczej jest z „Gniewem”, który King opublikował jako Richard Bachman. Bohaterem „Gniewu” jest nastolatek, który morduje dwóch nauczycieli i przetrzymuje kilka godzin jako zakładników całą swoją klasę. Między młodymi ludźmi zaczyna się specyficzna gra, w…