Melancholia chroniczna 

Współczesna poezja zwykle jest dla mnie mało strawna. Zbyt często autorzy pustkę duchową i intelektualną chowają za czasem bardzo widowiskową kaskadą formy. Popisują się językową ekwilibrystyką, ale ich pląsy nie przynoszą nic poza chwilowym uniesieniem brwi. Do rzadkości należą poeci, którzy potrafią wyrzucić na stół całą prawdę, tak bardzo umazaną śluzem języka, jak  potrafią. Bo niby skąd mają się uczyć, jeśli dzisiaj – jak sądzę intuicja mnie nie myli – kilkukrotnie więcej osób poezję pisze, niż ją czyta. W zalewie tomów niskiej lub żadnej wartości artystycznej czasem zdarzy się książka, która przykuje i zaskoczy nie formą, a treścią. Dzięki temu na długo zostanie ze mną zarówno ta konkretna poezja, jak i nazwisko autora. Tak właśnie się stanie i do wąskiego grona poetów, których obserwuję z nieustannym zainteresowaniem dołączył właśnie kolejny bydgoszczanin – Michał Jankowski. 

„Melancholia chroniczna” to wydany w 2024 roku niewielkiej objętości zbór poezji. Niech jednak nikogo nie zwiedzie szczupłość grzbietu. Ta książka ma potężną siłę. Trzydzieści wierszy i kilkadziesiąt monochromatycznych fotografii autora uderza z nieprawdopodobnym wdziękiem i mocą. Wydawałoby się, że od kilkuset lat nikt tak już nie pisze, że barokowe misteria mroku, melancholii i nadziei cieszą już tylko przygarbionych badaczy w okularach z grubymi szkłami, a tu proszę! Przychodzi Jankowski i pisze tak, jakby czasu nie było: bezczelnie szczerze, ale unikając wulgarnego ekshibicjonizmu, nie bojąc się rymów, ale nie wpadając w ich niewolę, nie puszczając do czytelnika tandetnego oczka, ale też nie zapominając o nim doszczętnie. Bo to tym czytelnikiem, pierwszym i najważniejszym, jest sam autor, który zaprasza nas do swojego sanktuarium. 

We wstępie Jankowski pisze, że ten „zbiór to mroczna mieszanka cieni, jakie chować się mogą w człowieku”. To nie jest czcza kokieteria, bo poeta doskonale poznał tę stronę ludzkiej duszy. „Lęków całe korowody / udręki i rozstroje / mroczne duszy ogrody / kwitnące paranoje” – wszystko to czytelnik przechadzający się po dotkniętym przemijaniem świecie zobaczy oczami melancholika, jak kiedyś nazwano ludzi cierpiących na depresję. Czas, przemijanie, niepowtarzalność chwili, która daje kroplę radości i morze tęsknoty – zobaczymy to wszystko z bliska. Jednak poezja Jankowskiego nie jest taplaniem się w rozpaczy, jak to robi przecież niejeden twórca oczarowany mrocznym blaskiem dekadencji. To by było wtórne i sztuczne, a autorowi „Melancholii chronicznej” tych dwóch zarzutów postawić nie sposób. Poezje, które dostajemy, nawiązują oczywiście i do Mikołaja Sępa-Szarzyńskiego, i do twórców zdecydowanie bliższych nam czasowo, ale przecież są niesamowicie świeże. Pewne motywy i dramatyczne stany świadomości są uniwersalne, choć dzisiaj twórcy kultury wydają się czasem pąsowieć i głos im drży, kiedy chcą powiedzieć coś o tęsknocie, przemijaniu, starości, samotności. Żyjemy w kulturze udawania, chowania się za bluzg, dystans, szyderę, rechot. Ktoś, kto staje w prawdzie i próbuje się z nią zmierzyć wydaje się gościem z innego czasu, z innej przestrzeni.

Michał Jankowski napisał, wydał i skutecznie wypromował kilka tytułów, ale jeśli chodzi o poezję, to jego debiut książkowy. Mam ogromną nadzieję, że nie zatrzyma się na tym. 

Podobne wpisy

  • Starszy, lepszy spleen

    Można go kochać, albo nie, ale facet otworzył powieści kryminalnej tylne drzwi. Pokazał brud, dekadencję i rozpacz otulone szalem cynizmu, humoru i mistrzowskich dialogów. Do „Żegnaj, laleczko” Raymonda Chandlera wracam regularnie i nic nie zapowiada, żeby ta fascynacja miała się kiedyś skończyć. Jest jeszcze ktoś, to nie zna Chandlera? Nie jest to pupilek dzisiejszych wydawnictw,…

  • Kochanka natura 

    Jolanta Baziak jest wyjątkową postacią na polskiej scenie literackiej. Debiutowała w 1974 roku, od blisko trzydziestu lat jest redaktorem naczelnym ogólnopolskiego miesięcznika literackiego Akant. Obok poezji para się także malarstwem, co ma odzwierciedlenie w jej książkach poetyckich, które są bogato ilustrowane obrazami autorki. Filozofka z wykształcenia i zamiłowania, w swojej liryce usiłuje uchwycić to, czego…

  • Ósmy krąg piekieł, czyli inkwizytor w bezbożnych czasach

    Zmęczony Sawaszkiewiczem musiałem odreagować. Padło na Krzysztofa Borunia i jego „Ósmy krąg piekieł”. Terapia okazała się wyjątkowo skuteczna 🙂 Średniowieczny inkwizytor, Modest Munch, podczas brawurowego egzorcyzmu zostaje z środka lasu przeniesiony w XXI wiek. Znajduje go poszukiwacz tajemniczego meteorytu. Początkowo Modest jest uznawany za zbiegłego z planu filmowego aktora, wariata, wyjątkowo biegłego w historii pasjonata….

  • Czystość i zmaza

    Mary Douglas napisała wiele książek dotykających antropologii. Jej rozważania na temat podstaw ludzkiej tożsamości i zasad na jakich wchodzimy w relacje ze światem były i wciąż są bardzo inspirujące. W serii „Biblioteka myśli współczesnej” ukazało się właśnie wydanie drugie poprawione fundamentalnej rozprawy zmarłej już blisko 20 lat temu autorki.  „Czystość i zmaza” to niesamowicie świeży,…

  • Czas na tożsamość

    Są autorzy, do których podchodzę z ogromnym szacunkiem, prawie że na kolanach. Wiem po prostu, że czeka mnie intelektualna przygoda na wiele miesięcy, bo po lekturze zostają w głowie pytania i tezy do rozważania przez długi czas. Taki jest Francis Fukuyama, którego „Tożsamość” kupiłem parę tygodni temu i wciąż nie mogę powiedzieć, że wiem, co…

  • |

    Kobiety z bloku 10

    Auschwitz jest dzisiaj nie jedynym z obozów, ale symbolem wszystkiego co z człowiekiem zrobiła niemiecka, narodowo-socjalistyczna ideologia. A barak nr 10 mógłby być symbolem tego, jak w obliczu ludobójstwa zachowywała się ówczesna niemiecka medycyna.  Barak, czy jak wolą niektóry go nazywać – blok, numer 10 miał specjalny status w Auschwitz. Tam właśnie przeprowadzano eksperymenty medyczne…