Tajemnica śmierci „mojej trójki”

Niedawno rozpływałem się tutaj nad „Mordem na Zimnych Wodach”, pierwszym kryminałem bydgoskiej dziennikarki i pisarki Małgorzaty Grosman. Od tego spektakularnego debiutu minęło już kilka lat i autorka w tym czasie wydała kilka książek, głównie popularnonaukowych. Z ogromną ekscytacją czekałem na nowy kryminał, w którym znów miał się pojawić Andrzej Fąferek – choć tym razem jeszcze nie jako policjant, a powstaniec wielkopolski prowadzący dochodzenie w sprawie okropnego morderstwa. W dniu premiery kupiłem egzemplarz i rzuciłem się do czytania.

Niestety, entuzjazm słabł wraz z przeczytanymi stronami. Być może część rozczarowania wynikała z mojego nastawienia. Czekałem bowiem na kolejną soczystą historię, która będzie mnie trzymała w napięciu do ostatnich stron. Oczywiście miałem nadzieję, że tło będzie równie atrakcyjne co przy debiucie – czyli Bydgoszcz i okolice, cudowna gwara, klimat międzywojnia. Jednak to, co w „Mordzie” stanowiło o wyjątkowości i atrakcyjności opowieści, tutaj staje się nieco przytłaczającą dydaktyką.

Sama historia, co zresztą sugeruje już tytuł, jest osnuta wokół dochodzenia, którego celem jest wyjaśnienie potwornej śmierci trojga dzieci. Zostały one zamordowane w ostatnich chwilach powstania wielkopolskiego, więc tło historyczne wydawało mi się ogromnie ciekawe. Chciałem je, podobnie jak w debiucie M. Grosman, poznać – że tak powiem – w działaniu. Oczekiwałem, że autorka mi je pokaże, a nie opowie. Tymczasem dostałem merytorycznie bardzo bogate opracowanie dotyczące przedednia odzyskania przez Polskę niepodległości i powrotu Bydgoszczy do Rzeczypospolitej, ale opowiedziane, nie pokazane. W pierwszej chwili poczułem się zawiedziony, ale kiedy „przestawiłem się” na taką konwencję, łatwiej było mi docenić historyczną warstwę powieści.

Siłą wielu kryminałów są wyraziści bohaterowie i umiejętnie budowane napięcie. Ci pierwsi pozwalają nam się utożsamić, uruchomić wyobraźnię i odpłynąć do innego świata, a zaskakująca fabuła jest gwarantem trwałości efektu „wow”. Tak było w „Mordzie na Zimnych Wodach”. Fąferek był facetem z krwi i kości, można było go sobie z łatwością wyobrazić i zostawał na długo w pamięci, ale tacy byli także inni bohaterowie i bohaterki. Całe sceny mógłbym sobie zwizualizować nawet teraz – choćby wizytę dwóch pań zainteresowanych narkotykami w lokalu o szemranej renomie. A w „Tajemnicy śmierci”, którą odłożyłem dosłownie kilka kwadransów temu? Właściwie żadna ze scen nie zapadła w pamięć.

Być może powodem jest konstrukcja powieści. Autorka zdecydowała się na krótkie, czasem bardzo krótkie sceny opowiadane z różnych perspektyw. To ciekawy zabieg, ale tutaj mnogość perspektyw rozprasza uwagę i osłabia napięcie. Mogę sobie wyobrazić powiedzmy dwa punkty widzenia, splatające się w fabułę powieści – ofiary i śledczego, sprawcy i policjanta, może nawet ofiary i sprawcy, ale tutaj tych „opowiadaczy” jest zdecydowanie zbyt wielu. Nie chodzi o to, że czytelnik się gubi w narracji, bo tak nie jest, ale o to, że po prostu gdzieś przy tych przeskokach znika napięcie. A trudno wyobrazić sobie coś, co bardziej psuje kryminał.

„Tajemnica śmierci mojej trójki” nie jest złą książką, tylko – mimo relatywnie skromnej objętości – nieco przegadaną. Autorka podejmuje ważne tematy i przypomina postacie dotychczas nieobecne albo słabo zaznaczone w polskiej literaturze i regionalnej pamięci. Kwestie handlu kobietami, udziału kobiet w powstaniu, w prowadzeniu biznesów – to wszystko są niezmiernie ciekawe i ważne tematy. Może jednak lepiej było je pokazać tak jak fotografistkę (skądinąd śliczny archaizm) Władysławę Spiżewską, która zaskakuje naszych dzielnych śledczych pełną godności i dumy postawą, ale też przymiotami intelektu i na dłużej zapada w pamięć, mimo że jest przecież bohaterką zaledwie epizodyczną. Tymczasem koszmarna tajemnica handlu kobietami jest zdecydowanie bardziej opowiedziana, niż pokazana. A czemu miał służyć tak bardzo rozbudowany wątek pociągu pancernego? Być może chodziło o zaciekawienie czytelnika militarnymi aspektami powstańczych batalii połowy lutego 1919 roku. Takich wątków, które wstrzymują fabułę, jest w powieści sporo. Czy to wada? Jeśli ktoś szuka kryminału, który nie pozwoli się oderwać od lektury, to niestety może poczuć się rozczarowany, ale dla czytelnika żywo zainteresowanego także historią regionu, każda taka dygresja jest warta uwagi.

Nowy kryminał Małgorzaty Grosman nie kokietuje czytelnika. Nie uwodzi go, nie obiecuje przygody życia. Stawia regionalną historię i faktograficzny konkret ponad tempo oraz fabularną efektowność. Jest pełną merytorycznego nadzienia opowieścią o czasie, który nie tylko w lokalnej świadomości praktycznie nie istnieje. Autorka podczas spotkania promocyjnego zapowiedziała kolejną powieść z Andrzejem Fąferkiem w roli głównej. Już ustawiam się po nią w kolejce, bo mnie taka dawka regionalnej historii nie odstrasza. Wręcz przeciwnie.

Małgorzata Grosman, Tajemnica śmierci „mojej trójki”, Wydawca: Małgorzata Grosman, Bydgoszcz 2026

Podobne wpisy

  • Ostatni taki esteta

    W połowie kwietnia zmarł Maciej Obremski. Nikt nie potrafił mówić o historii zaklętej w budynkach tak, jak on. Przypomniałem sobie właśnie zbiór jego felietonów wydany w 1999 roku zatytułowany „Z krasnalami do Europy”. Zbiory felietonów mają to do siebie, że rzadko się bronią przed upływem czasu. Te teksty dzisiaj czyta się mimo wszystko znakomicie. Obremski…

  • Nowoczesny endek z wysokiego piętra

    Bardzo lubię czytać Ziemkiewicza w celach terapeutycznych. Po prostu, czasem człowiekowi potrzeba legitymizacji i elokwentnego wyrażenia własnych poglądów. Kiedy Ziemkiewicz analizuje zjawiska na polskiej scenie politycznej, w sferze medialnej, personalnej – czuję, jakbym czytał własny, nigdy nienapisany esej dotyczący tych spraw. Lekkość pióra, erudycja codziennego zjadacza niusów także z mniej eksponowanych stron i adekwatna dosadność…

  • 16 schodów 

    Proza Bartłomieja Siwca jest nieco mniej znaną jego aktywnością literacką. Szef bydgoskiego oddziału SPP słynie przecież głównie z poezji, którą publikował już w niezliczonej liczbie czasopism literackich i za którą otrzymał masę nagród. Tymczasem jego proza jest równie interesująca, choć trzeba przyznać, że od paru lat Siwiec powieściowo milczy. Wydane przez Wydawnictwo Mamiko w 2018…

  • Uwikłani 

    Krzysztof Sidorkiewicz ma dużo do opowiedzenia, bo widział z bliska wiele. Tak głęboka świadomość historycznej kuchni niekoniecznie musi pomagać pisarzowi, może być niestety i tak, że nadmiar wiedzy przytłacza – najpierw twórcę, potem jego bohaterów, a na końcu czytelnika. Czy „Uwikłani”, jego najnowsza, druga w dorobku powieść dźwignęła bagaż doświadczeń autora?  Nie lubię biografizowania literatury,…

  • |

    Brudne motywacje słusznej wojny

    Polityka na najwyższym szczeblu nigdy nie jest jednoznaczna. Doprowadzenie do upadku zbrodniczego reżimu Saddama Husajna to z całą pewnością dobry uczynek. Masowe mordy Kurdów i szyitów, używanie broni chemicznej i biologicznej – to się skończyło. I dobrze. Problem, albo może raczej – ogromnie interesująca sprawa – w tym, dlaczego tak naprawdę Amerykanie, Brytyjczycy, Polacy i…

  • tylko biel

    Rok 2010. Grzegorz Kalinowski wydaje zbiór opowiadań „tylko biel” w Galerii Autorskiej. Książka trafia w moje ręce szesnaście lat później. Bez najmniejszego szwanku dla tej literatury. Idę za ciosem. „Nieme skrzypce” mnie oczarowały, więc szukam dalej. Chcę znów wejść w ten oniryczny klimat na pograniczu Franza Kafki i Bruno Schulza. Pierwsze wrażenie wraca jak echo:…