Realizm konkretny z nutką autoironii

74814_humpty-dumpty-w-oakland_300Philip K. Dick równa się science fiction. Mało kto pamięta, że napisał też takie perełki jak powieść „Humpty Dumpty w Oakland”. Leży ona właśnie w księgarni na Gdańskiej, w Bydgoszczy, za 11 złotych. To naprawdę przyjemnie wydane 11 złotych.

Byłem na parę dni w Bydgoszczy. Na ul. Gdańskiej – na wysokości zbrukanego tanimi gaciami czy innym paskudztwem, w sercu miasta, w progu zeszłego kina Pomorzanin – wstąpiłem do księgarni handlującej książkami, których nikt nie chce i które solidnie przeceniono. Faktycznie, zalega tam głównie plastikowy badziew. Ale uważne oko szybko zatrzyma się na ciekawej, odbiegającej od tamtejszego standardu okładce „Humpty Dumpty w Oakland”. Warto zabrać do domu tę książkę.

Ta niecodzienna jak na twórczość autora „Ubika” powieść pokazuje zwykłą Amerykę, z której opadł już kurz światowej wojny. Mistrzowskie tłumaczenie na język polski – nie pamiętam niestety nazwiska tłumacza, a książka została w Polsce – świetnie oddaje nawet takie smaczki jak nieco archaizujący język ulicy. Para głównych bohaterów to zwyczajni wariaci, którzy mimo monstrualnego bałaganu w głowach funkcjonują na rynku: jeden jest starszym mechanikiem samochodowym, właścicielem warsztatu, drugi – zdecydowanie młodszy – prowadzi na terenie tego warsztatu komis samochodowy. Starszemu powodzi się w biznesie, młodszy wciska złom kolorowym mieszkańcom dzielnicy i marzy o sukcesie. Obaj dostają od losu życiową szansę. Jak można się domyślać, znając Dicka, nic nie będzie proste, a takimi kategoriami jak „prawda” nie posługują się nawet bohaterowie książki.

Smaczku powieści dodaje kunszt Dicka. Każde zdanie, każdy dialog i każdy opis są perełkami literatury. A kiedy w pewnym momencie jeden z epizodycznych bohaterów wygłasza swoją opinię na temat… pisarzy science fiction, jesteśmy przekonani, jaką dozą autoironii dysponował autor „Valisa”.

Podniósł książkę science fiction i ponownie upuścil ją na blat. – Wiesz, tych gości, co piszą takie historie… o rakietach, maszynach do podróżowania w czasie, napędzie dającym prędkość większą od prędkości światła i tych wszystkich pierdołach. Jak chcesz, żeby twój bohater znalazl się na Marsie, mowisz coś takiego: „Włączyl automatyczne dysze wysokiego poboru”. To zdanko akurat nie jest najgorsze, tak jak niektore inne. Prują przez wszechświat. Łatwo musi być pisać coś takiego. Pewnie skrobią wszystko na chybcika.

Mocno polecam. Warto sięgnąć po nie-fantastycznego, a na skroś realistycznego Dicka.

Podobne wpisy

  • Portret Doriana Gray’a

    Każde zdanie to perełka, większość akapitów to przesyt lukru, a każdy rozdział to czytelnicza tragedia. Cała powieść kradnie tylko czas.   Oscar Wilde był wyjątkowo błyskotliwym człowiekiem, miał język nie na smyczy i w kagańcu, jak niestety większość z nas, ale potrafił drobnym gestem natychmiast zmusić go do pokazywania najbardziej wymyślnych sztuczek. Sztukmistrz paradoksu spróbował…

  • Niemiecka jesień. Zapomniany gatunek, zapomniane tragedie

    Jesień 1946 roku była dla Niemców tragicznym okresem. Dla wszystkich Niemców. Rozpoznawalni naziści tracili życie w procesach, szeregowi hitlerowcy dostawali pokutę. Wszyscy cierpieli potworny głód, ziąb i złość. Głównie na samych hitlerowców, ale też na okupantów, którzy zbyt przeciągali – zdaniem niektórych – odbudowę Niemiec. Stig Dagerman był szwedzkim dziennikarzem, który przyjechał w drugiej połowie…

  • Boża inwazja 

    Istnieją pisarze sformatowani, jednogatunkowi. Philip K. Dick do nich nie należał. Wciskanie go w mimo wszystko ciasną szufladę science fiction to nieporozumienie. Dla Dicka świat robotów, zaawansowanej technologicznie przyszłości, był wyłącznie tłem do opowiedzenia o tym, co dla człowieka jest najważniejsze od samego początku, od zarania ludzkości.  „Boża inwazja” nie jest metaforą. W tym świecie…

  • American way of justice

    Od wielu lat mam totalną szajbę na literaturę faktu o niemieckich zbrodniach w czasie wojny. Od Lebensborn przez Powstanie do obozów. Okazuje się, że mają świetnych naśladowców, świadomych swoich korzeni. To co się stało w Guantanamo to była zbrodnia przeciwko ludzkości. Amerykanie są bezpośrednio odpowiedzialni za to, co się działo w Kandaharze i potem na…

  • Obrazkowe „must read”

    „90 najważniejszych książek dla ludzi, którzy nie mają czasu czytać” Henrika Lange to rzecz, która miała być zarówno śmieszna, jak i – mam nadzieję – zachęcająca do lektury opisywanych tytułów. Tak się chyba jednak nie da. Choć przyjemność sprawiła mi sporą. „Wystarczy pół godziny w autobusie i kanon literatury powszechnej masz w małym palcu :-)”…

  • Teraz czekaj na zeszły rok

    Philip K. Dick powinien być na receptę. Nie wiem, kto podjął decyzję, żeby jego powieści tak po prostu leżały na półkach i były dostępne dla każdego, nawet dla niepełnoletnich. Przecież one szybciej i trwalej zmieniają świadomość niż popularne narkotyki! „Teraz czekaj na zeszły rok” to opowieść o czasie, odpowiedzialności i o relatywizmie. Zabrzmiało nieco sztywno,…