Zapomniany świat

Nic nie wiemy o wierzeniach obcych nam kulturowo ludzi. Wydaje nam się, że takie pojęcia jak „bóg” czy „kapłan” są powszechne. Otóż nie. Książka Zajączkowskiego „Pierwotne religie czarnej Afryki” była dla mnie piękną podróżą w kompletnie nieznany świat.72681243_520320221866996_2766434863950069760_n(1)

Oczywiście mam świadomość, że taka Afryka, o której pisze Zajączkowski nie istniała już w czasach powstawania tej książki, czyli w 1965 roku. Dzisiaj pewnie są po niej bardzo trudno dostrzegalne ślady. Minęło może ze sto lat od czasów, kiedy Afrykańczycy masowo wierzyli w boga odry, w bogów zaklętych w węże i inne dzikie zwierzęta.

Zajączkowski nie skupia się religii wyizolowanej od pozostałych aspektów życia Afrykańczyka. Ma bowiem świadomość, że w tamtej kulturze nie byłoby to w ogóle możliwe. My, Europejczycy lubimy takie podziały na ducha i materię, byt i niebyt, życie i śmierć, sen i jawę – dla Afrykańczyka sprzed jeszcze stu lat taki podział byłby kompletnie niezrozumiały. Tam wszystko jest – zmarli dbają o ziemię, sny się spełniają, a życie jest tylko pewną proporcją ducha do materii. Tak było wprost np u Aszantów, którzy wierzyli, że dusza składa się z czterech części:

Czwarta część duszy jest zarazem częścią zbiorowej duszy przodków. Zbiorowej, ponieważ przodkowie Aszantów nie są zindywidualizowani. (…) Od urodzenia młody Aszant jest więc wyposażony w część tej zbiorowej duszy przodków zbiorowości, do której należy, w część, która po jego śmierci dosyć złożoną drogą do tej zbiorowości powróci.

Wiele ciekawych obyczajów dotyczących np świata polityki zadziwia i może nawet przeraża, ale – w sferze symbolicznej czy nie znajdziemy ich obrazu także w dzisiejszej, bieżącej polskiej polityce? Na przykład ten, dotyczący sudańskiego plemienia Dżukonów:

Wódz Dżukonów mógł panować najwyżej siedem lat, a przed upływem tego czasu musiał być uduszony przez swoją świtę. Z ciała wodza sporządzano mumię, z której wyjęte wnętrzności: mózg, serce i nerki spożywane były przez wodza następnego.

Zadziwiający jest dla nas panteon bogów, ale dla mnie osobiście kwestia traktowania bóstwa najwyższego. Wiele plemion w hierarchii bogów miało na samej górze pierwotnego stworzyciela, ale prawie żadne plemię, może oprócz Pigmejów, nie oddawało mu czci, zadowalając się modłami do bogów niższego szczebla. Zresztą sama geneza świata była przebogata, tak jak u Fangów żyjących w Gabonie:

Istota najwyższa pewnej nocy wydała tchnienie, którym spłodziła Dintsunę, kobietę o białej skórze. Dintsuna w prawej ręce trzymała słońce, a w lewej księżyc. Z jej piersi lewej płynął strumień krwi, a piersi prawej strumień mleka i strumieniami tymi karmiła gwiazdy. Ponad nią pozostało tchnienie stwórcy – nasienie, które noc czyniło płodną i stwarzało planety. Wszechświat stawał się podobny do wielkiego kwiatu o licznych płatkach. Dintsuna złączyła z sobą słońce i księżyc, a ze związku tego zrodził się książę słoneczny, król wszystkich bóstw późniejszych. (…) Potem nastąpiło stworzenie pierwszej pary ludzi, którzy powstali z krwi i z mleka Dintsuny. Kobietę posiadł jeden z bogów, mężczyzna dał się uwieść bogince wodnej i za to zostali wyrzuceni z głębi ziemi, gdzie rosło drzewo życia i stali się śmiertelni.

Religie pierwotne na całym świecie były ściśle związane z medycyną, nie inaczej było w Afryce. Mimo że czczono boga odry, straszliwej choroby w świecie gdzie higiena była mniej znana niż alfabet, lekarze nie leczyli konkretnej choroby, tylko człowieka. Zdaniem ówczesnych afrykańskich lekarzy nie ma obiektywnej choroby, są tylko chorzy osobnicy.

Każdy osobnik jest siłą niepowtarzalną, jest siłą dla siebie i proces tracenia siły uzewnętrznia się w postaci, która dla Europejczyka jest zobiektywizowaną chorobą: gruźlicą lub tyfusem. Leczenie jest to działanie na osobnika, by jako siła odtworzył się, korzystając z sił innych. To działanie (…) nigdy nie jest działaniem wyłącznie za pomocą środków materialnych.

Można oczywiście drwić z pierwotnych wierzeń i praktyk, ale można szukać w nich prawd, o których my, zadufani w sobie Europejczycy dawno zapomnieliśmy.

Podobne wpisy

  • Katarscy Doskonali

    W powszechnej świadomości wiara katarów zaginęła razem z rzezią zamku Montsegur. Tam po wielu miesiącach oblężenia w 1244 roku ostatnich kilkuset wiernych poddało się papieżowi. Poddało mu swoje ciała, ale nie dusze. Zostali żywcem spaleni, bo nie wyrzekli się swojej wiary. A była to wiara dzisiaj prawie zupełnie zapomniana. Odwoływali się do Nowego Testamentu, do…

  • Ten obok, to kto? 

    „Fale tłumią wiatr” braci Strugackich to dzisiaj już prawie kompletnie zapomniana książka. A szkoda, bo z ręki tych pisarzy nie wychodziły rzeczy mierne. To zawsze był przebłysk geniuszu.  W dalekiej przyszłości, na Ziemi, Maksym Krammerer prowadzi komórkę zajmującą się niewyjaśnionymi wydarzeniami. Bardzo różnego typu. Naukowcy zastanawiają się na przykład nad tym, dlaczego jeden muzyk jest genialny,…

  • Dzieci na celowniku

    Tess Gerritsen jest wciąż na mojej top liście. Tym razem połknąłem jej przedostatnią powieść, wydaną w 2012 roku „Last to die” (w Polsce wyszło pod tytułem „Ostatni, który umrze”). Nie powiem, to kawał przyzwoitej prozy, ale… Gerritsen przyzwyczaiła mnie do pewnego, solidnego poziomu pisarskiego. Tej powieści warsztatowo niczego nie brakuje. Od Amerykanki wymagam jednak czegoś…

  • Wspólnota śmiertelnych 

    Kiedy zobaczyłem gdzieś w internecie tytuł „Wspólnota śmiertelnych. Tanatologia zwierząt towarzyszących w perspektywie etnografii międzygatunkowej”, kupiłem od razu. Pasjonują mnie poszukiwania tożsamości, ludzkiej odrębności i wspólnotowości z innymi stworzeniami w czasach, kiedy kryzys filozofii widoczny jest gołym okiem. Książka Małgorzaty Roeske przykuła mnie na długie godziny i nie pozwoliła oderwać się, póki nie zamknąłem ostatniej…

  • Rewolucja (?) w medycynie

    Medycyna stylu życia porwała amerykańską śmietankę lekarsko-medialną. Na nasz grunt próbuje ją zaszczepić minister Pinkas. Kluczowym narzędziem, a przy tym pionierską publikacją, jest „Medycyna stylu życia” pod redakcją naukową Daniela Śliża i Artura Mamcarza, w gronie autorów znajdziemy same solidnie poukładane w polskiej medycynie persony. Czy jednak warto wydać te skromne sto parę złotych? Nie…

  • |

    Miejsce z koszmarną aurą

    Kocham Bydgoszcz, kocham te ulice, gmachy, parki. Często sobie wyobrażam, jak tu było pięknie przed wojną. Każdy kamień, każda ulica to pewna opowieść. Są jednak takie miejsca, których aurę czuć na odległość. Taki jest gmach więzienia na Wałach Jagiellońskich. „Więzienie na Wałach Jagiellońskich. Szkice z lat 1939-1956” Anny Perlińskiej i Krzysztofa Sidorkiewicza to skromna, ale…