Ofiary fanatyzmu

ofiary_fanatyzmu„Ofiary fanatyzmu” wydane w 1987 roku to naprawdę ciekawa pozycja, choć dzisiaj mocno zapomniana. Nie wszystko co wyszło „za komuny” o historii musi być złe 🙂 Mimo wszystko, akurat ta książka jest z różnych powodów warta lektury.

Franciszek Bernaś wziął pod swoją – mocno czerwoną, nie ukrywajmy – lupę zabójstwa trzech prezydentów: Abrahama Lincolna, Gabriela Narutowicza i Paula Doumera. Te wydarzenia dzieli nie tylko 67 lat i parę tysięcy kilometrów. Jest jednak coś, co zdaniem autora łączy trzy morderstwa: fanatyzm i tajemnica przyklejona do postaci tych, którzy pociągali za cyngle. Tuż za marginesem książki można znaleźć najważniejszą cechę wspólną: prawicowość czy konserwatyzm, który miał zdaniem autora być główną przyczyną morderstw.

Do Lincolna, tuż po bratobójczej wojnie secesyjnej prowadzonej – jak nas przekonuje autor – wyłącznie z powodu niezgody w sprawie zniesienia niewolnictwa strzały oddał wieczorem 14 kwietnia 1865 roku dziwak, John Wilkeas Booth. Aktor i w tajemniczy sposób majętny mężczyzna nie mógł o motywach powiedzieć nic – porywczy policjant mimo kategorycznego zakazu zastrzelił go. Autor „Ofiar fanatyzmu” w niedwuznaczny sposób sugeruje, że z przypadkiem ta śmierć nie miała wiele wspólnego, a faktycznie Booth działał na zlecenie i za pieniądze przegranego Południa.

Kiedy Eligiusz Niewiadomski podczas wystawy w warszawskiej Zachęcie oddał 16 grudnia 1922 roku strzały do prezydenta Gabriela Narutowicza, mało kto wierzył, że był to czyn szaleńca. Po naprawdę skomplikowanej procedurze, po kilku turach głosowań (wtedy prezydenta wybierali posłowie i senatorowie, za każdą turą odpadał najsłabszy kandydat) prezydentem zostaje zniechęcany do kandydowania przez Piłsudskiego Narutowicz, w mediach rozpętało się piekło. Takie są fakty, ale czy naprawdę są powody, żeby za tę zbrodnię obwiniać generała Hallera i całą ówczesną polską prawicę? Niewiadomski to jedna z najbardziej tajemniczych postaci w polskiej historii. Do dzisiaj nie wiemy na pewno kim był, wariatem? Z jego oświadczeń podczas śledztwa wyłania się raczej zrównoważony, choć skrajnie radykalny obraz człowieka zdesperowanego.

Narutowicz jako człowiek dla mnie nie istniał. Nie widziałem go nigdy, nie znałem go, nie rozmawiałem z nim ani razu.

Paweł Gorgułow strzelający kilkukrotnie do prezydenta Francji Paula Doumera 6 maja 1932 roku jest przedstawiany jako typowy wariat, zakładający jednoosobowe faszystowskie partie białych Rosjan, lekarz przeprowadzający nielegalne aborcje i grafoman wydający powieści po niemiecku, których nikt nie chce kupować. W dodatku pozbawiony umiejętności racjonalnego myślenia daje się zmanipulować antysowieckim działaczom imigracyjnym we Francji. Tak twierdzi autor książki.

Sam pomysł zestawienia tych trzech wydarzeń wydaje się interesujący, ale banalizowanie, upraszczanie sprawy są niegodne historyka. Tymczasem Franciszek Bernaś umie napisać tak:

Prezydent Lincoln zginął w odwecie za klęskę niewolniczego, zacofanego gospodarczo i społecznie amerykańskiego Południa; Narutowicz za swe postępowe poglądy i porażkę wyborczą poniesioną w wyborach prezydenckich przez polską prawicę; Doumer zaś za swój negatywny stosunek do planów wciągnięcia Francji do realizacji nowej antyradzieckiej krucjaty.

Wszystkie trzy tragedie narodowe łączy moim zdaniem tak naprawdę coś innego: dramat tych, którzy pociągali za spust. Wszyscy trzej mężczyźni byli nieświadomie trybikami w olbrzymiej maszynie. Wiem, że to brzmi strasznie, bo każdy odpowiada za swoje czyny itd. Jednak mamy świeże przykłady podobnych zbrodniarzy, jak choćby mężczyzna, który wszedł z bronią do biura poselskiego PiS bodajże w Łodzi. Czy faktycznym winnym tej zbrodni są media? Starożytni mieli w tej kwestii prosty wzór rozumowania: is fecit, cui prodest. Ten uczynił, komu to przyniosło korzyść. Straszne trochę, nieprawdaż?

Podobne wpisy

  • Dzieci na celowniku

    Tess Gerritsen jest wciąż na mojej top liście. Tym razem połknąłem jej przedostatnią powieść, wydaną w 2012 roku „Last to die” (w Polsce wyszło pod tytułem „Ostatni, który umrze”). Nie powiem, to kawał przyzwoitej prozy, ale… Gerritsen przyzwyczaiła mnie do pewnego, solidnego poziomu pisarskiego. Tej powieści warsztatowo niczego nie brakuje. Od Amerykanki wymagam jednak czegoś…

  • Szminka na sztandarze

    Stara książka, sprzed 14 lat. Ewa Kondratowicz rozmawia z dwudziestoma kobietami, dzięki którym – jak możemy zrozumieć między wierszami – Solidarność była możliwa. „Szminka na sztandarze. Kobiety Solidarności 1980-1989. Rozmowy” to książka dość męcząca. Nie tylko przez swoją formułę – rozmów prowadzonych jakby ze sztancy – ale także przez nieudolność autorki, która ewidentnie boi się…

  • Mord na Zimnych Wodach 

    Przedwojenna Bydgoszcz ma swój urok miasta pełnego rozpusty, wielokulturowości, ale także stresu powodowanego poczuciem niepewności, czy wręcz tymczasowości. Miasto pogranicza, w którym wciąż ścierały się żywioły narodowe i religijne. Nie jest łatwo oddać ten klimat w powieści, która przecież ma przede wszystkim dawać rozrywkę. Niewielu zresztą próbowało. Jarosław Jakubowski z wydaną w 2015 roku „Rzeką…

  • Ta rewolucja zjada wszystkie dzieci

    Komuniści już dawno doszli do wniosku, że rewolucji nie da się wygrać z karabinem w ręku, tylko z piórem. Nie chodzi bowiem o to, żeby obalać królów i carów, bo na ich miejsce przyjdą towarzysze jeszcze bardziej królewscy i carscy. Chodzi o to, żeby zniszczyć rodzinę, zniszczyć fundament społeczeństwa, a wówczas nowy człowiek powstanie sam,…

  • Moi współcześni. Wśród swoich 

    Stanisław Przybyszewski był legendą za życia i „Życia”, które prowadził raptem niecałe dwa lata. Młoda Polska dzisiaj wydaje nam się w miarę sensownym terminem porządkującym to, co działo się w rodzimej literaturze przełomu wieków, ale sam Przybyszewski gorąco protestował przeciwko etykietowaniu całego pokolenia.  Pierwszy tom „Moich współczesnych” Przybyszewski poświęcił twórcom, wśród których się obracał na…

  • Hejter

    Jarosław Jakubowski wydał ?Hejtera? w 2020 roku. Powieść trafiła w moje ręce sześć lat później. Szkoda, bo mógłbym w tym czasie przeczytać go kilkukrotnie, ale dobrze, że stało się to teraz, a nie za kilka lat. Albo w ogóle. O ile z chłodnym dystansem przyjmuję do wiadomości, że prawdopodobnie większość Polaków nigdy nie przeczyta „Hejtera”,…