Ostatni list pastora Amesa

Pastor Ames ma siedemdziesiąt siedem lat, młodziutką żonę, sześcioletniego syna i umiera. Żeby zostawić po sobie ślad w duszy i umyśle dziecka pisze do niego list. Długi list, który Marilynne Robinson zatytułowała „Gilead”, od nazwy mieściny w której wszystko się dzieje i za który dostała nagrodę Pulitzera. Całkowicie zasłużenie. Zrzut ekranu 2020-05-25 o 22.55.06

To genialna, choć naprawdę niełatwa opowieść. Czytelnicy oczekujący szybkiej, wartkiej historii, będą zawiedzeni. Bo to jest historia opowiadana przez pastora, który żegna się z rodziną, swoim życiem, całą swoją historią sięgającą do walki o zniesienie niewolnictwa Murzynów i miastem, z którego uciekli nawet jego rodzice, a on – najwierniejszy z wiernych – pozostał do ostatnich chwil. To nie jest łatwa opowieść, mimo że prowadzi nas cały czas za rękę pastor i sam Bóg. Opowieść o życiu nie może być łatwa, bo i życie nigdy nie jest proste, liniowe, nawet jeśli jest się pastorem, którego ojciec i dziadek również byli pastorami. Bóg jest wszędzie wokół, co sprawia, że wszystko jest wytłumaczalne i wybaczalne, ale na pewno nie ułatwia samej opowieści. 

Nagroda Pulitzera to jedna ostatnich nagród literackich naprawdę godnych szacunku. Zdarzają się oczywiście niezrozumiałe werdykty, ale podobnie jak w świecie science fiction Nebula, Pulitzer sprawia, że warto zaryzykować parę godzin lektury. 

„Gilead” nie jest książką na jeden wieczór. Nie jest nawet na dwa czy trzy wieczory, choć objętość wskazywałaby inaczej. Tej opowieści po prostu nie da się w ten sposób odczytać – trzeba odpocząć, trzeba ochłonąć, żeby nie stracić żadnego zapachu zdań umierającego pastora. Warto przejść przeczytać ten list, nie do nas skierowany. 

Podobne wpisy

  • Początek

    Muszę przyznać, że bardzo trudno jest mi zachować obiektywizm czytając Dana Browna. Od lat jestem jego fanem. Za młodu zaczytywałem się w opowieściach młodzieżowych Nienackiego, a w dojrzałym wieku z tym samym rumieńcem śledzę losy profesora Langdona. To, co i jak pisze Dan Brown nie przejdzie pewnie do historii literatury. Za dwieście lat z przełomu…

  • Melancholia chroniczna 

    Współczesna poezja zwykle jest dla mnie mało strawna. Zbyt często autorzy pustkę duchową i intelektualną chowają za czasem bardzo widowiskową kaskadą formy. Popisują się językową ekwilibrystyką, ale ich pląsy nie przynoszą nic poza chwilowym uniesieniem brwi. Do rzadkości należą poeci, którzy potrafią wyrzucić na stół całą prawdę, tak bardzo umazaną śluzem języka, jak  potrafią. Bo…

  • First strike

    Musi istnieć zła literatura. Inaczej byśmy nie poznali dobrej, wszystko byłoby nijakie. „First strike” jest ulicznym kebabem, który czasem ma się ochotę zjeść, ale i tak z góry wiadomo, że poważnych konsekwencji nie da się uniknąć.   Oto przez jedną trzecią powieści czytamy o Bóg wie czym, każda strona to zbrodnia na drzewostanie, a potem…

  • A jeśli Abraham zostawił testament?

    A co jeśli Abraham leżąc na łożu śmierci, pisemnie, w towarzystwie ówczesnego „notariusza” rozstrzygnął jednoznacznie, komu ma przypaść w spadku Jerozolima? Jeden z jego synów jest ojcem islamu, drugi fundamentem judaizmu. Komu najbardziej zależy na tym, żeby nie licząc się z kosztami ukryć testament na zawsze? Sam Bourne to dla mnie nowe nazwisko na literackiej…

  • Historia spowiedzi po francusku

    Chciałem poczytać o spowiedzi i pokucie w kontekście judaizmu i pierwszych chrześcijan, a trafił w moje ręce esej francuskiego profesora Jeana Delumeau „Wyznanie i przebaczenie” z nieco mylącym podtytułem „Historia spowiedzi”. Mimo wszystko to nie był stracony czas.  Przebaczenie to zdecydowanie najcenniejszy wkład chrześcijaństwa w historię ludzkości, z tym pan profesor nie polemizuje, choć widać,…