Droga życia

Bydgoski rynek poetycki zalewa właśnie fala późnych debiutów. Są wśród nich książki różnego formatu artystycznego, o różnych aspiracjach. Bywają oryginalne i dojrzałe jak tom Witolda Stanisława Kozaka, ale dominują niestety takie, w których zbyt mocno widać przewagę determinacji nad talentem. Nie jest to zarzut, bo przecież nie każdego w kołysce musnęła któraś z lirycznych muz. Jeśli jednak odrzeć poezję z wartości terapeutycznych i towarzyskich, jeśli przyjrzeć się konkretnym lirykom bez kontekstów pozaliterackich, to z poziomem literackim tych publikacji bywa różnie.

„Droga życia” Mirosława Woźniaka jest jego debiutanckim zbiorem poezji, traktujących o różnych aspektach życia. Autor jest mężczyzną dojrzałym, doświadczonym, a jego liryka? Zakładając, że twórczość jest pewną pochodną doświadczeń i wrażliwości, można by spodziewać się czegoś mocniejszego niż zbioru relatywnie banalnych obserwacji. Tymczasem lwią część tomu „Droga życia” stanowi poezja meteorologiczna. Mamy bowiem wytłumaczone poetycko powstawanie śniegu („krople spadające z nieba / zamieniają się w biały puch”) i liczne obserwacje jesiennych okoliczności przyrody. Niestety, nie są to metafory, które otwierałyby czytelnikowi nieznane wcześniej przestrzenie emocji lub znaczeń. „Wiatr kołyszący pędzelkami traw” nie szepcze nam niczego, czego byśmy nie wiedzieli.

Banał jest chyba największą zbrodnią na literaturze. Nie każdy musi być Wojaczkiem, to oczywiste, można tworzyć z pewnego bezpiecznego dystansu. Nie wolno jednak topić czytelnika w banalnych obserwacjach i wyświechtanych metaforach, a takie niestety są w sporej części liryki Mirosława Woźniaka.

W dużej mierze, bo przecież – Bogu dzięki! – nie wszystkie. Zdecydowanie zwracają uwagę jego erotyki: delikatne, subtelne, pełne zmysłowości. Dalekie od przegadania i dosłowności, takie właśnie, jakie być powinny: zostawiające czytelnika w zdumieniu, zauroczeniu, zaciekawieniu. Erotyki Woźniaka są naprawdę świeże także dlatego, że autor wreszcie przestaje moralizować, pouczać czytelnika. Nie jest tego wrażenia zepsuć nawet zestaw wyświechtanych metafor z „ustami smakującymi wiatrem” na czele, o ile za moment te usta „pachną grillem i Finlandią”.

Gdybyż ta książka składała się z samych erotyków, byłaby świetnym debiutem. Niestety seria liryk pogodowych, albumowych (o chłopcu, który chce być rolnikiem) czy historyczno-martyrologicznych zostawiają na całości poważną, głęboką rysę banału i przegadania. Rozumiem oczywiście, że późny debiut wymusił pewną różnorodność, reprezentatywność dotychczasowego spektrum twórczości autora, ale z zachwytem poczekam na kolejną, mam nadzieję węższą tematycznie i dzięki temu mocniejszą w przekazie książkę Mirosława Woźniaka.

Mirosław Woźniak, Droga życia, Wydawnictwo UKW, Bydgoszcz 2025.

Podobne wpisy

  • Teraz czekaj na zeszły rok

    Philip K. Dick powinien być na receptę. Nie wiem, kto podjął decyzję, żeby jego powieści tak po prostu leżały na półkach i były dostępne dla każdego, nawet dla niepełnoletnich. Przecież one szybciej i trwalej zmieniają świadomość niż popularne narkotyki! „Teraz czekaj na zeszły rok” to opowieść o czasie, odpowiedzialności i o relatywizmie. Zabrzmiało nieco sztywno,…

  • Schronisko, które przestało istnieć

    Z reguły nie piszę źle o książkach. Wychodzę z założenia, że lepiej jest pisać albo pozytywnie, albo wcale. Bo jakie dobro powstaje z krytykowania książek? Dla mnie to strata czasu, a dla autora przykrość. Czasem jednak nie mogę przejść obojętnie, bo skoro kilka godzin mojego życia poszło w piach, to chciałbym tego oszczędzić innym. „Schronisko,…

  • |

    Kolejny szczęściarz z Gusen 

    Obóz w Gusen – filia, która przerosła obóz-matkę w Mauthausen – był naprawdę piekłem. Nie był tak wielki i tak znany jak Auschwitz czy Majdanek, ale trafić tam, to był wyrok śmierci. Obóz przyklejony do kamieniołomów stał się grobem dla większości więźniów. Zbigniew Wlazłowski przeżył.  „Przez kamieniołomy i kolczasty drut” to opowieść młodzika, studenta medycyny,…

  • Kanał jak żywy

    Kanał Bydgoski to dla mnie jedno z najważniejszych miejsc. To świadectwo tożsamości całego regionu, wciąż nie do końca odkryte przez samych mieszkańców, nie mówiąc o turystach. Można o nim pisać pod każdym kątem: historycznym, gospodarczym, politycznym, kulturowym, tożsamościowym. Książka Włodzimierza Sobeckiego taka właśnie jest: jak historia Kanału, wielobarwna, wartka, głęboka. „Kanał Bydgoski i Kanał Górnonotecki….

  • |

    Igłą między oczy!

    Z koperty wypadła książka. Nie znałem człowieka, myślałem chwilę, że to fejk. Krzysztof Koziołek. „Nie pozwól mi umrzeć”. Nie spojrzałem na załączony list, nie czytałem obwoluty. Jak pies Pawłowa zabrałem do domu przeczytałem pierwszych kilka stron zanim nalałem sobie wina i rozsiadłem się wygodnie. Napisałem do autora następnego dnia krótki mail zaczynający się mniej więcej…

  • Granat wrzucony do szamba

    Wyobraźcie sobie coś. Jest wyrazisty, agresywny, jednoznaczny, charyzmatyczny lider, który nie jest zawodowym politykiem, ale w pewnym momencie mówi: dość! Krąży wokół polityki bez większych sukcesów. Zbiera wokół siebie prawdziwą menażerię: od ludzi znikąd, po ludzi działających wcześniej w różnych partiach, czasem bardzo niszowych. Oczywiście jest wokół lidera wianuszek „służbistów” wszelakiej maści, którzy we właściwym…