Mała zbrodnia?

Polską racją stanu jest używanie określenia „niemieckie, nazistowskie obozy koncentracyjne”. Argumentem koronnym jest to, że choć nie wszyscy Niemcy byli nazistami, to jednak Hitler i jego poplecznicy doszli do władzy w demokratycznych wyborach. Jak jednak nazwać obozy koncentracyjne, które były w Polsce po wojnie? Polskie? Komunistyczne?Luszczyna_Mala-zbrodnia

Po upadku Trzeciej Rzeszy większość niemieckich obozów trafiła w radzieckie ręce praktycznie bez uszczerbku i od razu zostały zaadaptowane do nowych realiów. Żydów i Polaków zamienili Niemcy, Ślązacy, Ukraińcy i wrogowie nowego systemu. Nie były to przypadki jednostkowe, takich obozów było ponad dwieście, od Oświęcimia do podbydgoskich Potulic.

Warunki w powojennych obozach były co najmniej równie trudne jak w czasie wojny. Więźniowie umierali z głodu, tortur, chorób. Symbolem tych obozów jest na pewno Salomon Morel, żydowski szef jednego z obozów, który witał nowe transporty stałym tekstem: „Wy hitlerowskie kurwy, Oświęcim to było przedszkole w porównaniu z moim sanatorium”. Znana jest historia jednego z więźniów, Ernsta Zuga:

Był przydzielony do komanda, które codziennie zabierało świeże trupy z baraku, ładowało na wóz i wiozło do lasu zakopać. Ciągnęli ten wóz jak konie. Potem kopali groby, wrzucali zwłoki do ziemi i zanim przysypywali niegaszonym wapnem, odcinali ostrymi kamieniami pośladki. Załoga z biało czerwonymi opaskami na ramionach nie mogła na to patrzeć. Odwracali się ze wstrętem. Tak mówił Zug. Od razu zjadał, nie przynosił do obozu.

Salomon Morel nie doczekał sprawiedliwości, w latach 90. uciekł do Izraela, gdzie zmarł spokojnie. Do końca twierdził, że nie zrobił nic złego.

Ma wyobraźnię. Osobiście morduje Ślązaków i Niemców. Bije ich drewnianą pałką, dopóki nie zamienią się w krwawą miazgę. Trzeba sprzątać gabinet szefa, długo szorować szczotką i wodą z mydłem. Komendant wymyślił też piramidę. Każe kłaść się nagim ludziom jeden na drugim, aż stos sięgnie sufitu. Żeby być pewnym, że ci na samym dole nie przeżyją, wdrapuje się na wierzchołek i jeśli ma odpowiednio dużo miejsca – tańczy kalinkę. W aparacie bezpieczeństwa ma przezwisko „Wariat”.

Bydgoszczanie nie wiedzą o tym, o czym pisał m.in. Krzysztof Derdowski, że mieliśmy w okolicy – oprócz Potulic – także drugi obóz, którego komendantem został Alojzy Bruski, bohater września i potem Armii Krajowej. Po wojnie ujawnia się i chce służyć Polsce Ludowej.

Były akowiec dostaje dość trudne pierwsze zadanie. Ma zostać komendantem obozu w Zimnych Wodach pod Bydgoszczą. Adres: ulica Urocza 1/3. To strategiczne miejsce, przedwojenne pogranicze polsko-niemieckie. Bruski szybko się orientuje, że nie ma żadnej pracy dla więźniów, że dowodzi zwykłym obozem koncentracyjnym dla Polaków, niemieckich cywilów z terenów należących przed wojną do Rzeszy oraz volksdeutschów. Zimne Wody to teren dawnego obozu pracy Kaltwasser-Bauleitung.

Bruski zachowuje się lojalnie, składa obszerne raporty o sytuacji w obozie do antykomunistycznej partyzantki. Zanim w nocy z 29 na 30 kwietnia ucieknie z trzydziestoma pięcioma żołnierzami…

Opowie, jak młodej polskiej dziewczynie przydzielono przesiąknięty krwią płaszcz po Niemce, którą kilka minut wcześniej zabił dziewiętnastoletni oficer Urzędu Bezpieczeństwa: „Kopał ją po brzuchu i piersiach. Kiedy leżała na wpół przytomna, poszedł do latryny, ubrudził swoje wysokie buty fekaliami i kazał je oblizywać. Kiedy przestała, bił ją i kopał tak długo, aż zabił”.

Bruski po dwóch miesiącach wpadnie w zasadzkę, dostanie wyrok za dezercję, a 17 września 1946 roku na piwnicznych schodach więzienia we Wronkach ktoś strzeli mu w głowę.

To poruszająca rzecz, nawet dla tych, którzy są świadomi okrucieństw powojennej, komunistycznej Polski. Jeśli jednak domagamy się od Ukraińców, Żydów, Niemców stanięcia w prawdzie, my musimy zrobić to samo.

Podobne wpisy

  • Pani doktor pisze bestsellery

    Pani doktor zaczęła od harlekinów, skończyła na milionach sprzedawanych powieści nazywanych przez krytykę i wydawców thrillerami medycznymi. Faktycznie Tess Gerritsen, przynajmniej na podstawie „Bloodstream”, pisze oryginalne mieszanki romansowo-kryminalno-sensacyjno-medyczne. Wiem, to brzmi kiepsko – ale naprawdę świetnie się czyta. Idę dalej ścieżką bestsellerów. Gerritsen można kupić w 40 krajach świata i zrobiło to ponad 25 milionów…

  • |

    Profesor nadaje z obozu

    Profesor Krzysztof Dunin-Wąsowicz był jednym z najważniejszych polskich historyków. Spędził w pierwszym obozie koncentracyjnym położonym na polskiej ziemi na tyle dużo czasu, że po wojnie napisał książkę zatytułowaną po prostu „Stutthof”.  To sztandarowa pozycja dotycząca tego obozu. Miała kilka wydań, każde w olbrzymim nakładzie. I dobrze. Bo nie często mamy do czynienia z zawodowcem, historykiem, który…

  • Moi współcześni. Wśród swoich 

    Stanisław Przybyszewski był legendą za życia i „Życia”, które prowadził raptem niecałe dwa lata. Młoda Polska dzisiaj wydaje nam się w miarę sensownym terminem porządkującym to, co działo się w rodzimej literaturze przełomu wieków, ale sam Przybyszewski gorąco protestował przeciwko etykietowaniu całego pokolenia.  Pierwszy tom „Moich współczesnych” Przybyszewski poświęcił twórcom, wśród których się obracał na…

  • Dla urozmaicenia: golf

    Już prawie kończę moją długą podróż z Harlanem Cobenem. Prawie. Tym razem w ciągu dwóch wieczorów (i nocy…) połknąłem „Back Spin”. Było warto. Smakowało przyzwoicie, miało zaskakujące nuty, niestrawności nie zanotowano. „Back Spin” to część cyklu o Myronie Bolitarze. Dość nietypowa. Zwróciłeś uwagę, że piszę tak chyba przy każdej książce Cobena? Nieważne. Co więc różni…

  • Koncentrat geniuszu

    „Powtórka” Stanisława Lema to nie jest pozycja obowiązkowa nawet dla fanów. Trzy utwory w jednej niewielkiej książeczce, z czego dwa to słuchowiska radiowe, może ciekawe, może intrygujące, ale nie w konfrontacji z nazwiskiem pisarza, który rzucił sobie pod stopy całą światową literaturę science fiction. Oprócz jednego utworu: tytułowej „Powtórki”, który jest opowiadaniem absolutnie genialnym, prezentującym…

  • Zakon

    Są takie powieści, które pod względem literackim trudno oceniać. W „Zakonie” chodzi o pokazanie pewnych mechanizmów, stojących za obecną, realną strukturą władzy rzekomo demokratycznie wybranej. Siła tej książki leży właśnie w demaskatorskim, choć przecież wciąż umiejscowionym w granicach fikcji literackiej, opisie pewnego zjawiska. Potencjalnego, możliwego, czy rzeczywistego? Na to pytania każdy czytelnik musi sam znaleźć…